Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ferworze wigilijnych przygotowań rzadko myślimy o sobie. Ważniejsze są prezenty, sprzątanie i gotowanie. Efekty? Opłakane! Kilka dni stania przy garach robi swoje. Kiedy cała rodzina siedzi przy stole, ja, donosząc potrawy, mam ochotę potłuc lustra, które mijam po drodze z kuchni do salonu. To jedna z tych chwil, gdy żałuję, że nie mam gosposi. I powód, dla którego po świętach, zanim wyślę rodzinie pamiątkowe zdjęcia z wigilii, retuszuję je w komputerze.

Wigilia Anno Domini 2013 będzie inna - usiądę do stołu piękna i pachnąca. Chcę mieć lepszy nastrój, a to, jak wyglądam, może mój humor popsuć albo poprawić. Nie znam kobiety, która reagowałaby inaczej. To, że jesteśmy świadome tego związku, potwierdzają badania opinii publicznej CBOS. Trzy czwarte ankietowanych przyznało, że dbałość o własny wygląd sprawia, iż czujemy się lepiej. Z kolei dobry nastrój pani domu przekłada się na humor gości.

Szybko i pięknie

Nie jestem fanką zabiegów z igłami, ale rezultaty mikronakłuwania skóry twarzy są spektakularne. A jednocześnie nie jest to zabieg tak inwazyjny jak ostrzykiwanie. Urządzenia nakłuwające, czyli rollery z igiełkami, np. Dermapen, pozwalają zmniejszyć rozszerzone pory, wygładzić niewielkie zmarszczki, bo stymulacja fibroblastów, która ma miejsce w trakcie zabiegu, pobudza produkcję kolagenu i elastyny, odpowiedzialnych za gładkość skóry. O zabiegu trzeba pomyśleć minimum trzy-cztery dni przed Wigilią, bo skóra potrzebuje 72 godzin na dojście do siebie.

- Bezpośrednio po zabiegu cera jest mocno zaczerwieniona i spuchnięta, mogą też pojawić się drobne wybroczyny - wyjaśnia dr Beata Pawlik-Stopińska, dermatolog z gabinetu Biostudio. - Zaczerwienienie ustępuje w ciągu doby, natomiast obrzęk, szczególnie pod oczami, może utrzymać się od dwóch do czterech dni. Zwykle po trzech dniach skóra się złuszcza, odsłaniając nowy naskórek. Żeby przyspieszyć gojenie po zabiegu mikronakłuwania, naświetlamy pacjentki lampą LED. Zaletą tego zabiegu jest to, że nie wyłącza z codziennej aktywności. Niewielkie mankamenty, jak obrzęk lub rumień, można zatuszować makijażem. Na jeden zabieg trzeba przeznaczyć ok. 500-600 zł.

Szybciej niż po mikronakłuwaniu, bo już następnego dnia, widać efekty po pilingu chemicznym, np. Easy Phytic Solution. Jednak efekty nie są tak spektakularne. Piling kosztuje 250 zł, działa powierzchniowo. Zmniejsza przebarwienia, drobne zmarszczki i inne niedoskonałości.

Alternatywą są zabiegi typowo kosmetyczne, np. Liftosome Guinot (50 min/220 zł). Składniki preparatów, które kosmetyczka nakłada na skórę - m.in. ekstrakt z pomarańczy i żeń-szenia - napinają i rozświetlają skórę, usuwając z niej ślady zmęczenia.

Jak dla mnie zabiegi te mają jednak podstawową wadę - sporo kosztują. A ja chciałabym, żeby było przystępnie cenowo, bo czeka mnie sporo wydatków. Do tego szybko - mam kilka dni. No i skutecznie!

Masaż cudotwórca

Przypominam sobie, co mówiła mi redakcyjna koleżanka, fanka masaży - że nawet najdroższy krem nie poprawi wyglądu cery tak szybko jak umiejętne oklepywanie mięśni. Masaż odpręża i usprawnia cyrkulację krwi, dzięki czemu skóra wygląda na lepiej dotlenioną, zrelaksowaną, zmarszczki są mniej widoczne. Można wybrać wersję wygodną, czyli u kosmetyczki, albo spróbować masować się samodzielnie.

Koleżanka testowała ciekawy zabieg odmładzający Thalgo Ultimate Time Solution, którego głównym etapem jest dynamiczny masaż mięśni twarzy opracowany przez chirurga plastyka. To ręczny lifting skóry, który zwiększa jej elastyczność i jędrność (masaż Thalgolift, 30 min/100 zł; zabieg z pielęgnacją, pilingiem i maską celulozową, 60 min/350 zł, Instytut Urody New Look).

Rozświetlają i odprężają cerę zabiegi pielęgnacyjne marki Skin Ceuticals dobierane do problemu cery - za pomocą masażu twarzy, szyi, dekoltu, ramion, a nawet rąk (wersja 90 min) kosmetyczka wprowadza preparaty, np. rozjaśniające, korygujące, przeciwzmarszczkowe (60 lub 90 min, ceny od 220 do 290 zł, Klinika Nova Derm). Do skóry dojrzałej jest coś intensywniejszego, ale też przyjemnego - odprężający zabieg aromaterapeutyczny (olejki z róży i kadzidłowca) z relaksującym masażem głowy, masażami twarzy, szyi i dekoltu, co w połączeniu z maskami zapewni skórze elastyczność i blask (Age Repair, GaliLu, 90 min/320 zł).

