Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z roślinami w domu nie da się przesadzić. Kiedy ich posiadanie wejdzie nam w krew i zaczniemy chcieć ich więcej i więcej, wyjdzie nam to tylko na zdrowie. I to dosłownie.

Pod koniec lat 80. NASA szukała nowej metody oczyszczania z toksyn powietrza w swoich stacjach kosmicznych. Przeprowadzone badania wyłoniły listę 18 gatunków roślin, które najlepiej sobie z tym radzą. Większość jest nam doskonale znana, ponieważ od lat królują na polskich parapetach i regałach. Wśród liderów filtrowania znalazły się m.in. aglaonema, zielistka, daktylowiec niski, fikus benjamina, anturium, gerbera, dracena, sansewieria, skrzydłokwiat, bluszcz.

Te rośliny to prawdziwa armia. Usuwają z naszego powietrza:

  • trichloroetylen,
  • benzen,
  • ksyleny,
  • formaldehyd,
  • toluen,
  • amoniak,
  • tlenek węgla,
  • nikotynę,
  • odchody roztoczy.

Rośliny na dzień dobry

Stanley Kays, doktor filozofii wykładający na Uniwersytecie w Georgii, po przeprowadzeniu badań stwierdził, że część roślin dodatkowo poprawia nasze samopoczucie psychiczne, obniża poziom stresu i zwiększa produktywność. 

Brytyjscy badacze poszli o krok dalej i stwierdzili, że zamieszkanie w bliskim sąsiedztwie parku, lasu lub ogólnie terenów zielonych podnosi trwale nasze zadowolenie z życia. Widok za oknem jest pod tym względem skuteczniejszy od podwyżki, awansu czy nawet wygranej na loterii. Do takich wniosków doszli po przebadaniu ponad 10 tys. osób.

Skoro otaczanie się roślinami ma na nas tak zbawienny wpływ, to jak zabrać się do zazielenienia mieszkania?

Krok pierwszy: przestrzeń

Musimy pamiętać, że rośliny wybaczą nam spóźnione podlewanie i zbyt ciasną doniczkę, ale nie brak słońca.

- Jeżeli poważnie myślimy o posiadaniu kwiatów, powinniśmy zacząć od ustalenia, jakie mamy ku temu warunki powierzchniowe. Ile roślin będziemy w stanie wystawić na dużą ekspozycję naturalnego światła, ile na średnią, a ile w miejscu zacienionym. W tym momencie warto dodać, że dla kwiatów ciemno robi się już w odległości dwóch-trzech metrów od okna - mówi Agnieszka Wilk, ogrodniczka i ekspertka Centrum Ogrodniczego "Flora Point".

To główny argument za tym, żeby do florystycznych zakupów się przygotować, a nie iść na żywioł pod hasłem: "Kupię wszystko, co mi się spodoba".

Krok drugi: kompletowanie drużyny

Samotny kwiatek niewiele zwojuje w pojedynkę. Jeżeli oczekujemy, że rośliny faktycznie poprawią jakość powietrza w naszych mieszkaniach, musimy zadbać o ich odpowiednią ilość. Istnieje przelicznik, wedle którego powinniśmy mieć minimum jeden okaz na 10 m kw. Hodowcy kwiatów są jednak zdania, że biorąc pod uwagę skalę zanieczyszczeń, otrzymany wynik będzie mocno niedoszacowany. Ich zdaniem minimum to pięć roślin w pomieszczeniu.

- Roślinę powinniśmy dopasować do naszej osobowości, a co za tym idzie, do naszego trybu życia. Jeśli jesteśmy skrupulatni, dysponujemy czasem, który przeznaczymy na pielęgnację (nie tylko na podlewanie, ale również zraszanie, regularne prysznice, przesadzanie itd.), możemy zdecydować się na rośliny bardziej wymagające. Jeśli jednak nie możemy poświęcić roślinie dostatecznej uwagi, nie decydujmy się na gatunek trudny w uprawie. Z relacji znajomych wiem, ile niepotrzebnego rozczarowania i zawodu może przynieść taka hodowla - tłumaczy Beata z Warsaw Jungle.

