Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmawiaj o sprawach, nie o tym, kto się myli

Jacek Santorski – psycholog, były psychoterapeuta, ekspert w zakresie psychologii biznesu

Moja podpowiedź – zacznij od siebie. 

Jeżeli zależy ci na porozumieniu pomimo różnic i skutecznym przekonaniu, zacznij od sprawdzenia, czy nie ustawiasz się w pozycji „fundamentalistycznej”, „wyznaniowej”, w pozycji wyższości i pogardy.

Mnie pomaga model „core quadrant” Daniela Ofmana. Według tego holenderskiego myśliciela mamy skłonność, aby swoje cnoty i tzw. cechy rdzenne „przeginać”. Czyli na przykład to, że cenię prawdę, może się zamienić we mnie w potrzebę tropienia i demaskowania hipokryzji.

Żeby być skutecznym, lepiej okiełznać własną potrzebę wygarnięcia całej prawdy i zachować się dyplomatycznie. Jeżeli moim problemem jest pryncypialność, powinienem być bardziej wyrozumiałym.

Wszystko po to, żeby nie hodować alergii. A hodujemy ją wtedy, gdy w naszym myśleniu i języku wobec osoby, z którą różnimy się politycznie, dominują ocenne, dyskredytujące terminy – katol, homofob, pisior, leming.

Nie muszę zmieniać poglądów, wystarczy, że poluzuję narrację, zmniejszając radykalizację i uwolnię się od alergii.

Ksiądz Tischner o mężczyźnie, który zdradzał żonę, powiedział, że „pogubił się nieboraczek na posterunku”. Tischner przypomniał, że związek to posterunek zobowiązania i zasady. Nie był pobłażliwy, zostawił tylko furtkę naprawy.

Dopiero wtedy, gdy będę pewny, że podejmuję rozmowę wolny od fundamentalistycznych przegięć i alergii, mogę podjąć kolejny krok – dyskusję o kryteriach: dobra, prawdy, wolności, demokracji, zdrowia itd.

O sprawach, a nie o tym, kto ma rację, a kto się myli. Z nastawieniem, że ten wątek rozwiną inni rozmówcy.

A gdy ktoś zapyta: „Dlatego to ja mam pracować nad swoim nastawieniem, podczas gdy druga osoba eskaluje język wyższości i pogardy?”.

Odpowiadam: kieruję się zasadą, by okazywać drugiemu nie tyle szacunku, na ile zasługuje jego postępowanie, ale tyle, ile jest emanacją naszego charakteru.

Nie oceniaj, bo przegrasz

prof. Bogdan de Barbaro – lekarz psychiatra i terapeuta, profesor nauk medycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego

Rozmowa na temat poglądów czy wyborów politycznych w dużej mierze będzie zależeć od tego, co my chcemy tą rozmową uzyskać. Możemy rozmawiać po to, by się wygadać czy wyrazić własną opinię, po to, by kogoś w rozmowie pokonać, lub po to, by przekonać do własnej opinii. W zależności od tego, którą z tych wersji przyjmiemy, będziemy inaczej rozmawiać.

Najczęściej rozmawiamy w ramach tego trybu pierwszego lub drugiego, natomiast najcenniejsze byłoby to trzecie, natomiast musiałoby się wiązać to z chęcią zrozumienia trybu myślenia tej drugiej strony.

Próba dialogu nie oznacza jednak, że rezygnuję z oceny moralnej i staję się symetrystą czy nihilistą.

Film dokumentalny „To nie ludzie” zobrazował mi, jak odmiennie ludzie mogą rozumować. Zastanawiałem, czy potrafiłbym rozmawiać z tymi, którzy wprowadzają w Polsce tzw. miejsca wolne od LGBT.

Przyjmując wersję optymistyczną, byłaby to rozmowa, w której trzymałyby mnie w ryzach zasady dialogu.

Musiałbym zrozumieć na przykład, czym jest dla nich słowo „chrześcijaństwo”, a jak rozumieją słowo LGBT. Musiałbym, przynajmniej na początku, powstrzymywać się od prawd, które mogłyby unieważniać ich przeświadczenia. Musiałbym oprzeć się pokusie pokazywania im, że w sposób dramatyczny upraszczają, i szukać podobieństw w nas, budować coś, co można by określić jako optymalna różnica.

Na pewno musiałbym zdobyć się na wysiłek nieoceniania. Gdybym ocenił, tobym się zniżył do pozycji atakującego, unieważniającego i w efekcie dostałbym albo kontrę, albo odpowiedź zamykającą tego słuchacza. I wtedy bym przegrał.

Wizja czarno-białego świata, w którym są tylko stronnicy i wrogowie, trafia do ludzi, którzy są zatrwożeni zmieniającą się rzeczywistością. Konserwa, w której tkwią, jest przestrzenią w miarę bezpieczną, pomaga im chronić się przed zmianami, których nie rozumieją.

Warto przekonywać innych, ale robiąc to, nie wolno nam tracić szacunku do tej drugiej osoby. Jeżeli będziemy uważać, że druga strona myśli niemądrze, głupio, idiotycznie, to jesteśmy o jeden krok od agresji, a gdy będziemy agresywni, to nikogo nie przekonamy – i to jest nasz największy problem. Pamiętajmy, że osoby np. stojące za „strefami wolnymi od LGBT” to też są Polacy.

Albo ich przekonamy, albo będziemy mieć Polskę, taką jaką oni chcą mieć.

