Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jesteśmy jedną z par borykających się z niepłodnością, mieszkamy w stolicy. Szansa na dofinansowanie leczenia niepłodności została nam zabrana przez obecnych rządzących, ale dostaliśmy w zamian naprotechnologię. Postanowiliśmy z niej skorzystać. Zapoznałam się z informacją ze strony szpitala:

"Mazowiecki Szpital Bródnowski został realizatorem programu pn. 'Programu wsparcia leczenia niepłodności mieszkańców Województwa Mazowieckiego metodą naprotechnologii na lata 2017-2019', finansowanego przez Samorząd Województwa Mazowieckiego, na realizację którego przeznaczono kwotę 300 tys. zł.

Program realizowany jest w ramach 'Programu przeciwdziałania wybranym problemom zdrowotnym w województwie mazowieckim na lata 2012-2017'.

Program będzie realizować Zespół Oddziałów Ginekologiczno-Położniczych tut. Szpitala pod kierunkiem Prof. dr. hab. n. med. Włodzimierza Sawickiego.

Program skierowany jest do mieszkańców województwa mazowieckiego w wieku 18-40 lat w przypadku kobiet oraz 18-65 lat w przypadku mężczyzn. Będzie realizowany przez placówkę dwuetapowo. Skorzysta z niego około 120 par. Podczas pierwszego etapu prowadzona będzie szeroka akcja informacyjna oraz rekrutacja uczestników. Drugi etap zakłada działania edukacyjno-diagnostyczne".

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Mam endometriozę, czekam na zabieg. Jeszcze 600 pacjentek przede mną

Spełniamy więc warunki, o których mowa: nie możemy mieć dzieci, mieszkamy w Warszawie, płacimy tu podatki, mieścimy się w przedziale wiekowym.

Napisałam maila do szpitala, następnie zadzwoniłam. Uzyskałam informację, że mam czekać na kontakt i zostaniemy umówieni na pierwsze spotkanie z instruktorem Modelu Creightona. Po pewnym czasie odezwała się bardzo miła pani i zapytała mnie o dane oraz czy nadal jestem zainteresowana programem. I padło kolejne pytanie: czy mamy sformalizowany związek. No nie, przecież nigdzie nie ma mowy o tym, że trzeba być małżeństwem, wszędzie jest użyte słowo para. I na tym etapie już zostaliśmy odrzuceni z programu. I nie ma znaczenia, że jest on finansowany również z naszych pieniędzy. Dodatkowo instruktor sprawdza, czy faktycznie związek jest sformalizowany, tzn. trzeba okazać dowód zawarcia małżeństwa! Więc nikt się nie "wkręci".

I nie wynika to ze złej chęci pracowników szpitala opiekujących się tym programem, oni mają związane ręce, ponieważ rządzący wybrali taki program leczenia niepłodności, którego autorem jest dr Hilgers zastrzegający, że leczy tylko małżeństwa (dowiedziałam się o tym niestety w późniejszym czasie).

Co więc z parami takimi jak my? Kościół, rządzący zachęcają do leczenia naturalnymi metodami, a swoim działaniem pchają w drzwi klinik stosujących sztuczne zapłodnienie. Tam nikt takich pytań nie zadaje. Gdzie jest wolność, gdzie samostanowienie o sobie? Owszem, dostaniesz od nas coś, ale na naszych warunkach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.