Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Długo nie mogłam zasnąć w Niedzielę Wielkanocną. Kilka dodatkowych szklaneczek whisky i temat rodzicielstwa, w ramach którego powiedziałeś coś, co mnie zmroziło: "Wiem, że byłem złym ojcem".

Lato już daje się we znaki (oboje nie cierpimy upałów), a my nadal tego nie przegadaliśmy. Nie chciałam przypominać Ci tamtej rozmowy, jako chwili słabości (Tobie, który nauczyłeś mnie „przewijać” w filmach rozmowy o uczuciach i sceny namiętnego seksu: to tylko dłużyzny bez znaczenia dla akcji). Z drugiej strony, co wieczór zasypiając, myślę, że minął kolejny dzień, w którym pozwoliłam Ci tak myśleć.

Pod koniec lat osiemdziesiątych wszystkie sąsiadki Babci nie mogły wyjść bez zdumienia ani odejść od okna. "Ania na szkoleniu, a ten Andrzej przystojny jak amant zamiast pójść z kolegami na piwo po pracy pędzi tu jak szalony, żeby odebrać dziewczynki. I mówi, że przecież dziś jest dzień mycia włosów, jakby pani Helenka włosów dziecku umyć nie umiała. A jak były całkiem małe, to godzinami z wózkiem pod sosnami chodził. Mówię pani, nie wiem, gdzie ona tego męża znalazła".
Tyle sąsiadki, które widziały tylko skrawek tego, co pamiętam.

Nie mogły na przykład wiedzieć, bo Babcia nie była wylewna, że wiele z naszych najładniejszych ubrań nie pochodziło z Peweksu. Dżinsowe ogrodniczki i wiele innych arcydzieł precyzji stworzyłeś na tej samej starej maszynie, na której Mama nocami szyła nam sukienki i swoje kreacje. Nie wiedziały też, że u nas w domu mężczyzna myje okna, odkurza, robi zakupy, stoi w kolejce po karpia w Wigilię i asystuje przy oswajaniu go w wannie. Ja i siostra nie wiedziałyśmy za to, jak trudno będzie nam zaakceptować u przyszłych partnerów każdy, nawet najmniejszy przejaw braku empatii i wsparcia.

Dzięki Tobie niektórzy myślą, że twarda ze mnie babka. Znam na pamięć trylogię "Ojca chrzestnego" - lecz tak jak Ty w „Krzyżakach” tak ja tu zawsze dostrzegam coś nowego. W liceum zamiast koncertu Ich Troje wołałam obejrzeć z Tobą żużlowe zmagania. Dzisiaj też czekam na soboty z cyklem GP, kiedy punktualnie o dziewiętnastej ze szklanką whisky i niezdrowym jedzeniem zasiadamy przed telewizorem. W zasadzie różnice są tylko dwie – nie mieszkamy już razem i telewizor, wraz z upływem lat, staje się coraz większy.

CZYTAJ TAKŻE: "Minęło półtora roku, odkąd tata odszedł. Każdego dnia mi go brakuje"

Byłeś wybuchowy, to fakt. Polskie tradycyjne przekleństwa poznawałyśmy w mroźne zimowe poranki, gdy szkoła i praca czekały, a Ty nie mogłeś odpalić poloneza. I owszem, łatwo wpadałeś w szał, przygotowując mnie do sprawdzianów z matmy i fizyki (nie mam żalu - przychodziłam do Ciebie zawsze na końcu semestru, bo wcześniej pochłaniało mnie szkolne życie towarzyskie). Traciłeś cierpliwość, gdy nie wykazywałyśmy - w przeciwieństwie do Ciebie - wielkiego talentu do sportów. Ale gdyby nie to, że kiedyś wychodziłeś z siebie, marznąc na górce za blokiem, dziś nie jeździlibyśmy razem na narty. To jedyne wakacje, na które czekam cały rok, nigdy nie zmieniając zimowej tapety na tablecie.

W sprawach ważnych zawsze byłeś cierpliwy. A ja zawsze sprawiałam kłopoty. W środku nocy, w obawie przed poranną histerią, sklejałeś plakaty boysbandu podarte przez szkodnika kota. Rozumiałeś, gdy po kilku latach Twojego zawożenia mnie do szkoły muzycznej kategorycznie zażądałam usunięcia z domu znienawidzonego pianina.

Nie podniosłeś nawet głosu (Ty, furiat), gdy jako nastolatka wróciłam skruszona po ucieczce z domu. Rozumiałeś wtedy bez wielu słów, co w połączeniu z burzą hormonów może zdziałać głupia miłość. Rozumiesz i wspierasz do dziś. Jedno wiem na pewno, patrząc na życie koleżanek: to wcale nie jest naturalne, że jako córki zawsze byłyśmy i jesteśmy najważniejsze. I to nie jest ojcowski obowiązek, by kosztem własnych przyjemności każdej córce kupić auto (nic wielkiego, nic nowego, ale tylko dla nas), pomagać w zdobyciu kredytu, zbudować dom od podstaw (bo kto jak nie Ty - przecież masz uprawnienia).

To nieprawda, że „tak jest u wszystkich”. Tak samo nieprawda jak to, że byłeś złym lub nawet przeciętnym Ojcem. Mówiąc to wszystko (choć powinnam powiedzieć jeszcze wiele więcej), próbuję tak naprawdę powiedzieć Tobie tylko jedno: Tato! Byłeś i jesteś NAJLEPSZY.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.