Krok trzeci: miejsce zakupu

Byłoby cudownie, gdybyśmy na zakupy mogli się udać do centrum ogrodniczego, w którym fachowcy pomogą nam wybrać rośliny dopasowane do naszych potrzeb i możliwości, powiedzą, jak je hodować, oraz dobiorą odpowiedni nawóz. Istnieje jednak całkiem spore prawdopodobieństwo, że ogrodnicze ambicje będziemy chcieli zrealizować w pobliskim markecie lub dyskoncie. Czy takie kwiaty zostaną z nami na dłużej?

- Rośliny kupione w markecie lub dyskoncie mają szansę przyjąć się w mieszkaniu pod warunkiem, żeby były dobrze przechowywane. Wybierając roślinę, sprawdźmy, czy ma zdrowe liście. Urazy mechaniczne, takie jak naderwania, złamania czy obicia, mogły powstać podczas transportu i choć chwilowo odbierają roślinie nieco uroku, to nie świadczą o chorobie. Zaniepokoić powinny nas za to pożółkłe liście, ich wypadanie lub zmiany na powierzchni, które nie są cechą danej odmiany. Druga sprawa to sprawdzenie wilgotności podłoża. Ziemia powinna być lekko wilgotna, a nie mokra. Jeżeli w doniczce stoi woda, to są spore szanse, że doszło do uszkodzenia korzeni i mimo naszych starań roślina niedługo obumrze. W miarę możliwości postarajmy się również ocenić, czy roślina jest dobrze ukorzeniona. Ziemia powinna wypełniać całą doniczkę, a spod spodu mogą wystawać pojedyncze korzonki - radzi Agnieszka Wilk.

- Kupując rośliny, warto je dobrze obejrzeć, bo zawsze mogą się trafić przędziorki czy inne potwory. Ale roślin ze sklepów innych niż ogrodnicze nie trzeba się obawiać. Moja mama chętnie kupuje przecenione "półzdechlaki", aby potem je ratować. Przy czym, jeśli ktoś się nie zna na roślinach, lepiej niech zaopatruje się w sklepach specjalistycznych, gdzie będzie mógł uzyskać fachowe porady - podpowiada Remek z Warsaw Jungle

Krok czwarty: dbanie, chuchanie, nieprzelewanie

Najczęstsze błędy, jakie popełniamy, pielęgnując kwiaty, to:

  • za dużo wody,
  • za mało światła słonecznego,
  • zbyt ciasna doniczka,
  • brak nawożenia.

Jak ich nie popełniać? Przede wszystkim ustalmy, ile wody potrzebuje dany kwiat, i wprowadźmy rutynę. Niektóre rośliny podlewa się raz na dwa-trzy tygodnie, inne dwa-trzy razy w tygodniu. System: "Podlewam wszystko tego samego dnia", się nie sprawdzi.

Jeżeli roślina marnieje w oczach, traci liście lub po prostu przestała rosnąć, jest bardzo prawdopodobne, że poprawi jej się po przestawieniu w bardziej nasłonecznione miejsce.

Nawóz dodany do wody w większości przypadków wystarczy podawać raz w miesiącu. Pałeczki z nawozem wkładane w ziemię są jeszcze mniej kłopotliwe. Uwalniają składniki odżywcze podczas podlewania.

Krok piąty: nie przesadzaj! Albo przesadź!

Jeden z mitów dotyczących postępowania z kwiatami tuż po zakupie mówi, że należy jak najszybciej je przesadzić. To nieprawda.

- Dajmy roślinie najpierw kilka tygodni na przyzwyczajenie się do zmiany środowiska, a następnie oceńmy, czy już potrzebuje przeprowadzki. Żeby to sprawdzić, wyjmijmy kwiatek z doniczki. Jeżeli korzenie idealnie wypełniają formę, a ziemia praktycznie się nie osypuje, to znaczy, że pora na przesadzenie - radzi Agnieszka Wilk. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.