Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeszcze do niedawna byłam emigrantką. Trzy miesiące temu wróciłam do Polski po prawie czterech latach spędzonych na Wyspach Brytyjskich. Przez większość tego czasu mieszkałam w Londynie, ostatnie pół roku zaś spędziłam na północy, w jednym z dużych miast Yorkshire.

Tu znajdziesz wszystkie materiały z akcji "Polki bez granic"

Decyzja o emigracji do Anglii zapadła po kilku latach mieszkania w Warszawie. Na koncie życiowych doświadczeń miałam już dyplom wyższej uczelni, zagraniczne stypendium, pracę w państwowych instytucjach w stolicy. Jakoś brakowało mi doświadczenia emigracyjnego. Zachęcona do podboju świata po krótkiej wizycie u rodziny w Australii postanowiłam spróbować szczęścia na obczyźnie. Pomyślałam: "Let it be".

Przyspieszony kurs small talku

Tętniąca życiem stolica Anglii wydawała się dobrym miejscem dla ludzi poszukujących - nie tylko pracy, także swojego miejsca w życiu. Po pierwszej euforii nastąpiło zderzenie z rzeczywistością. Z początku nie było łatwo się gdzieś zaczepić, mimo dobrej znajomości języka nie mogłam się dogadać z potencjalnymi pracodawcami. Nie miałam odpowiedniego doświadczenia, ani chyba też daru przekonywania. Może za mało w siebie wierzyłam?

Pracowałam więc w londyńskich pubach oraz na jednym z kultowych bazarów. Dużo się wtedy nauczyłam, nie tyle nalewania piwa Anglikom i sprzedawania odzieży turystom, co pokory, prowadzenia small talków i elastyczności, której mi wcześniej brakowało. Po względnym przystosowaniu się do emigracyjnych realiów, kilkumiesięcznym wolontariacie w muzeum, udało mi się znaleźć trochę ambitniejsze i bardziej stabilne zajęcie. Przez kolejny rok pracowałam w kameralnej galerii. Później zostałam fotografem w niedawno wybudowanym najwyższym drapaczu chmur w Londynie.

Co na temat emigracja ma do powiedzenia Karol: Polak bez granic, Hiszpan z wyboru, Katalończyk w duszy?

Przez cały ten czas w miarę możliwości i wolnego czasu korzystałam z kulturalnej oferty miasta, które ma sporo do zaoferowania. Nie chciałam tylko "tyrać" jak to mawiała i robiła część Polaków, których spotkałam na swojej drodze. Dbałam o moje życie towarzyskie, nawiązałam wiele ciekawych znajomości, trochę podróżowałam po Anglii, ale też Europie, dotarłam nawet do Środkowej Afryki. Ot, żyłam jak przeciętny "Londoner".

Czas mijał, londyńskie tempo ogłuszało. Nie miałam nawet okazji poważnie zatęsknić za Polską, bo z rodziną i znajomymi widywałam się regularnie, dzięki naprawdę tanim liniom lotniczym. Liczne polskie sklepy oferowały rodzime produkty, zresztą bardziej od nich wolałam zanurzyć się w smakach i zapachach egzotycznych kuchni, które w Londynie są naprawdę na wyciągnięcie ręki. Gdy tęsknota za śledziem i pierogiem przybierała na sile, lądowałam w (prowadzonym zresztą przez Australijczyka) polskim barze w centrum miasta.

Made in England. Born in Poland

Okazją do zatrzymania się w biegu i refleksji nad celem życia były moje 33 urodziny. To mniej więcej w tym czasie zaczęłam się zastanawiać w jakim kierunku zmierzam. Nie chciałam poświęcić swego życia na "londyńskie zawieszenie w próżni", bo właśnie w czymś takim żyłam.

Kolejne wypadki potoczyły się bardzo szybko. Z "zaklętej wieży" (tak, pracowałam na 72-im piętrze) uratowało mnie uczucie i nowy związek, a właściwie to rozgrzany po wielu latach romans, jeszcze z Polski. Znaleźliśmy siebie po latach na wyspach, teraz już jako dojrzali ludzie postanowiliśmy znowu być razem. Nieoczekiwanie z bycia "singielką w wielkim mieście" znalazłam się w stałym związku na północy Anglii, gdzie mieszkał i pracował mój nowy partner. Wypowiedzenie umowy i mieszkania oraz przeprowadzka odbyły się w błyskawicznym tempie.

Co czują rodzice dzieci, które wiecznie włóczą się po świecie?

