Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszę tego maila, słuchając jednocześnie audycji w Radiu TOK FM. Ewa Podolska rozmawia z Aleksandrą Zbroją i Agnieszką Pajączkowską o kobietach żyjących „daleko od centrum”. Niedawno udało mi się zdobyć pracę marzeń – w fantastycznym miejscu na normalnych warunkach. Ale – co ciekawe – nie w tętniącym życiem Trójmieście, ale w 50-tysięcznym Wejherowie sąsiadującym z trójmiejską metropolią.

Wejherowo to małe miasto – nie wieś, o której rozmawia Ewa Podolska ze swoimi gośćmi. Dobrze skomunikowane, blisko Gdyni i Gdańska. Nie jest też tak, że się tu wychowałam, ale przeprowadziłam, poznając wcześniej blaski i cienie (szczególnie te ostatnie, mam wrażenie) życia w prawie milionowej metropolii. A jednak czuję pewne podobieństwo i więź z bohaterkami reportażu Pań Zbroi i Pajączkowskiej. Temu uczuciu towarzyszy też głębokie przeświadczenie, że życie w małej miejscowości nie jest degradacją, spisaniem na straty czy porażką. To chyba zależy tylko od nas samych – od naszej zaradności, energii i chęci.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Dobre samopoczucie alimenciarza [LIST]

Kobiety w miasteczkach, na wsiach robią fantastyczne rzeczy na rzecz lokalnych społeczności, ciężko pracują, też marzą, dyskutują o polityce, mają poglądy. Dobrze, że ktoś uznał, że warto o tym napisać.

Drogie Czytelniczki! Pójdźcie w ślady naszych bohaterek i opowiedzcie nam, jak wygląda Wasze życie na polskiej prowincji. Piszcie: wysokieobcasy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.