Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To takich kobiet – tak zdeterminowanych, walecznych, tak oddanych sprawie – jak Maryja Kalesnikawa świat potrzebuje. To na jej historię powinniśmy teraz zwrócić uwagę. Nie możemy pozwolić, by o niej zapomniano. Jej sytuacja jest dramatyczna i wstrząsająca. Białoruską opozycjonistkę, aktywistkę na 11 lat więzienia skazał sąd w Mińsku. Została uznana za winną „ekstremizmu i próby przejęcia władzy". Światowi obserwatorzy są zgodni: ten proces to łamanie praw człowieka. Utajniony, polityczny, przeprowadzony bez międzynarodowych obserwatorów. Amnesty International walczyła o uwolnienie Kalesnikawej, bezskutecznie.

Maryja stała na czele protestów i demonstracji, które odbywały się na Białorusi. Walczyła o wolny kraj, o życie w demokratycznym państwie, o sprawiedliwość i wolne sądy. O zmiany, które pozwoliłyby Białorusinom i Białorusinkom żyć w normalny sposób.

Próbowano wyrzucić ją z kraju, ale podarła paszport, by zostać na Białorusi, by protestować, stawić czoło dyktaturze. Nie bała się. Odważna, silna, niezwykła. Po ogłoszeniu wyroku uśmiechnęła się i ułożyła dłonie w kształt serca. Serce to symbol, że dobro i miłość zwyciężą. Wierzę, że międzynarodowe organizacje zrobią wszystko, by zawalczyć o jej uwolnienie.

*Maja Ostaszewska, polska aktorka teatralna i filmowa, dwukrotna laureatka Orła – za filmy „Jack Strong" i „Body/Ciało". Można zobaczyć ją teraz w filmach: „Teściowie", „Śniegu już nigdy nie będzie", „Magnezja"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.