Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wyjść z siebie, odchodzić od zmysłów, „przecież się nie rozdwoję”... W tych wszystkich wyrażeniach język oddaje wspólną ideę – nie jestem w kontakcie sama ze sobą, brak mi siły i spójności, by sprostać wyzwaniom i oczekiwaniom innych, odchodzę od samej siebie, stając się automatem do realizowania obowiązków. A automat nie potrzebuje czasu dla siebie, opieki, emocji i radości.

Czy jest w takim działaniu coś złego lub dziwnego? W końcu wchodząc w dorosłe role – matki, żony, pracownika korporacji – godzimy się spełniać oczekiwania, wypełniać obowiązki, być dla innych (partnera, dzieci, klientów, szefa). Tak, ale jeśli będziemy małymi krokami codziennie odchodzić od siebie coraz dalej, finał może się okazać dramatyczny.

''Mąż zaprowadził mnie do psychiatry''. Zaharowani mają dość

Przemęczenie. Pomyśl o sobie

Czym jest „porzucenie siebie”? Stanem, w którym reagujemy niemal automatycznie na oczekiwania i potrzeby innych, zagłuszając sygnały dochodzące z ciała (takie jak przemęczenie, rozpoczynające się wolno choroby, ból), naszej psyche (poczucie pustki, wyczerpania, smutku), a niektórzy nawet mówią, że głosu duszy (poczucie opuszczenia mimo bycia w rodzinie i w związku, utrata poczucia wdzięczności, brak poczucia sensu).

Te uczucia zna bohaterka książki „Zostaw mnie” Gayle Forman. Początki historii Maribeth są pozytywne. Bohaterka znająca smutki dzieciństwa i niedostatku miłości rodziców pragnie małżeństwa, wspólnoty, dzielenia losu i obowiązków. Swojemu mężczyźnie imponuje inteligencją i zaradnością. Przychodzą na świat dzieci. I nie wiadomo kiedy Maribeth planuje za pięcioro, odciążając wszystkich, upycha sprawy i zajęcia w grafiku tak, że nie starcza czasu na posiłek i myślenie.

W trudnych chwilach mąż radzi jej, by „się zdystansowała”, a jego mantrą jest stwierdzenie, że „wszystko się jakoś ułoży”. Oczywiście nic nie układa się samo, wszystko układa Maribeth. Im więcej ona bierze na siebie, tym więcej inni jej powierzają. I w końcu tak już pozostaje.

Mam tendencję do umniejszania tego, co robię. Że ja przecież mniej zarabiam, że sama bym nie utrzymała tej rodziny. Że Paweł taki zapracowany

Najbardziej niebezpieczne w tym procesie jest to, że odbywa się pomału, kolejne kroki odchodzenia od siebie są tak niewielkie, że za każdym razem wydaje nam się, że można w każdej chwili wrócić, że nie jest tak źle, że za chwilę zajmiemy się sobą, damy sobie „prezent” taki sam, jaki dajemy stale innym – dobry posiłek, wolny czas, uwagę, miłość i opiekę. Tymczasem ten moment nie nadchodzi nigdy.

Aż wreszcie punkt krytyczny zostaje przekroczony, a nasze ciało i psychika mówią: „No dobrze, teraz my”. To stan alarmowy. W przypadku Maribeth to zawał serca,który stawia wszystko w innej perspektywie.

„Dbanie o siebie” brzmi dla niektórych dziwnie, może nawet politycznie niepoprawnie, wywołuje myśli o egoizmie i byciu nieużytecznym. Wyjaśnić, o co chodzi, pomaga stara, ale dobra metafora, to instrukcja postępowania w razie zagrożenia w samolocie. Maskę ratunkową należy najpierw założyć sobie, a potem dziecku. I podobnie w życiu – jeśli zostawisz siebie, nie dasz sobie „prezentu” w postaci czasu, zadbania o zdrowie i o własne emocje, nie będziesz mogła dać tego wszystkiego innym, najbliższym, tym, których kochasz. Kiedyś paliwo wyczerpie się do zera i zagrożeni będą wszyscy.

Mamuśki w pracy

Przemęczenie. Wygodny schemat

Każdy system, także rodzina czy związek, ma swoje powtarzalne schematy, a role są rozdane i przewidywalne. Wiadomo, w czym, kiedy i na kogo można liczyć, kto jak się zachowa w jakiej sytuacji, ile wytrzyma, czyje potrzeby są „ważniejsze” czy respektowane przez innych. Kiedy po latach funkcjonowania systemu w sposób, który wszyscy przyjęli za normalny i oczekiwany, próbujemy coś zmienić, spotykamy się przynajmniej ze zdziwieniem, a jeszcze częściej z niechęcią, złością i próbami powrotu za wszelką cenę do starych schematów.

Kiedy po pobycie w szpitalu bohaterka książki „Zostaw mnie” próbuje zmienić reguły gry w rodzinie, spotyka się ze zniecierpliwieniem męża i matki, z presją, by jak najszybciej wszystko wróciło „do normy”.

