Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mamy dla Was kalendarz #dekoltdlabialorusi 

Wspólnie z Wami - naszymi Czytelniczkami i Czytelnikami chcemy pomóc rodzinom białoruskich więźniów politycznych. Możecie to zrobić kupując kalendarz charytatywny #Dekolt dla Białorusi. Jest dostępny w sprzedaży internetowej na www.kulturalnysklep.pl/dekoltdlabiałorusi

Kalendarz to inicjatywa Jany Szostak, Kolektywu Łaski (Julii Golachowskiej i Jagody Kwiatkowskiej) oraz Kamila Kotarby, do współpracy włączyła się też Fundacja "Wysokich Obcasów". Cały dochód z jego sprzedaży zostanie przekazany na pomoc rodzinom białoruskich więźniów politycznych.

Dlaczego w kalendarzu znalazły się kotki i cycki? To jednocześnie dwie najlepsze i najgorsze rzeczy w internecie. Postanowiłyśmy połączyć te dwa obrazki w słusznej sprawie i stworzyć kalendarz charytatywny dla Białorusi. Zaprosiłyśmy do projektu artystki i aktywistki, zaufały nam m.in. Magda Gessler, Katarzyna Kozyra i Julia Kamińska i inne wspaniałe, piękne i mądre kobiety.  

Co dziewczyny mówią o kalendarzu?

JULIA KAMIŃSKA

aktorka, scenarzystka, piosenkarka, z wykształcenia germanistka. Laureatka Telekamery 2010 dla najlepszej aktorki za rolę Uli Cieplak w serialu „BrzydUla". Na zdjeciu powyżej.

Co sobie pomyślałaś, kiedy zadzwonił telefon i usłyszałaś: „Pomysł jest taki, żeby pokazać piersi dla Białorusi"?

Pomyślałam, że jeśli kiedykolwiek mam wystąpić topless, to właśnie w takim kontekście. I że to jest ten moment. Od początku też byłam zachwycona koncepcją kalendarza i osobami, które dzięki temu projektowi poznałam. Cieszę się, że zaangażowało się w niego wiele osób z mojego otoczenia. Kiedy tylko mówiłam np. fryzjerkom czy makijażystkom, w czym biorę udział, wiele od razu się włączało.

Aktorce jest łatwiej się przemóc w takiej sytuacji, bo traktuje ciało jak instrument?

Myślę, że to bardzo indywidualna kwestia. Ja, mimo że jestem aktorką, nie mam szczególnej łatwości w pokazywaniu ciała. Z rozmów z koleżankami wiem, że wiele z nich się z tym zmaga. Każdy ma naturalną granicę, być może wstydu, którą boi się przekraczać. Ale tutaj atmosfera była tak dobra, czułam się tak bezpiecznie, że już w trakcie zdjęć nie było żadnego skrępowania czy wątpliwości. Na koniec hasałam goła.

Jakie emocje wzbudzały w tobie informacje, które od kilku miesięcy docierały do nas o tym, co się działo (i dzieje) za wschodnią granicą?

Byłam przerażona. To nasi sąsiedzi – i może dlatego doniesienia o torturach, więzieniu niewinnych ludzi i praktykach władz są bardziej przejmujące niż te z reżimów, które są dalej. Tuż obok nas ludzie przepadają bez śladu, są mordowani i torturowani. Przypomniały się mi się opowieści mojej babci z czasów wojny, które słyszałam, będąc małą dziewczynką. Wtedy myślałam, że to się działo w prehistorii, że już nigdy tak nie będzie, że jesteśmy wszyscy bezpieczni. Okazało się, że to poczucie bezpieczeństwa było złudne.

Jeśli więc mogę zrobić cokolwiek, oczywiście, że to zrobię.

Rozmawiamy o Białorusi, mówisz jednak „my". Nie czujesz się bezpieczna?

Nie da się uniknąć porównań z sytuacją w Polsce, która wciąż eskaluje. Nie tak dawno, w trakcie protestów, kiedy ludzie byli bici na ulicach, znalazłam się blisko oka cyklonu. Wtedy po raz pierwszy poczułam strach przed policją, choć przedtem widok takiego munduru kojarzył mi się raczej z osobą, której mogę zaufać, która jest po to, by pomóc. Od tamtej pory czuję strach.

To nie oznacza, że nie wyjdę już na ulicę – jest taka potrzeba i będę to robić, strach mnie nie paraliżuje. Ale jest to uczucie, którego nie znałam wcześniej. Poczucie zbliżania się do granicy, za którą dzieją się rzeczy przerażające.

