Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od kiedy wiedział Pan, że zostanie pianistą?

Adam Kośmieja: Świadomie wiedziałem dopiero po pierwszej klasie liceum. Pochodzę z rodziny muzycznej. Muzyka była w domu od zawsze. Ojciec jest koncertmistrzem w Orkiestrze Kameralnej Capelli Bydgostiensis w Filharmonii Pomorskiej, więc decyzja o mojej edukacji muzycznej zapadła z góry. Na początku nie do końca chciałem to robić. Potrzebowałem swojego, świadomego wyboru. I ten nastąpił w liceum. Poszedłem do liceum ogólnokształcącego, a liceum muzyczne robiłem popołudniami. Dojrzałem już wtedy też na tyle, że podjąłem decyzję, by związać swoją przyszłość z muzyką. Zobaczyłem też, że jak się chce inne rzeczy robić dobrze, to trzeba się im równie mocno poświęcić, a nie zawsze są tak przyjemne jak muzyka.

Naukę rozpoczął Pan jako 6-latek. Czy już takie małe dzieci są w stanie nauczyć się grać na fortepianie?

Z dziećmi zaczyna się od zajęć trwających 10-15 minut. Koncentracja małego dziecka nie pozwala na prowadzenie dłuższych zajęć, ale rzeczywiście, już w takim wieku maluchy zaczynają uczyć się gry na instrumencie, a są i przypadki że wcześniej. Ja, idąc do zerówki, zostałem zapisany do klasy fortepianu. Na początku zajęcia były bardzo krótkie ale systematyczne. To było poznawanie instrumentu, uczenie się nut. Nauka gry na instrumencie to kwestia bardzo indywidualna. Mój 5-letni syn na razie nie przejawia zainteresowania grą na fortepianie, ale moja 2 letnia córeczka już dużo bardziej. Mam też przyjaciela, który zaczął grać w wieku 10 czy 11 lat i mimo tego, że uznaje się, że to bardzo późno, świetnie sobie poradził i jest zawodowym pianistą.

Fot. Alicja Lesiak, stylizacja: ReservedFot. Alicja Lesiak, stylizacja: Reserved 

Czy chciałby Pan, żeby dzieci poszły w Pana ślady i również zainteresowały się muzyką?

Na pewno chciałbym, żeby potrafiły grać na jakimś instrumencie. To uwrażliwia, rozwija wyobraźnię, kształtuje osobowość. Ale na pewno nie będę jednym z tych rodziców, którzy za wszelką cenę pchają dzieci w wybraną przez siebie stronę. Niech same zdecydują, co chcą robić. Wychodzę z założenia, że trzeba pokazać im jak najwięcej i bacznie obserwować, co sprawia im przyjemność, satysfakcję i w jakiej dyscyplinie widać u nich tę łatwość, to „coś".

Powiedział Pan, że swoją ścieżkę zawodową określił dopiero w liceum. Czy do tego czasu były momenty, że chciał Pan rzucić muzykę i jednak wybrać inną drogę?

Tak, oczywiście. Wybrałem liceum ogólnokształcące o profilu biologiczno-chemicznym. Szybko okazało się to kompletnie nietrafionym pomysłem. Wiadomo, że z perspektywy czasu zupełnie inaczej się o tym myśli i na to patrzy. Nastolatkowi trudno jednak wskazać konkretnie drogę, którą chce pójść. Próbowałem więc czegoś innego niż tylko muzyki, ale zawsze towarzyszyło mi poczucie winy, gdy nie usiadłem do instrumentu.

Po liceum zdecydował się Pan kontynuować edukację za granicą. Dlaczego?

