Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przebywanie ze sobą pod jednym dachem przez 24 godziny na dobę, związany z tym stres i napięcia oraz pogarszająca się sytuacja finansowa wielu rodzin wyzwalają agresję i przemoc, również w tych rodzinach, które dotąd były od niej wolne.

Rząd nie może dłużej ignorować cierpień tysięcy kobiet i dzieci!

Niedopuszczalne jest stanowisko, jakie zajęła Wiceministra Sprawiedliwości Anna Dalkowska podczas dyskusji w sejmowej komisji ds. finansów publicznych dotyczącej eksmisji sprawców przemocy domowej podczas epidemii. Argument, jakiego użyła, że w wyniku eksmisji mogliby oni stwarzać ryzyko epidemiczne, jest przejawem skrajnego lekceważenia dramatycznej sytuacji kobiet i dzieci oraz ich prawa do życia i zdrowia. Skutki tych rządowych zaniedbań dla życia osobistego, rodzinnego i społecznego będą w wielu przypadkach tyleż zgubne, co nieodwracalne.

Nie możemy dłużej skazywać krzywdzonych kobiet i dzieci na wspólne zamieszkiwanie ze swoim oprawcą. Rząd i sejmowa większość muszą znaleźć rozwiązanie, które zapewni kobietom i ich dzieciom osobiste bezpieczeństwo oraz dostęp do szybkiej, realnej pomocy. Wsparcia potrzebują także organizacje i instytucje, które taką pomoc świadczą.

Oczekujemy, że władze poważnie potraktują naszą petycję i bezzwłocznie podejmą prace nad zawartymi w niej propozycjami.

Oczekujemy także, że w obliczu groźnej epidemii oraz związanych z nią dramatycznych problemów priorytetem dla Rządu i Parlamentu będzie zdrowie oraz życie milionów Polek i Polaków, a nie nacechowana ideologicznie, inspirowana przez fundamentalistyczny margines debata nad stworzeniem kolejnego „Piekła Kobiet”. Wprowadzenie totalnego zakazu przerywania ciąży, a także przeprowadzenie podczas epidemii, wbrew woli większości obywateli, wyborów prezydenckich nie służy dobru wspólnemu, a wręcz naraża nas na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.

Mamy nadzieję, że w obliczu powszechnego zagrożenia pandemią pojęcie „solidarności”, dziś będące w Polsce głównie hasłem politycznym, powróci do swojego pierwotnego, emocjonalnego znaczenia związanego ze współczuciem i pragnieniem pomocy tym, którzy tej pomocy potrzebują. Pragniemy by „solidarność” wypełniła się ponownie treścią w sferze międzyludzkiej oraz w stosunkach między rządem, a tymi z nas, które i którzy są najbardziej dotknięte i dotknięci skutkami epidemii. Zakazy i zalecenia miały nas przed epidemią chronić, a nie skazywać na cierpienia, izolację i bezradność, a są to uczucia jakich doświadczają kobiety oraz dzieci doświadczające przemocy w rodzinie.

Podpisz petycję Centrum Praw Kobiet.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.