Z Wojciechem Mannem rozmawia Magdalena Karst

W jakich okolicznościach zapalił Pan swojego pierwszego świadomego papierosa?

Pierwszy papieros, taki naprawdę wypalony z zaciąganiem się, spotkał mnie, kiedy szedłem po Warszawie. Wracałem do domu piechotą z Pałacu Kultury. Miałem przy sobie paczkę zefirów mentolowych, chyba nawet nie moją, i postanowiłem zapalić. Nie pamiętam przyczyny, dlaczego wyciągnąłem papierosa, ale pamiętam, że szedłem Świętokrzyską w stronę Tamki, zaciągając się papierosem. Byłem potwornie dumny, że zaciągam się jak dorosły. Potem zrobiło mi się niedobrze i wyrzuciłem tego papierosa gdzieś w połowie Tamki. Przyszedłem do domu i wieczór spędziłem na walce z tym, żeby nie zwymiotować. Taki był koniec mojego pierwszego papierosa.

Pozostało 90% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.