Zawsze marzyło mi się, by wyjechać z Bydgoszczy, gdzieś dużo dalej. Miałem silne poczucie tego, że chciałbym sam o sobie decydować, być za siebie odpowiedzialnym. Marzyłem o Nowym Jorku i się udało. Mieszkałem tam 4 lata. Bardzo wiele mnie ten pobyt nauczył i poniekąd ukształtował. Przekonałem się o tym, że ten "wielki" świat muzyki nie do końca rządzi się takimi prawami, jakie sobie wyobrażałem jeszcze będąc nastolatkiem. Dzięki edukacji w Nowym Jorku, nauczyłem się walczyć o swoje i nie bać się iść za wszelką cenę za tym, co podpowiada ci twój wewnętrzny głos. Nawet jeżeli wydaje się to abstrakcyjne i wręcz nierealne. Studia w USA pozwoliły mi też bardzo dobrze opanować język angielski, co do dziś daje mi duży komfort pracy. Poza tym zbudowałem wiele przyjaźni, które trwają do dziś pomimo dystansu i skrajnie dalekich kontynentów.

Gościł Pan na wielu salach koncertowych: w Ameryce Północnej, Europie, Azji. Czy jest koncert, który szczególnie zapadł Panu w pamięci?

Trudno wskazać jeden. Każdy koncert jest inny. Grając w prestiżowych salach koncertowych wiemy, że publiczność, która tam przyjdzie jest bardzo wymagająca, pojawiają się krytycy muzyczni - Ci bardziej przychylni ale też i Ci mniej łaskawi. Może to wywierać pewna presję na wykonawcy. Coraz częściej zauważam, że w takich salach też można zmniejszyć dystans między publicznością a wykonawcą i rozluźnić czasem dość napiętą atmosferę. Grałem ostatnio recital w Filharmonii Narodowej i po Sonacie Kazimierza Serockiego w środku koncertu pojawiały się entuzjastyczne okrzyki - był świetny kontakt z publicznością.

Fot. Alicja Lesiak, stylizacja: ReservedFot. Alicja Lesiak, stylizacja: Reserved 

Dużą przyjemność sprawia mi koncertowanie w miejscach, gdzie publiczność nie do końca jest świadoma tego, czego będzie słuchać, nie zna wybranych utworów, stylistyki i języka muzycznego wybranego kompozytora itd. Lubię wchodzić w interakcje, opowiadać. Wszystko to kwestia wspólnej energii, tego, by znaleźć się w dobrym miejscu, mieć dobry dzień, dobry instrument, responsywnych słuchaczy. Pamiętam, miałem kiedyś recital w Tuluzie, we Francji, w pięknej kaplicy Karmelitów i przyjechał tam fantastyczny instrument, który w połączeniu z wnętrzem i akustyką sprawiał, że grało mi się genialnie. Lubię nowe wyzwania, nowe miejsca, także te nieoczywiste, gdzie można być blisko publiczności, porozmawiać, gdzie niekoniecznie trzeba zachować dystans, także powodowany często formalnym ubiorem.

Na swoim koncie ma Pan wiele koncertów. Stresuje się Pan jeszcze przed wyjściem na scenę?

Stresu nie ma, jest pewnego rodzaju mobilizacja. Wszystko zależy od tego, co się gra. Są utwory, które wymagają od nas dużo więcej wytrzymałości, koncentracji, są też miejsca, które bardziej nas mobilizują do tego, by dać z siebie wszystko, bo nigdy nie wiadomo co może się w dniu koncertu przytrafić.

Podobno każdy artysta ma swoje ulubione sposoby na rozładowanie stresu przed koncertami, ale też pewne rytuały. Jest coś, co zawsze Pan robi przed wyjściem na scenę, tak na szczęście?

Na pewno przed każdym koncertem staram się dobrze wyspać. Zdarzało mi się, że w dzień koncertu jechałem przez pół Polski, by zagrać bardzo intensywny umysłowo program i tego już nie robię. Po długiej trasie głowa nie działa tak szybko jak powinna i koncentracja nie jest taka sama. Kiedyś miałem taki rytuał, że zawsze przed koncertem stawałem na rękach, by mózg się dotlenił, dokrwił. W taki sposób rozładowywałem chyba też podświadomie tą energię, która przed występami we mnie kipiała. Już tego nie robię od lat. Teraz staram się być sam, maksymalnie wyciszyć. Przed koncertem nie piję też kawy, bo za bardzo pobudza umysł, który już jest w stanie bardzo mocnego pobudzenia.

