Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nigdy nie miała zielonego bugatti, tylko miała niewielkie żółte renault. "Zawsze ubieram się jak samochód, a samochód jak ja" - mawiała. Kiedy w jasnożółtym kostiumie i w niewielkim kapeluszu-kasku na głowie zajechała przed Grand Hotel w Monte Carlo, wyglądała jak uosobienie nowoczesnej kobiety - chłodnej, wyemancypowanej i pewnej siebie, bogini ery automobilu. Taką zobaczył ją wydawca prestiżowego niemieckiego żurnala mody "Die Dame". Zachwycił go ten wyrafinowany mariaż kobiety z maszyną i zamówił u Tamary jej autoportret na okładkę swojego magazynu. Obraz "Tamara w zielonym bugatti" stał się ikoną szalonych lat dwudziestych. Właśnie tak musiały wyglądać bohaterki powieści Scotta Fitzgeralda i Agaty Christie.

Tamara Łempicka autoportret w zielonym Bugatti, 1925 r.Tamara Łempicka autoportret w zielonym Bugatti, 1925 r. 

Tamara Łempicka rusza w świat

Na jej oczach zawaliło się majestatyczne imperium Romanowów i rozpoczęła zuchwała epoka jazzu. "Życie jest jak podróż - twierdziła Tamara Łempicka - spakuj tylko to, co najbardziej potrzebne, bo musisz zostawić miejsce na to, co zabierzesz po drodze". Moskwa, Warszawa, Sankt Petersburg, Paryż, Rzym, Mediolan, Nowy Jork - to tylko niektóre z jej przystanków. Polska dziewczyna z dobrej rodziny, młoda emigrantka, postanowiła podbić świat. Na zimno wykalkulowała, że z malarstwa można jednak wygodnie żyć. W swojej sztuce pogodziła nowatorski kubizm z bezpiecznym XIX-wiecznym akademizmem i odniosła spektakularny sukces. Z "instynktem zabójcy" portretowała bogatą burżuazję i arystokrację. "Malowałam królów i prostytutki, tych, którzy są dla mnie inspiracją i powodują, że czuję wibracje" - mówiła. Jej wyzywające, niemal pornograficzne akty ozdabiały pałace zamożnych dekadentów szukających w malarstwie rozpustnego klimatu kabaretu. "W sztuce geniusz polega na tym - cytowała swojego przyjaciela Jeana Cocteau - żeby wiedzieć, jak daleko można się posunąć za daleko".

Sfałszowana metryka

Borys Gurwik-Gorski i Malwina z domu Dekler poznali się w jednym z tych kosmopolitycznych europejskich kurortów, gdzie jeździło się dla podreperowania zdrowia i zawiązania korzystnego małżeństwa. On był majętnym rosyjskim Żydem, kupcem czy przemysłowcem. Ona pochodziła z zamożnej polskiej rodziny. W 1896 lub 1898 roku przyszła na świat ich najstarsza córka. Na cześć bohaterki jednego z wierszy Michaiła Lermontowa dano jej imię Tamara. Dzieci Gorskich, Tamara, Adrienne i Stańczyk, wychowywane były przez matkę i dziadków Deklerów. Ojciec zniknął z życia Tamary, gdy miała zaledwie kilka lat. Okoliczności jego odejścia były bolesną, głęboko skrywaną tajemnicą Tamary. Mówiła, że rodzice się rozwiedli, ale bardziej prawdopodobne jest, że Borys Gorski popełnił samobójstwo.

Letnie miesiące rodzeństwo spędzało zwykle w Warszawie u rodziny matki. Deklerowie należeli do elity towarzyskiej - w ich salonie do fortepianu często zasiadali Ignacy Paderewski i Artur Rubinstein. Jako dorosła kobieta Tamara będzie podkreślała, że jest Polką. Sfałszuje nawet swoją metrykę: jako miejsce urodzenia poda nie Moskwę, lecz Warszawę.

Białe noce Sankt Petersburga

W karnawale czy nie, Sankt Petersburg przypomina jedną wielką salę balową. W 1911 roku Tamara przeniosła się tu i zamieszkała u krewnych - Stefy i Maurycego Stiferów. Przedpołudnia spędzała spokojnie i pracowicie na kursach rysunku w Akademii Sztuk Pięknych. Wieczorami jej życie nabierało tempa: Stiferowie zabierali Tamarę na przedstawienia baletowe do Teatru Maryjskiego albo do "kapiącego od złota i purpury" prywatnego teatru książąt Jusupowów.