Znajduje się więc w dramatycznej sytuacji. Dramatycznej nie tylko dlatego, że jej życie jest zagrożone. Dramat polega na tym, że Maribeth bardzo chce pozostać ze swoimi dziećmi i mężem. Kocha ich dojrzałą miłością, ale wie jednocześnie, że ani chwili dłużej nie może pozostawać w tym układzie, który w końcu sama stworzyła – przyzwyczajając innych do tego, że tylko oni mogą oczekiwać uwagi, opieki i troski. Ona nie.

To ona przyzwyczaiła swoich bliskich do tego, by na nią cedowali większość obowiązków, które zawsze przejmowała i wykonywała, by byli głęboko przekonani, że „tak właśnie powinno być”. To zresztą najtrudniejszy moment w „dochodzeniu do siebie”. (Swoją drogą, czy to nie ciekawe, że to wyrażenie zawiera w sobie i uspokajanie się, i proces leczenia, i powrót do kontaktu z samą sobą?).

W Polsce koszty opieki nad najmłodszymi spadają na kobiety [ROZMOWA]

Choroba powinna pomóc w zmianie schematu. Maribeth próbuje rozmawiać z mężem i matką, ale wygląda na to, że jej rodzina nie słyszy, nie chce przyjąć do wiadomości, że coś powinno się zmienić. Czasem rozmowa nie daje wiele, czasem po prostu trzeba coś zrobić. Bohaterka książki jest przerażona, ale jednocześnie zdeterminowana. Nie wiedząc, jak wszystko się potoczy, bierze walizkę i wychodzi z domu. Wie tylko jedno – jej intencje nie są ani złe, ani egoistyczne. Dla dobra jej samej, ale też rodziny i małżeństwa – nie ma innego wyjścia.

Kiedy w końcu decyduje się na zostawienie wszystkiego za sobą, może zastanowić się nad tym, o co jej chodzi, czego szuka, czym żyje. To pozwala jej stać się znowu pełną i stabilną osobą. To pozwala też jej rodzinie i mężowi przeorganizować myślenie o tym, jakie są w rodzinie role i obowiązki. Już wiedzą, że nic nie dzieje się „samo”, że doglądanie przeróżnych spraw domowych i rodzinnych wymaga czasu, wysiłku i poświęcenia, że mogą poradzić sobie z tym także wtedy, gdy mama nie jest obecna.

Dramatyczna decyzja Maribeth okazuje się jedynym ratunkiem dla niej, dla jej związku, dla rodziny. Bo czasem trzeba odejść, żeby wrócić do tego, co najważniejsze.

Bohaterka i jej mąż sięgają do prawdziwych i głębokich uczuć dopiero wtedy, kiedy mogą spojrzeć na siebie i na swoją relację z dystansu. W wirze codziennych spraw i unikania odczuwania (emocje słabną, kiedy funkcjonuje się jak automat) małżonkowie milczeli o tym, co naprawdę dzieje się w ich relacji. Nie rozmawiali wcześniej o tym, dlaczego rozeszli się jeszcze przed ślubem, czego się czasem boją, czego pragną i co w sobie nawzajem najbardziej cenią. Na odległość, kiedy Maribeth wie, że jej mąż stara się zrozumieć, co się naprawdę stało, sięgają do spraw i uczuć, o których nie rozmawiali nigdy wcześniej.

Bywa, że na odległość można osiągnąć większą bliskość. Ale nie czekajmy do momentu, kiedy będzie trzeba odejść z własnego życia, by wrócić do siebie. Starajmy się tworzyć takie układy rodzinne i relacyjne, w których jest miejsce na „własny pokój”, na chwile dla siebie. Dbajmy o siebie, by móc w pełni być z innymi.

Stres. Uważność, czyli jak wykorzystać trening mindfulness

***

Trening mindfulness za opowieść

Czy kiedykolwiek czuliście, że dosyć: to już koniec, więcej nie dacie rady na siebie wziąć? Czy przeżyliście chwile kryzysu, pustki, wypalenia? Pamiętacie momenty, gdy życie was przerastało, a wy nie wiedzieliście, jak sobie z nim poradzić?

Podzielcie się z nami swoim doświadczeniem z takich momentów oraz tym, jak poradziliście sobie z problemem. A może on wciąż trwa? Jaka jest waszym zdaniem jego przyczyna? Skąd przyszła pomoc?

Twoje doświadczenie może być cenne dla innych osób w podobnej sytuacji i stąd nasza prośba: opisz tę sytuację! Przyślij swój list na adres: konkurs@proszynskimedia.pl.

Najbardziej inspirujący tekst nagrodzimy kursem redukcji stresu opartym na treningu mindfulness, a cztery wybrane prace – nagrodami książkowymi!

Pełen regulamin konkursu znajdziecie w serwisie Wysokieobcasy.pl (TU). Zapraszamy do udziału w konkursie „Łap chwilę!”. Na wasze prace czekamy do 8 stycznia 2017 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.