Trzymaj się swoich poglądów, ale nie bądź jak nawiedzony megafon

Zofia Milska-Wrzosińska, psycholożka i psychoterapeutka, superwizorka psychoterapii. Współzałożyła „Laboratorium Psychoedukacji”

Przede wszystkim musimy sobie zadać pytanie, dlaczego chcemy rozmawiać z osobą o odmiennych przekonaniach (politycznych czy jakichkolwiek innych) właśnie o jej poglądach, a nie o czymś, co nas łączy?

Jeżeli jest jakiś obszar wspólny, to lepiej od niego zacząć. Warto go szukać, bo jeśli nie widzimy (słusznie czy nie) między nami zupełnie niczego wspólnego, to możemy mieć skłonność, by nieświadomie pomniejszać wartość drugiej strony, a wtedy porozumienie będzie trudniejsze.

Gdy wyłoni się coś autentycznie wspólnego (wzięcie psa ze schroniska, wycieczki rowerowe, kolonie w Kamieniu Pomorskim w dzieciństwie, czescy pisarze, nabożeństwa u dominikanów, zadbane kwiaty na balkonie, bezradność wobec przyklejonych do smartfona dzieci), wtedy obie strony mają szansę zobaczyć w tym drugim podobną sobie istotę ludzką, a nie odmieńca do naprostowania.

Ważne, po co chcemy rozmawiać o poglądach politycznych. Żeby kogoś przekonać czy żeby go zrozumieć? Żeby jej przywalić czy by wyrazić siebie? Bo jeśli chcemy przede wszystkim przekonać, to mamy słabe szanse na porozumienie.

Ludzie na ogół nie lubią być nachalnie agitowani przez drugą osobę. Trzeba szukać w sobie ciekawości, chęci dowiedzenia się, jak ten ktoś, kto przecież nie jest całkowicie odmienny od nas, doszedł do poglądów, które są nam obce. Co go do tego skłoniło, na co liczy, jakie ma nadzieje i obawy? Nie wyrażajmy się wzgardliwie o ludziach, których szanuje. Wtedy jest możliwość, że i on zaciekawi się nami – będzie chciał usłyszeć, jak my myślimy i dlaczego. Łatwiej mu będzie znieść naszą odmienność, jeśli nie zobaczy w nas wroga, idioty czy potwora.

Oczywiście nie ma powodu, żeby swoje poglądy ukrywać, ale też nie bądźmy jak nawiedzony megafon, nie ogłaszajmy wszem i wobec swojego stanowiska w ważnych sprawach, tym bardziej w powierzchownych kontaktach. Raczej niech inni nas pytają, co myślimy, niż żebyśmy ich mieli tym zanudzać. Raczej dawajmy świadectwo, niż perorujmy.

Jeżeli ktoś jest ciekaw, dlaczego myślimy tak, jak myślimy – pokażmy mu jeden, dwa konkretne przykłady odnoszące się do ludzi, nie do abstrakcji. Opowiedzmy czyjąś historię (a nawet własną). Uznajmy, że on też ma pod pewnymi względami rację, tyle że wybierane przez niego rozwiązanie może być nieskuteczne. Powiedzmy, dlaczego tak nam się wydaje.

Ale nie traćmy energii na rozmowę z kimś zachowującym się agresywnie czy dogmatycznie. W takich okolicznościach wspomnijmy słowa Słonimskiego: „Nie lubię wymiany poglądów, bo zawsze na tym tracę”.

Ty tak uważasz, ale ja się z tobą nie zgadzam

Ewa Woydyłło- Osiatyńska, psycholożka, terapeutka uzależnień

Gdy ktoś z naszego najbliższego otoczenia ma zupełnie odmienne od nas poglądy polityczne, to musimy się zastanowić, czy istnieje przestrzeń do tego, by rozmawiać. Rozmowa nie jest wtedy, gdy jesteśmy obrażani, wyzywani czy poniżani. Wtedy mamy do czynienia z chamstwem, a od niego należy trzymać się z daleka. Rozmowa to sytuacja, w której wszystkie strony dają sobie prawo do wymiany myśli, zdań czy opinii.

Sama jestem bardzo przeciwna  dyskursom opartym na zasadzie „wet za wet”. Dlatego pewnie rzadko się kłócę, ale też nie mam sukcesów w dziedzinie przeciągania innych na swoją stronę.

Miejmy na uwadze, że w rodzinie czy wśród przyjaciół nie musimy mieć takich samych poglądów czy sympatii politycznych. W takiej sytuacji mamy dwie możliwości: nie podejmować rozmowy na drażniący nas temat lub nauczyć się zgadzać, że się ze sobą nie zgadzamy.

Jeżeli natomiast jesteśmy atakowani opiniami innych osób to albo dla własnego komfortu zerwijmy tę znajomość, albo metodą zdartej płyty powtarzajmy nasze poglądy – prawdopodobnie dojdziemy do momentu, w którym atakująca nas osoba zrezygnuje i zostawi nas w spokoju.

Możemy żyć ze sobą dobrze i się nie zgadzać, ale musimy umieć słuchać, co druga strona ma nam do powiedzenia, nawet jeśli nasza odpowiedź brzmi: „ty tak uważasz, ale ja się z tobą nie zgadzam”. Pamiętajmy tylko, że ta zasada obowiązuje obie strony.

Zebrały: Kamila Kalińczak, Aleksandra Mijakoska-Siemion, Anna Wożniak

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.