Bywała na wytwornych recitalach i koncertach w Carskim Siole, letniej siedzibie Romanowów, i trwających do świtu kolacjach, na których stoły uginały się od "ostryg z Paryża, homarów z Ostendy, kwiatów z Nicei". Gdy ubrana w strój wieśniaczki, ciągnąc za sobą stadko gęsi, Tamara pojawiła się na balu maskowym, zwróciła na siebie powszechną uwagę. W tłumie śmiejących się gości stał wtedy niezwykle przystojny mężczyzna - Tadeusz Łempicki. Ten młody prawnik, czarujący i zblazowany bon vivant, był ulubieńcem petersburskiej socjety. Urodził się w Warszawie i - pomimo wielu lat spędzonych w Rosji - był do Polski bardzo przywiązany. Jego matka, Maria Norwid, była bratanicą Cypriana Kamila Norwida. Ojciec, Julian Łempicki, ze starego szlacheckiego rodu herbu Junosza, był przedstawicielem Towarzystwa Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Rodzina mieszkała w Sankt Petersburgu w "rezerwowym pałacu" wielkiego księcia Włodzimierza Aleksandrowicza.

Zachwycona pięknym Tadeuszem Tamara zaczęła go uwodzić. Spotykali się na grzecznych herbatkach w zaprzyjaźnionych domach i niegrzecznych tańcach w nocnych klubach. Po kilku latach starań "pastereczka" usidliła Don Juana. Ślub odbył się w 1916 roku w Sankt Petersburgu. Kaplica Kawalerów Maltańskich była wypełniona po brzegi urzędnikami carskimi i zagranicznymi dygnitarzami. Tamara, w sukni z trenem ciągnącym się przez całą długość kaplicy, olśniła wytworne towarzystwo. 16 września 1916 roku przyszła na świat Maria Krystyna, pieszczotliwie nazywana Kizette.

Perony Gare du Norde

Wybuch pierwszej wojny światowej niewiele zmienił w życiu Łempickich. Rewolucję traktowali jak kolejną niedogodność i nadal dobrze się bawili. W Ogrodzie Zimowym wyłączono co prawda fontanny, a tramwaje były nieoświetlone, ale Tamara miała własny samochód i szybko jeździła szerokimi ulicami Sankt Petersburga. Wpadała na premiery teatralne i do modnych restauracji, które stały się "sceną ustawicznych orgii, cena butelki szampana dochodziła do stu rubli, a ludzie zabawiali się, lejąc trunek wiadrami". Jednak zimą 1917 roku do ciepłej, urządzonej z przepychem sypialni Łempickich wtargnęli czekiści i aresztowali Tadeusza. Następne dni Tamara spędziła na poszukiwaniach męża. Strach i upokorzenie, które wówczas przeżyła, na zawsze zburzyły jej poczucie bezpieczeństwa. Przyjaciele utracili nagle wszystkie wpływy, Stiferowie już wcześniej schronili się w Kopenhadze. Zdana tylko na siebie Tamara przystała na propozycję znajomego konsula szwedzkiego: w zamian za wspólną noc obiecał pomóc jej wyjechać z Rosji i wydostać z więzienia Tadeusza.

Małżonkowie spotkali się po kilku miesiącach w stolicy Danii. Zamiast swego wesołego, eleganckiego męża Tamara witała ponurego mężczyznę zniszczonego więziennymi przejściami.

Latem 1918 roku Łempiccy przybyli do Paryża. Na zalanych słońcem peronach Gare du Norde podróżni przepychali się przez tłum znużonych francuskich żołnierzy. Dla nich kończyła się wojna, dla Tamary beztroska.

Więcej kobiet niż mężczyzn

Ciasny pokój w podrzędnym hotelu, niezadowolony zgorzkniały mąż i ciągły brak pieniędzy - oto jak wyglądało życie młodej emigrantki. Sprzedała już ostatnie klejnoty, żeby opłacić zaległy czynsz, i nie wiedziała, co dalej robić. Jej siostra Adrienne, studentka architektury, twierdziła, że Tamara powinna pójść do pracy. "Do pracy? Jakiej pracy? - zdumiała się Tamara. - Wszystkie wielkie księżne były modelkami u Chanel, ale one miały smukłe sylwetki". Adrienne przypomniała siostrze o jej zdolnościach do rysunku i namówiła ją na studia malarskie w Académie Ransom. Tamara mogłaby malować portrety na zamówienie i w ten sposób utrzymywać rodzinę. Ale powojenny Paryż pełen był ambitnych dziewcząt, które chciały zrobić karierę artystyczną. "Kiedy zaczynałam malować - wspominała po latach Tamara - był to czas, gdy zaczynało malować wiele kobiet. Wówczas robiło to więcej kobiet niż mężczyzn". A powieściopisarka Jean Rhys zanotowała:

