Debaty aborcyjne w polskim Sejmie - a zbierając materiały do książki "Aborcja jest", prześledziłam je od 1989 roku - przez lata były bardzo przewidywalnym rytuałem. Prawica grzmiała o zabijaniu nienarodzonych, o (nieistniejącym) syndromie postaborcyjnym, o konstytucji gwarantującej prawo do życia (to, że po długich dyskusjach nie znalazł się w niej zapis "od poczęcia" jakoś tak zawsze im umyka), no i obowiązkowo dorzucała Jana Pawła II. Centrum broniło "trudnego, ale najlepszego z możliwych" kompromisu, który chroni Polskę przed dwoma "radykalizmami": tym z prawej strony, czyli całkowitym zakazem, i tym z lewej, czyli europejskimi standardami praw reprodukcyjnych. Lewica nieśmiało przypominała, że może jednak kobiety też mają jakieś prawa, ale głos jej posłanek się nie przebijał.

Pozostało 85% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.