Według zaprzyjaźnionej kosmetyczki masaż twarzy można wykonać samemu, choć nie jest to proste. Wykonujemy go rano lub wieczorem, siedząc przed lustrem, po oczyszczeniu skóry i przy użyciu kremu lub olejku do twarzy. Włosy należy zebrać gumką albo założyć opaskę. Odrobinę kosmetyku nakładamy na złączone ze sobą palce - serdeczny, środkowy i wskazujący - i zaczynamy masować. Od podbródka i brody do czoła, bo taki kierunek dobrze wpływa na mikrokrążenie. Policzki głaszczemy od żuchwy w kierunku skroni. Potem na zmianę poklepujemy i podszczypujemy (ale delikatnie!) skórę podbródka. Kolejny etap to usta i ich okolice. Tu warto zatrzymać się na dłużej, zwłaszcza jeśli mamy pionowe zmarszczki - można je rozmasować okrężnymi ruchami opuszków palców; robimy to delikatnie, przez minutę, dwie. Jeszcze więcej uwagi wymagają bruzdy nosowo-wargowe. Ich okolice uciskamy punktowo, zaczynając od nozdrzy i kierując się w stronę ust. Jeśli tak jak ja długo siedzisz przed komputerem, następnym etapem powinien być masaż (ruchami kolistymi) zmarszczki między brwiami, tuż nad nosem. Potem kilkakrotnie przeciągamy trzy palce po skórze na czole, zaczynając od środka, w kierunku skroni, co pomaga rozmasować tzw. lwie bruzdy oraz zmarszczki nad brwiami. I wreszcie okolice oczu - miejsce, które bardzo się marszczy, jeśli często się śmiejesz. Tu masaż wykonujemy wyjątkowo delikatnie, okrężnymi ruchami. Najpierw masujemy wewnętrzne kąciki oczu i okolice brwi, potem przenosimy się na kości policzkowe.

Blask przed bankietem

Trzy dni oklepywania sprawiły, że wyglądam na bardziej wypoczętą, twarz mam zrelaksowaną. Ale gdzie blask? Gdzie rozświetlenie, które nadaje świeży wygląd? Od tego są maseczki. Do mojej zmęczonej, nieco przetłuszczającej się tu i ówdzie cery najlepsze są z żółtej glinki. Maska wchłania nadmiar sebum, rozświetla, oczyszcza cerę. Do skóry suchej czy wrażliwej lepszy od glinki będzie kwas hialuronowy, który szybko ją nawilży; w przypadku skóry dojrzałej sprawdzą się maseczki liftingujące. Na twarz możemy też nałożyć resztki składników, których używamy do przygotowania świątecznych specjałów. Ot, choćby żółtko jajka zmieszane z dwiema łyżeczkami miodu i łyżką płatków owsianych (miód musi być lekko podgrzany, a płatki rozgniecione). Taką papkę nakładamy na twarz na dziesięć minut - skóra będzie wygładzona, gotowa na przyjęcie makijażu.

Efekt działania maseczki będzie lepszy, jeśli wcześniej zrobimy piling. - Tego zabiegu lepiej nie odkładać na ostatnią chwilę - ostrzega Sergiusz Osmański, wizażysta, dyrektor artystyczny Sephora Polska. - Najlepiej zrobić go dzień przed Wigilią, bo na skórze świeżo poddanej złuszczaniu (nawet domowemu) makijaż trzyma się dużo gorzej.

Przyjaciel korektor

Szybki rzut oka w lustro przekonuje mnie, że to nie koniec walki o dobry wygląd. Zostały jeszcze cienie i opuchnięcia pod oczami (efekt zarwanych nocy), kilka krost, plamki po urlopie. Czy da im radę korektor? Tak, ale Sergiusz Osmański radzi, aby był to korektor w formie półpłynnej, bo takie są elastyczne i "pracują ze skórą". Nie rozwarstwiają się w miejscach, gdzie mimika jest najbogatsza. Muszę też trzymać się zasady, że korektor nakładamy na podkład - a nie odwrotnie.

To nie wszystko. Aby świąteczny makijaż nie spłynął szybko i ukrył to, co ma ukryć, warto przestrzegać kilku zasad. - Relaksującą kąpiel dobrze wziąć minimum cztery godziny przed rozpoczęciem malowania - radzi Sergiusz Osmański - inaczej skóra będzie rozpulchniona i podkład będzie się ślizgał. Im więcej minut upłynie między kolejnymi warstwami makijażu, tym dłużej się on utrzyma. Pamiętajmy o bazie (czy primerze), która wyrówna strukturę skóry, zakryje grudki. Lepiej unikać pudru, bo jego nadmiar zamiast ukryć niedoskonałości, podkreśli je. Jeśli już, nakładajmy go tylko na strefę T. Boki niech lekko lśnią - światło, odbijając się od policzków, rozświetli cerę.

Ciało jak malowane

Włożę suknię z dekoltem i rozcięciem z boku. Blizny na nodze, pamiątki burzliwego dzieciństwa, i siniak sprzed trzech dni (zderzenie z szafką w redakcji) zamaskuję specjalnym superkryjącym podkładem do ciała (np. Dermablend Vichy). Ukrywa wszystko, czego nie chcę pokazywać. Po nałożeniu praktycznie nie odróżnia się od reszty ciała.

Samoopalacz nada cerze zdrowy wygląd, ale do ciała w tym roku użyję prostszego w aplikacji i szybciej działającego kremu CC (np. Bielenda, Lirene, AA). Zawiera on rozświetlające mikropigmenty i korektor "pajączków" na nogach. Sprawi, że wyrówna się koloryt ciała. Jednocześnie nawilży jak balsam, dzięki czemu skóra będzie przyjemnie gładka w dotyku. Coś czuję, że to będą udane święta.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.