Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aż ciarki przechodzą po ciele, gdy się czyta takie historie, jak ta o pani Karolinie Piaseckiej czy relacje naszych bohaterek. Znając życie, zwykle jest tak, że kobiety uwikłane w zależności małżeńskie najczęściej nie mają siły, by wyrwać się z tego rodzinnego piekła. Pamiętam sąsiadkę, która pozwalała się bić, poniżać. I nie tylko w zaciszu domowym, ale także na ulicy, w sklepie. Tak żeby wszyscy słyszeli, jaką jest beznadziejną żoną i matką. A sąsiadka płakała i uciekała do domu. Później nie miała dokąd uciekać, bo jej małżonek ją wygonił. Pamiętam jak dziś, jak rozścielała sobie materac na klatce schodowej, przy schowku między piętrami. Byłam wtedy mała i nie wiedziałam, co ta kobieta takiego zrobiła, że ją się tak traktuje.

Później, gdy już byłam starsza, pamiętam, z jaką lekkością i pewnością siebie przychodziły mi podobne sądy, że lepiej uciec, odejść, bo nie można się dać poniżać. Aż do momentu, kiedy sama zderzyłam się z rzeczywistością. Ręce partnera zaciśnięte na szyi potrafią o 180 stopni zmienić myślenie i podejście do życia. W jednej chwili zginęła ta pewna siebie kobieta, wiedząca, czego chce od życia. Lęk, strach, niepewność i ta nieznośna zależność od mężczyzny, który z kochającego stał się katem. Roczne dziecko, które przecież potrzebuje obojga rodziców. Kolejne pobicia. I wszystko w tajemnicy przed moją rodziną. Czułam się jak w czarnej dziurze.

Rok zbierałam w sobie siły. To był prawdziwy koszmar. Dla mnie jako kobiety, a przede wszystkim jako matki. Bo mój synek był świadkiem tego wszystkiego, co się działo w domu. Od tego czasu minęło już półtora roku. Jestem po rozwodzie. Zrobiłam prawo jazdy, znalazłam pracę, która daje mi poczucie spełnienia, wychowuję synka w ciszy i spokoju. Stanęłam na nogi. Ale wiem jedno, że bez wsparcia ze strony rodziny nie byłoby łatwo. Wiem, jak czują się te wszystkie kobiety, które są ofiarami przemocy. Wiem, jak trudno jest wyrwać się z tego błędnego koła. One tkwią w tych związkach niczym w nieruchomych piaskach. Wiele z nich po prostu się poddało. A nie ma nic gorszego, niż przestać wierzyć w siebie, przestać walczyć o siebie.

Dziś już wiem, czego nie zrobiła tamta kobieta z mojego dzieciństwa. Nie miała siły, by tego kata spakować i wystawić na klatkę. Na szczęście coraz więcej kobiet daje sobie z tym radę. Więc prawdziwych ofiar przemocy nie szukajmy w gazetach czy w telewizji. Błąkają się nieśmiało w autobusie, w szpitalu, w przedszkolu, w supermarkecie, w domu. Odnajdźmy je w naszych głowach i sercach i pomóżmy im.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.