Nasze życie wśród wichrowych wzgórz było spokojne i wygodne, jednak zwolnienie tempa zrodziło we mnie tęsknotę za moim prawdziwym ja. Związek z Polakiem obudził też tęsknotę za krajem. Na północy mniej czułam się u siebie niż w Londynie, gdzie każdy może się dopasować, bo i tak jest tu na chwilę, która często trwa latami. Dużo rozmawialiśmy i tak jakoś wychodziło, że obydwoje chcemy wrócić do Polski. Było nam dobrze w Anglii, zwłaszcza materialnie, nawet z jedną pensją mogliśmy sobie pozwolić na przyzwoity poziom życia. Jednak chęć powrotu była silniejsza, a decyzję o tymże przypieczętowało pojawienie się dwóch kresek na teście ciążowym. Chcieliśmy, by nasze dziecko urodziło się w Polsce, mówiło nienaganną polszczyzną i wychowywało się w pobliżu dziadków i cioć, nie zaś znalazło się wśród drugiego pokolenia emigrantów z zaburzeniem tożsamości niczym bohaterowie "Białych zębów" Zadie Smith.

Witaj Polsko

Nigdy wcześniej nie podejrzewałam siebie o tak dużą miłość do miejsca, skąd pochodzę. Jeszcze rok wcześniej ochoczo krzyczałam "Sorry Polsko" na koncercie Marii Peszek w Londynie. Po pół roku wspólnego życia na północy dotarliśmy z powrotem do Polski. Zatrzymaliśmy się u mojej rodziny, która z radością przyjęła nas pod swój dach.

Jesteśmy tu u siebie, mówimy we własnym języku i nie musimy codziennie udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądami. Mamy nieocenione doświadczenie emigracyjne i nowe umiejętności, w tym adaptacyjne, których byśmy nigdy nie nabyli nie opuszczając kraju. To prawda, że Polak wracający do Polski udaje się znów na emigrację, polskie realia są dla nas nie mniejszym szokiem niż kiedyś te angielskie. Musimy na nowo uczyć się poruszania i zaistnienia w tym społeczeństwie. Razi nas wiele rzeczy, od reklam w polskim radio, przez mentalność i malkontenctwo części rodaków, pozycję społeczną kościoła po brak wystarczającego wsparcia ze strony państwa. Ale cieszymy się, że tu jesteśmy.

"Opuściłam bogatszy kraj dla biedniejszego, demokratyczny dla skorumpowanego"

Kiedy piszę te słowa, liczę ruchy naszego synka. Niebawem przyjdzie na świat w polskim szpitalu, którego standardy nie tylko dorównują standardom angielskich placówek, ale je przewyższają. Wkrótce będziemy mu czytać polskie bajki i zapewne wychowamy go na wartościowego Polaka, niekoniecznie katolika, w duchu pluralizmu i tolerancji, której niestety w Polsce wciąż jest jak na lekarstwo.

Dzień dobry, Wasza Wysokość

Czym była dla mnie emigracja? Nieocenionym doświadczeniem. Wiem, że gdybym cztery lata temu została w Polsce, mój bagaż doświadczeń byłby znacznie lżejszy. Żałowałabym, że nie wyjechałam z kraju, pewnie wyobrażałabym sobie "jak to tam jest" i zadręczała się, dlaczego nigdy nie spróbowałam. Teraz już wiem. Czas pokaże, czy dobrze zrobiliśmy wracając. Gdyby się jednak okazało, że to nie była dobra decyzja, zawsze możemy znowu wyjechać. Już wiemy, jak sobie poradzić.

Dzięki emigracji, z dala od rodziny, nauczyłam się prawdziwej samodzielności, odwagi, polegania na sobie. Przekonałam się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, w której nie raz się znalazłam. Poznałam ludzi z całego świata i choć często były to typowo powierzchowne znajomości, to nie żałuję poświęconego im czasu, bo zmieniły one trwale moje myślenie i poszerzyły w sposób praktyczny wiedzę na temat świata.

Nigdy nie zostałabym druhną na etiopskim weselu na 200 osób ani nie spotkała królowej brytyjskiej, gdybym wtedy nie wsiadła w samolot do Londynu. Udało mi się zobaczyć sporą część Anglii, odwiedzić Walię i Szkocję. Wystarczająco poznałam mentalność wyspiarzy, by stwierdzić, że jednak bliżej mi do własnego kręgu i kodu kulturowego, w którym chcę funkcjonować, choć częstokroć jest to dużym wyzwaniem i wymaga sporego samozaparcia.

Cztery lata spędzone w Anglii to czas, w którym dojrzałam i zrozumiałam, co jest dla mnie ważne. Mam teraz polskiego narzeczonego, z którym się świetnie rozumiem, nie tylko językowo. Wkrótce dołączy do nas pewien Malec (polski, choć made in England). Jestem szczęśliwa, a wahającym się serdecznie polecam emigrację.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" zbierającej doświadczenia Polek z emigracją (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic ) Czesław Mozil zapowiada, że na podstawie tych listów powstanie druga płyta jego projektu "Księga emigrantów". Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.