To dość okropne, jak pomyśli się o tych setkach kobiet dookoła, które nic, tylko malują i malują

Początkowo studiowała u Maurice'a Denisa, przyjaciela Paula Gauguina. W 1922 roku przeniosła się do pracowni André Lhote'a w Académie Montparnasse. Lhote wywarł ogromny wpływ na styl Łempickiej. Bronił kubizmu jako "nowego klasycyzmu" i łączył tradycję wielkiego francuskiego malarstwa Poussina, Davida i Ingresa z modernizmem. Taki mariaż nowoczesności z tradycją podobał się bogatym bourgeois, dla których poczynania Picassa były jednak zbyt śmiałe. Należąca do stronników Lotha Tamara została "kubistką salonową".

Tamara Łempicka maluje akt XX stulecia

"Madame, jestem malarką i bardzo chciałabym, żeby pani pozowała mi do aktu" - zaczepiła Tamara na ulicy młodą brunetkę. "Piękna Rafaela" Łempickiej uznana zostanie po latach za "jeden z najważniejszych aktów XX stulecia". Leniwie rozparta na kanapie modelka kusi widza krągłymi kształtami, gładką satynową skórą i zmysłową czerwienią ust. Jej pulchne ciało zdaje się rozsadzać ramy obrazu. Jak pisała Kizette, "pożądanie jest tu namacalne. Tamara pożądała tej kobiety".

W połowie lat dwudziestych jej kariera zaczęła się błyskawicznie rozwijać. Wiedziała, że na sukces trzeba zapracować, więc malowała po kilkanaście godzin dziennie. Zafascynowana sztuką renesansu jeździła do Włoch studiować dzieła dawnych mistrzów. Za ich przykładem stosowała świetliste czyste barwy i z pedanterią wykańczała każdy szczegół obrazu. Krytycy sztuki pisali o niej jako o "propagatorce perwersyjnego malarstwa", a jej wyraźnie homoerotyczne akty "ociekające jakąś cielesnością graniczącą z kiczem lub przynajmniej grzechem" podobały się publiczności. Księżne i żony bogatych przemysłowców zamawiały u artystki portrety naturalnej wielkości. Wszystkie chciały mieć seksapil jak czarnoskóra tancerka Josephine Baker, o której malarka mówiła, że "zniewalała swym ciałem każdego, kto ją zobaczył. Wyglądała, jakby zeszła z jednego z moich płócien, więc nawet nie myślałam jej prosić, by mi pozowała". Dziennikarz "La Pologne" pisał, że "modelki Tamary de Łempickiej to kobiety nowoczesne. Nie znają hipokryzji i wstydu w kategoriach moralności burżuazyjnej. Są opalone i ogorzałe od wiatru, a ich ciała sprężyste jak ciała Amazonek". Galeria portretów tych wybrańców bogów to jednocześnie obraz zbliżającej się ku końcowi epoki, kiedy to na szykownych przyjęciach podawano haszysz, a nowoczesne kobiety "tłoczyły się na premierach teatralnych, wpadały na ostatni numer w kabarecie i tańczyły tango w "Czarnej dziurze" do białego świtu".

'Irena i jej siostry', 1926 r., Tamara Łempicka'Irena i jej siostry', 1926 r., Tamara Łempicka 

Topaz od D'Annunzia

"Być może pewnego dnia, pewnego wieczoru, pewnej nocy poczuje pan nieprzepartą potrzebę porozmawiania ze mną - i wtedy napisze pan do mnie znowu. Czekam. Żywię nadzieję. Chcę" - kusiła Tamara poetę Gabriela D'Annunzia.