Fot. Kamil Kotarba

JAGODA KWIATKOWSKA

artystka, graficzka, członkini kolektywu Łaski, jedna z twórczyń kalendarza „Dekolt dla Białorusi". Na zdjęciu pośrodku

Zrobiłyście kalendarz dla rodzin więźniów białoruskiego reżimu i ich rodzin, w którym pozują półnagie kobiety z kotami. To przedziwna kombinacja. Skąd pomysł na właśnie takie ujęcie tematu?

Kiedy na Białorusi zaczęły się protesty, a ludzie zaczęli znikać i trafiać do aresztu z błahych powodów, białoruska aktywistka Jana Szostak postanowiła zareagować. Chodziła pod Sejm i krzyczała. Media niespecjalnie zwracały na jej akcję uwagę, zainteresowały się nią dopiero wtedy, gdy włożyła sukienkę w kolorach flagi swojego kraju, z dużym dekoltem. I bez stanika. Zwrócono uwagę na Janę, ale już nie na to, co mówiła. Piersi skradły show. Więc Jana wzięła inne kobiety i wszystkie razem chodziły protestować toples. Przekornie. Jana zauważyła, że te obnażone piersi zwracają uwagę na problemy, które chciała nagłośnić. Uznała, że to dobry trop.

Tę koncepcję twórczo rozwijacie w kalendarzu.

Pewnego razu spotkałyśmy się – Jana, ja i dziewczyny z kolektywu Łaski – pod Sejmem. Od słowa do słowa, postanowiłyśmy zrobić coś konkretnego. Tak powstał zarys planu na kalendarz. Chcemy wesprzeć Białorusinki i Białorusinów zarówno finansowo, jak i aktywistycznie oraz artystycznie. Że piersi są medialne – wiadomo. Podobnie jak koty – kto ich nie uwielbia? To razem daje nam viralowy potencjał.

To ryzykowne połączenie.

Zdajemy sobie sprawę, że ktoś może nam zarzucić, że infantylizujemy problem. To celowe działanie – naszym celem jest sprzedaż kalendarza i zebranie pieniędzy dla więźniów i ich rodzin. Jeśli zrobimy to dzięki piersiom i kotom – jakoś się pogodzimy z krytyką.

Według jakiego klucza dobierałyście modelki? Są wśród nich m.in. aktorki, piosenkarki.

Spotkałyśmy się z fajnym odzewem i dużą gotowością do pomocy. Jasne, były osoby, które odmawiały, bo albo miały już zapełniony kalendarz, albo pozowanie topless to było dla nich zbyt wiele. Szanujemy to, każdy ma swoje granice, a nam zależało na tym, by modelki dobrze się czuły i pokazywały tyle, ile chcą. To ich decyzja, na ile chcą się odsłonić. W tym sensie kalendarz ma również wydźwięk body positive, także dlatego, że zapraszałyśmy różne kobiety, w różnym wieku, z różnymi – prawdopodobnie – kompleksami.

I dla większości to było wyzwanie. Jedna z nich powiedziała, że idąc na sesję, pierwszy raz od 20 lat nie założyła stanika. Zresztą nasz kolektyw też został sfotografowany, i muszę powiedzieć, że dla mnie także to było duże wyzwanie – wyszłam zdecydowanie poza strefę komfortu. Mamy nadzieję, że zbierzemy pieniądze dla rodzin więźniów.

Ich historie szokują. Jak ta pani Anny, której córka i zięć zostali uwięzieni, a ona zabrała wnuki, by nie trafiły do domu dziecka…

Każda z tych historii jest poruszająca. W internecie można znaleźć oficjalne wyroki, podawane są paragrafy, które posłużyły za podstawę skazania. Tak naprawdę to zasłona dymna, a ludzie są wsadzani do więzień za drobiazgi. Na przykład oficjalny powód jest taki, że ktoś rzekomo znieważył prezydenta – chodziło o komentarz na aplikacji Telegram. Jedna dziewczyna trafiła do więzienia za spinkę do włosów w kolorach białoruskiej flagi, ktoś inny – bo podarował kwiaty kobietom wracającym z protestów. W kalendarzu w każdym miesiącu jest lista nazwisk więźniów. W sumie 639 nazwisk. Lista wciąż się wydłuża, dlatego ostatnie nazwisko jest symbolicznie ucięte. To, niestety, mógłby być kalendarz na dekadę.

Kalendarz jest dostępny w sprzedaży internetowej w Kulturalnym Sklepie: www.kulturalnysklep.pl/dekoltdlabiałorusi

Akcja charytatywna jest możliwa dzięki Fundacji Gazety Wyborczej i Fundacji Wysokich Obcasów, która walczy o prawa kobiet, równouprawnienie oraz wspiera dyskryminowane mniejszości. Praca fundacji jest możliwa dzięki Państwa wsparciu Czytelniczek i Czytelników Gazety Wyborczej i Wysokich Obcasów. Odwiedź nas na www.fundacjawysokichobcasow.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.