Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Owszem, znamy najsłynniejszego geja pana Roberta Biedronia, pana Jacka Poniedziałka i pana Maćka Zienia i..., ale nie kobietę. Niby w demokracji każdy ma prawo do własnych wyborów, choć żyjemy w kraju, który jeszcze tego nie rozumie. Czy ich u nas nie ma? Czy boją się przyznać do swojej orientacji? Czy nie ma odważnych, bo tylko odważni są mężczyźni? Czy może tylko mężczyznom wypada, a kobietom już nie?! Co się dzieje, że o lesbijkach w Polsce jest tak cicho? Myślę, że po prostu każdy powinien żyć w zgodzie ze sobą i mieć w tyle, co pomyślą inni. Chociaż łatwiej się mówi, niż robi. Ja w czasach studenckich byłam zauroczona koleżanką. Kobietą, którą darzyłam szczerą sympatią, podziwiałam i ceniłam. Bardzo pociągała mnie fizycznie. 100 proc. kobiecości. Kochałyśmy się i mieszkałyśmy razem. Po prostu los spłatał mi figla, że serce oddałam kobiecie. I to nie była żadna przelotna miłostka, jak próbowano mi wmówić. To była miłość. Wielka, przytłaczająca, która po rozstaniu przez lata nie pozwalała zapomnieć. I wciąż boli. Pełna tęsknoty, namiętności i zwykłej troski. Taka, która się zdarza raz na kilkadziesiąt lat. I jest potępiana. Przez niemal wszystkich wokół, z rodziną na czele. Oj, nie miałyśmy łatwo. Mama nie podejrzewała, że jej córka jest lesbijką i woli dziewczyny. Wyznania córki uznała za kaprys młodości. Przeżyła szok, kiedy poznała prawdę. I nie tylko ona… Kiedy wysłałyśmy swoje zdjęcie na walentynkowy konkurs. Kiedy tak się stało… organizatorzy zmienili regulamin - na taki, który… nie przewiduje zdjęć osób jednej płci, aby ich nie posądzono o niesmak i demoralizację. Choć nadmieniam, że nie robiłyśmy nic obscenicznego, a jedynie patrzyłyśmy w obiektyw. Mama obwiniała siebie, że jest złą matką, bo ma dziecko homoseksualne, że popełniła błąd wychowawczy. Rodzina nas unikała, traktowała jak trędowate. Dwie wspaniałe, roztaczające wokół siebie magiczną aurę osoby…

Dziś właściwie chciałabym być lesbijką, ale skończyły się studia, skończyło się zauroczenie, rozeszły się nasze drogi. Spotykam mnóstwo fascynujących kobiet-pięknych, mądrych i naprawdę interesujących, a tak mało ciekawych, męskich mężczyzn. Powiedzieć wprost coś takiego w takim kraju jak nasz?! Odważne! Może dlatego bohaterka tak głęboko mi się wbiła w serce? Bo ja bym chciała mieć tę wiarę, co ona, tę odwagę chyba też, by móc tak powiedzieć! Że chciałabym być lesbijką. Bo ja wciąż przekonuję się codziennie, że nie zakochujemy się w płci, tylko w osobie. I generalizacje o seksualności są niczym innym jak przykrym ograniczeniem. A generalizacje działają na socjologa, którym jestem z wykształcenia, jak płachta na byka. Owszem, pewnie mentalność Polaków się nie zmieni, czy będziemy z tym walczyć? Zawsze znajdzie się ktoś, komu to przeszkadza. Wiem jedno. Dzięki niej zdałam sobie sprawę, że lesbijka nie musi oznaczać zepsutej ani rozpustnej kobiety. Zrozumiałam też, że nie można oceniać tylko na podstawie tego, kogo kocha. Bo serce to nie mechanizm, którym można sterować. Natomiast tolerancji można się nauczyć. Zależy to od nas samych! A miłość to piękne uczucie, tylko źli ludzie nie kochają.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.