Przygoda z D'Annunziem, którego sam Lenin nazywał "jedynym prawdziwym włoskim rewolucjonistą", przyniosła Łempickiej duży rozgłos. W tym czasie najsłynniejszy kochanek Europy był już starym, nieatrakcyjnym mężczyzną, ale "posiadał inteligencję i siłę charakteru, którą chciała uchwycić na płótnie". Zaprosił Tamarę do swojej bajkowej posiadłości Il Vittoriale nad jeziorem Garda. Miał nadzieję, że Łempicka dołączy do grona jego licznych trofeów, wśród których były hrabiny, baletnice i aktorki - Sara Bernhardt, Eleonora Duse, Isadora Duncan. "Przesyłam Panu, mój bracie, wszystkie moje myśli, te dobre, jak i te złe, te niegrzeczne i te, od których cierpię" - Tamara sprytnie podsycała jego zainteresowanie. Chciała namalować portret współczesnego Casanovy, bo byłaby to dla niej świetna reklama. Co do romansu... "Byłam piękną młodą kobietą. A tam, naprzeciw mnie, stał ten stary karzeł w mundurze". Po kilku miesiącach erotycznych przekomarzań opuściła Il Vittoriale. Na pożegnanie D'Annunzio podarował jej wiersz z dedykacją "La Donna d'Oro" ("Złotej kobiecie") i pierścionek z ogromnym topazem, który z dumą nosiła do końca życia.

'Niedokończony mężczyzna', portret Tadeusza Łempickiego autorstwa Tamary Łempickiej'Niedokończony mężczyzna', portret Tadeusza Łempickiego autorstwa Tamary Łempickiej FOT. ARCHIWUM PRYWATNE KIZETTE ŁEMPICKIEJ FOXHALL

Niedokończony mężczyzna

"Żyję na marginesie społeczeństwa, a normy społeczne nie odnoszą się do tych z marginesu" - twierdziła Tamara. Ale nawet jeśli ona uważała, że "bycie artystką usprawiedliwia każde postępowanie", to Tadeusz był innego zdania: portrety kochanków żony "ośmieszały go w oczach świata". Jej romanse z kobietami i mężczyznami, wyprawy do podejrzanych klubów, gdzie zażywała kokainę i kochała się z marynarzami, były przyczyną ciągłych kłótni między małżonkami. "Kochałam męża, ale potrzebowałam flirtu. I flirtowałam często" - przyzna po latach. Głośna znajomość z D'Annunziem ostatecznie wyczerpała cierpliwość Tadeusza. W 1927 roku, podczas pobytu w Warszawie, Łempicki nawiązał romans z Ireną Spiess, córką Ludwika Spiessa, właściciela największej w Polsce fabryki farmaceutycznej. Tamara trzykrotnie przyjeżdżała do Warszawy, żeby odzyskać Tadeusza. Tym razem jednak był stanowczy: przeprowadził rozwód i na stałe osiadł w Polsce. Odejście męża wpędziło Tamarę w głęboką depresję:

'Czy jestem damą? - pytała swojego kochanka i przyjaciela, włoskiego architekta Gina Puglisiego. - Nie! Jestem nieszczęśliwą istotą, udręczoną, bez ojczyzny, bez korzeni, zawsze samotną'

Portretu Tadeusza, nad którym pracowała, nigdy nie dokończyła, i tak go właśnie nazwała: "Niedokończony mężczyzna".

W jednym egzemplarzu

Drugiego męża, barona Roula Kuffnera, poznała, gdy zamówił u niej portret kochanki, sławnej andaluzyjskiej tancerki Nany de Herrery. Tamara zajęła jej miejsce u boku barona. Kuffner był wielbicielem talentu Łempickiej. Na jego zamku w Dioszegh na Węgrzech drapieżne akty Tamary sąsiadowały z dziełami Dürera i XVII-wiecznych pejzażystów angielskich. Kuffnerowie byli do czasu pierwszej wojny światowej właścicielami największego majątku ziemskiego w całych Austro-Węgrzech i głównymi dostawcami mięsa i piwa na cesarski stół. Roul "chciał mieć najlepszy towar, jaki był na rynku: niedużo, tylko jeden egzemplarz najlepszy z każdego rodzaju". Miał już obrazy, chciał poślubić malarkę. "Proszę, niech mnie pan nie prosi, bo nie mam czasu na małżeństwo - zareagowała początkowo Tamara na oświadczyny Kuffnera. - Maluję, jestem u szczytu powodzenia". Baron jednak imponował jej manierami, wiedzą o sztuce i stanem portfela. W 1934 roku wzięli ślub. "Mój pierwszy mąż był bardzo przystojny. Drugi miał charakter" - podsumuje Tamara swoje małżeństwa.

