Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zaciekawił mnie wywiad z Edwiną Ehrman „Co mówi o tobie twoja bielizna”. Ehrman porusza wiele ciekawych wątków związanych z bielizną, ale to kwestia noszenia stanika zwróciła moją uwagę.

Ehrman przytacza przykład współczesnej młodej kobiety, która z powodu opinii innych ludzi rezygnuje z dobrego samopoczucia i nosi biustonosz, bo tak. Trzeba? Ja najchętniej wcale bym nie nosiła stanika; zdejmuję, kiedy tylko mogę. Do pracy oczywiście noszę. Niestety, po wielu godzinach, często po całym dniu czuję się jak „Uwięziona Helena”. Na spotkania towarzyskie i imprezy, cóż. Też zazwyczaj nie da się pójść bez. Jak wyglądałaby figura z profilu z piersiami mniej wystającymi od brzucha? Co by ludzie powiedzieli? A więc wygląda na to, że jesteśmy skazane na czarodziejskie miseczki. Szkoda.

Bo kogo tak naprawdę chcemy oszukać? Rajstopy obciskające, unoszące pośladki albo chociaż z lycrą (nie znoszę, zaraz wszystko mnie swędzi), półgorsety, biustonosze push-up. No, ale jak tu potem rozebrać się przed facetem?

Pomijam zupełnie to, iż takie obcisłe rajstopy lub legginsy trudno ściągnąć. Nic romantycznego. A do tego jeszcze zdjąć biustonosz korygujący, który ujawni prawdę? To tak, jakby wrócić z balu, zdjąć szpilki i odkleić sztuczne rzęsy, a potem spojrzeć w lustro. Żadna z nas nie czuje się wtedy fajnie. A co może pomyśleć mężczyzna, kiedy w sytuacji intymnej uda mu się obnażyć kobietę z takich bieliźnianych atrakcji i zobaczy jej niepewność? Czar może prysnąć. Trudno poddać się chwili, mając tyle do ukrycia. Triki zdają się na nic. Historia zatacza koło – same znów pchamy się w gorset. A ja czekam na ciepłą wiosnę, lżejsze stroje, czas, kiedy łatwiej mi nie nosić biustonosza, chociaż nie mam idealnej sylwetki, ale nie odchudzam się na siłę; wolę się czasem przejechać rowerem – i co z tego, że sutki sterczą? Zachowuję luz także wtedy, gdy znajomi zauważają, iż pod bluzką lub sukienką tylko majtki. I rzeczywiście słyszę wówczas od koleżanek: „Ja to już bym tak nie mogła.”. Nuta żalu jednak nie przełamie konwenansów. Ja wolę być prawdziwa B lub C niż sztuczna E, F etc.; przecież zadowolenie i pewność siebie nie zależą od rozmiaru. I na pewno nie są dodawane w pakiecie do bielizny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.