Fot. Alicja Lesiak, stylizacja: ReservedFot. Alicja Lesiak, stylizacja: Reserved 

Powiedział Pan, że lubi eksperymentować z miejscami koncertów, zwłaszcza takimi, które nie buduje dystansu, także ubiorem. W czym najlepiej się Pan czuje się na scenie?

Najlepiej czuję się wtedy, gdy wiem, że nie muszę ubrać się w jakiś konkretny sposób. Grając koncert z orkiestrą w filharmonii czy na innej sali koncertowej, nie wypada wyjść w trampkach i koszuli, chociaż pewnie tak bym się czuł najlepiej. Obecnie, dzięki współpracy z marką Reserved, mam wielką pomoc w wyborze stylizacji koncertowych. Rafał Gruszkiewicz z zespołem Digital i PR czuwa nad oryginalnością naszych wspólnych działań, dobrym smakiem, wygodą i niezwykłym poczuciem mojego komfortu, jako osoby z kompletnie innej branży. To bardzo miłe! Najlepiej czuję się w połączeniu stroju, który jest wieczorowy, ale jednak z nutką czegoś, co mnie określa i podkreśla moją chęć przełamywania utartych schematów.

Czy zauważa Pan, że moda koncertowa przechodzi rewolucję, rozluźnia się, zmienia?

Tak, zdecydowanie. Dzieje się tak głównie za sprawą kilku pierwszoligowych nazwisk w branży muzyki klasycznej, które są też często za to właśnie krytykowane, jak choćby Yuja Wang, która występuje w krótkich sukienkach i tak wysokich obcasach, że obsługa pedałów fortepianu wydaje się być wręcz niemożliwa. Wśród panów pojawiają się też bardziej rozluźnione stroje, t-shirty pod smokingiem, sportowe obuwie itp.

Fot. Alicja Lesiak, stylizacja: ReservedFot. Alicja Lesiak, stylizacja: Reserved 

Na więcej swobody pozwalają zapewne studia nagrań. W ubiegłym roku wydał Pan płytę „Tribute to Gulda", której partnerem jest marka Reserved. Płyta to hołd złożony austriackiemu pianiście i kompozytorowi Friedrichowi Guldzie. Mistrz mawiał:  „Ten kto poradzi sobie z ‘Wariacjami’ jest pierwszorzędnym pianistą i muzykiem. I na tym nie koniec — przeciwnie, to dopiero początek. Ale to już nowy rozdział." Jaki nowy rozdział przed Panem?

Mam już kolejne wizje i cele na kolejne lata, ale plany mają to do siebie, że często snując je trafiamy na coś zupełnie innego, co niesie nas w odmiennym kierunku i okazuje się być jeszcze bardziej budujące i satysfakcjonujące niż pierwotny zamysł. Tak też było z płytą "Tribute to Gulda". Na pewno przygoda z Guldą to był dla mnie nowy rozdział. Na pewno zakończył jakiś etap i rozpoczął nowy. To była dla mnie nowa podróż, szczególnie, że wszedłem na pole improwizacji jazzowej, której wcześniej głębiej nie dotykałem. Poczułem wiatr w żaglach, że można nagrać płytę, która jest ambitna muzycznie, ale która także świetnie się niesie. Doceniają ją zarówno osoby, które zawodowo zajmują się muzyką, jak i te, które nigdy nie słyszały o Guldzie i po prostu interesuje ich to, co im wpadnie w ucho podsunięte przypadkowo przez Spotify.

Pana życie koncentruje się wokół muzyki. A co Adam Kośmieja robi, gdy zdejmuje frak i schodzi ze sceny lub wychodzi ze studia nagrań? Zmienia Pan garnitur na dżinsy i… ? Jest w Pana życiu miejsce na pasje inne niż fortepian?

Gdy przekraczam próg domu, to czeka na mnie moja rodzina - żona i dwójka małych dzieci. Już po minucie zostaję wciągnięty w wir zabaw. Prawie cały mój wolny czas poświęcam teraz dzieciom, które naprawdę potrafią z człowieka wyssać całą energię... Pasje, takie jak sport, zeszły na dalszy plan. Ale wcale nie żałuję i nie chciałbym absolutnie nic zmieniać!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.