Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Wiecie, że dopiero w 1998 r. Helen O’Connell, urolożka z Australii, zaczęła studiować anatomię łechtaczki? Zdziwiona, że żaden podręcznik do chirurgii o tym nie wspomina, rozpoczęła badania. Odkryła, że łechtaczka jest zbudowana bardzo podobnie do penisa i że również powiększa się w miarę rosnącego podniecenia. To, co widzimy na samej górze warg wewnętrznych, to jedynie czubek góry lodowej – większa część łechtaczki jest ukryta i rozciąga się po obu stronach ścianek pochwy w postaci korzeni mierzących około 10 cm. Każdy z nich zawiera 8 tys. zakończeń nerwowych, czyli znacznie więcej od penisa. Wyniki opublikowała w 2005 r. W 2005! Zaledwie kilkanaście lat temu! Jak to możliwe, że nauka tak długo pomijała tę część kobiecego ciała? Owszem, badano macicę, badano jajniki, wszystko to, co dotyczy prokreacji. Ale nie – łechtaczkę.

Pozostało 82% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.