Amerykańskie wakacje

Partia tenisa z Gretą Garbo, obiad z George Sanders i Dolores Del Rio - w latach czterdziestych Tamara Łempicka została ulubioną portrecistką Hollywoodu. Blichtr "fabryki snów" bardzo jej odpowiadał. Zimą 1938 Kuffnerowie zdecydowali się opuścić Stary Kontynent. Zaniepokojeni narastającą falą faszyzmu po cichu zlikwidowali majątek i zabezpieczyli rodzinne skarby w szwajcarskich bankach. Tamara, która już raz, w Rosji, straciła wszystko, wolała uprzedzić bieg historii. Roul też miał powody do obaw: "Czechosłowacki almanach żydowski" wymieniał jego rodzinę jako "znakomity ród żydowski".

Po przyjeździe do Stanów Tamara rozesłała do gazet swoje zdjęcie, na którym wygląda jak gwiazda kina. W luksusowej willi wynajętej od reżysera Kinga Vidora urządzała przyjęcia na kilkaset osób. Reklama była skuteczna: "baronowa z pędzlem" weszła do elity towarzyskiej Zachodniego Wybrzeża. Ale Ameryka krótko była dla artystki łaskawa. "I nie zapomnij zaprosić baronowej Tamary de Łempickiej Kuffner - damy z Beverly Hills układały listę gości. - Jest taka zabawna, a jej obrazy są takie śmieszne". Jej malarstwo uznano nagle za pasée i Łempicka nie mogła się z tym pogodzić. Próbowała malować "modnie", ale surrealistyczne pejzaże czy fakturalne obrazy malowane szpachlą były jedynie nieudolną próbą podchwycenia tego, co aktualne w sztuce.

"W roku 1938 - pisał czterdzieści lat później dziennikarz "New York Times" - Łempicka w towarzystwie węgierskiego barona, przypłynęła do Ameryki, gdzie przez dziesięć lat olśniewała elity i dziennikarzy z rubryk towarzyskich. Potem, jak supernowa, rozbłysła i zniknęła z pola widzenia. Lecz legenda o pięknej Polce została, podtrzymywana przez jej wymuskane obrazy powstałe w epoce, do której świetności się przyczyniła".

'Adam i Ewa', 1932 r., Tamara Łempicka'Adam i Ewa', 1932 r., Tamara Łempicka 

Epilog

"Ile dostanę za ten nadzwyczajny obraz na desce namalowany przez najsłynniejszą portrecistkę art déco, Tamarę de Łempicką?" - pytanie zelektryzowało publiczność, która 19 marca 1994 roku zgromadziła się w głównej sali domu aukcyjnego Christie's w Nowym Jorku. Podwójny akt, "Adam i Ewa", zmarłej w 1980 roku malarki sprzedano po burzliwej licytacji za prawie dwa miliony dolarów. Po kilkudziesięciu latach zapomnienia - albo nie pisano o niej wcale, albo traktowano jako malarkę "drugiej ligi", "baronową z pędzlem" - prace Tamary Łempickiej znów stały się przedmiotem pożądania.

'Nie liczą się początki - twierdziła artystka - o ile koniec jest dobry'

Aneks: ciąg dalszy nastąpił... rok 2020

5 lutego 2020 r. obraz Tamary Łempickiej "Portret Marjorie Ferry" wylicytowano w londyńskim domu aukcyjnym Christie's za 16,4 mln funtów (ponad 80 mln zł). To rekord, jeśli chodzi o dzieła polskich artystów i artystek. Poprzedni należał zresztą również do Łempickiej - parę miesięcy temu obraz "La tunique rose" został sprzedany na aukcji w Sotheby's w Nowym Jorku za 13,4 mln dolarów.

***

<<Reklama>> Książka o artystce dostępna jest w formie e-booka w Publio.pl

Gdzie są nasze PatronkiGdzie są nasze Patronki BNP

90 proc. patronów polskich szkół to mężczyźni. Bank BNP Paribas wychodzi naprzeciw tej dysproporcji i rozpoczyna akcję "Gdzie są nasze patronki". Ma ona zachęcić szkoły do obsadzenia w roli patronki jednej z wyjątkowych kobiet, które zapisały się na kartach historii Polski i świata. Do akcji można się zgłaszać za pośrednictwem strony Patronki.pl. Można tam znaleźć także gotowy scenariusz lekcji o kobietach: „Kobieca strona historii”.

„Wysokie Obcasy” objęły patronatem akcję „Gdzie są nasze patronki”.

***

Tekst ukazał się w magazynie "Wysokie Obcasy" 4 stycznia 2003 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.