Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z zaciekawieniem czytam wszystkie listy Czytelniczek dotyczące bliskości fizycznej. Mój pierwszy raz dopiero przede mną, mimo że mam 32 lata. Paradoksalnie od lat cieszę się opinią dziewczyny prowadzącej bogate życie towarzyskie pełne nieskrępowanych stosunków z mężczyznami.

Owszem, wszystko się zgadza. Przy czym radosne flirtowanie zawsze kończy się tylko na flirtowaniu. Gdy mężczyzna posuwa się w mojej opinii za daleko, uciekam. Ze śmiechem na ustach, odgrywając rolę już znudzonej uwodzicielki, a tak naprawdę z duszą na ramieniu. Nie umiem wytłumaczyć sobie tego strachu. Nic w moim życiu się nie stało takiego, co mogłoby mnie zniechęcić do fizycznej miłości. Nikt nie robił niczego wbrew mojej woli. A jednak nie potrafię się przemóc. Miałam kilku partnerów, nawet te roczne związki kończyłam, gdy nadchodziło nieuchronne. Nie potrafiłam wytłumaczyć im, dlaczego nie chcę, dlaczego się boję, a niektórzy z nich czuli się winni tej sytuacji, tracili pewność siebie i wszystko się kończyło.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Widujemy się regularnie, czy to na mieście, czy w łóżku [LIST]

Zastanawiam się nad wizytą u psychologa. Jestem już na tyle dojrzała i gotowa, że czas wykonać ten krok. To moje postanowienie na Nowy Rok. Nie po to, by nagle zacząć uprawiać seks i nadrabiać stracony czas, lecz po to, by pozbyć się w końcu tego strachu, który towarzyszy mi przez całe dorosłe życie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.