Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co kobiety ze wsi myślą o pracy, religii, polityce, programie 500 plus, o macierzyństwie i prawach reprodukcyjnych? Co myślą o nas, bezdzietnych dziewczynach z Warszawy, które mają wolne zawody, własne mieszkania, kombinowane ubezpieczenia i po 30 lat? Nie wiemy. Gdy w październiku przez duże miasta Polski przetaczał się „czarny protest”, pojawiły się opinie, że prawo do aborcji to problem kobiet z dużych miast. Na jednej z manifestacji w Warszawie padło z megafonu wezwanie: „A teraz zróbcie hałas dla kobiet z prowincji, które nie mogą z nami teraz być!”. Tłum zawrzał oklaskami i okrzykami. Tylko czy one chciałyby się w tym tłumie znaleźć?

Świadomość, że nie wiemy, co o sytuacji w kraju sądzą kobiety mieszkające na wsi, była dla nas impulsem, żeby ruszyć w drogę. Pojechałyśmy daleko od centrum – do przygranicznych wiosek, gdzie PKS nie dociera nigdy lub z rzadka, gdzie nie ma szkoły, zasięgu, a czasami wodociągu. Odwiedziłyśmy miejsca oddalone od najbliższego miasteczka o kilka kilometrów, od kina lub szpitala – kilkadziesiąt, od Warszawy – ponad 250 km.

Wybrałyśmy wschód, bo mieści w sobie cały stereotyp myślenia o wsi jako krainie konserwatywnej, patriarchalnej, naiwnej. Zgodnie z nim, jeśli o kobietach ze wsi mówi się, że są przeciwne aborcji, to na wschodzie będą ją atakować z większą zażartością. Jeśli o wiejskich gospodyniach domowych mówi się, że to matki Polki i usługują mężom, to na wschodzie będą takie tym bardziej. Jeśli mówi się, że nie czytają „Wyborczej”, to na wschodzie będą ją z pewnością palić na stosach.

Zdajemy sobie sprawę, że kobiety mieszkające na wsi są rzadko słyszane, nie mają swojej reprezentacji w mediach, także w prasie kobiecej. Wybrałyśmy się pod wschodnią granicę, żeby oddać im głos. Rozmawiałyśmy z dwudziestoma. Mają od 17 do 92 lat. Nie wiedziałyśmy, co nam powiedzą, i nie dobierałyśmy ich pod kątem różnorodności poglądów. Potoczne wyobrażenie o typowej kobiecie ze wschodniej wsi okazało się dalekie od tego, co usłyszałyśmy.

MATERIAŁY PRASOWE

Życie wsi jest ściśle związane z miastem, do którego trzeba jakoś dojechać. Nie ma alternatywy dla samochodu. „Bez samochodu nie ma życia” – odpowiedziała zdziwiona właścicielka kombi, słysząc pytanie, czy dużo kobiet we wsi prowadzi. Ale miasto w definicji mieszkańców okolic, które odwiedziłyśmy, to niejednokrotnie miejscowość licząca ledwie niecałe półtora tysiąca mieszkańców. Rezyduje tam lekarz, jest sklep, w sklepie – promocje, obok sklepu apteka i przystanek autobusowy. Coś jest, ale wielu rzeczy wciąż brak. Na przykład pracy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Być kobietą na wsi: Krowie nie wytłumaczysz, że przy niej nie zrobisz, bo za chwilę rodzisz

„A kto by tu został, skoro nie ma gdzie robić” – wyjaśniła mama dziewczyny, która postanowiła wyjechać. Inne kobiety, starając się pomóc nam odnaleźć niezamężne 20-latki, wyjaśniły: „W mieście ich szukajcie, tylko takim prawdziwszym”. Wychodzi na to, że niewiele zachęca młode kobiety do życia na wsi – ponoć to one najczęściej wyjeżdżają. „Chyba że wcześnie zajdą w ciążę” – słyszymy. Wieś się wyludnia i starzeje.

Są jednak i takie kobiety, które zdecydowały, że zostają – to nasze rozmówczynie. Rzadko bez dzieci, częściej bez mężczyzny. Rzadko zamożne, częściej na zasiłku. Rzadko młode, częściej starsze.

Te młodsze mają parę źródeł dochodu: a to roboty sezonowe, a to opieka nad starszymi, a to sprzątanie. Większość nie ma już nic wspólnego z rolnictwem. Niewiele z nich hoduje zwierzęta. Prawie żadna nie życzy córce, żeby została na wsi. Jednak same nie chcą wyjeżdżać, „Może tu i biednie, ale w bloku wytrzymać trudniej” – argumentują. Te starsze chętnie opowiadają, jak było kiedyś. Że sianokosy i koła gospodyń wiejskich, i tańce w remizie.

Część naszych bohaterek pozostaje na swoje życzenie anonimowa. Podróż rozpoczęłyśmy od rejonu wzdłuż granicy z obwodem kaliningradzkim, od Warmii. Potem kierowałyśmy się na południe – przez Podlasie, granicę z Białorusią, aż na Lubelszczyznę, nad Bug. Cykl trzech reportaży zaczynamy relacją z Warmii. Wszystkim kobietom dziękujemy za spotkania i rozmowy, poczęstunki, troskę i prowiant na drogę.

Autorki tekstu szukają kobiet, które – bez względu na wiek, wykształcenie, pochodzenie, poglądy – czują się „drugoplanowe”: niesłyszane, niezauważane, nieznane, ale są gotowe do podzielenia się swoją historią. Piszcie na: drugoplanowe.kobiety@gmail.com

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.