Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Katedra w Rouen we mgle" Claude’a Moneta, jeden z 31 obrazów z serii przedstawiającej gotycką świątynię o różnych porach dnia, kwintesencja impresjonizmu, wisi w grubej, rzeźbionej ramie na białej ścianie. By go zobaczyć – w czasach przed pandemią – miłośnicy malarstwa pielgrzymowali tu z całych Niemiec i stali przed kasą w długich kolejkach.

Ściągało ich nie tylko dzieło Moneta. Są tu też obrazy Paula Gauguina „Barbarzyńskie opowieści", „Dziewczynka z wachlarzem", „Jeźdźcy na plaży". Jest Paul Cézanne, jest Henri Matisse, jest Wassily Kandinsky, nawet Salvador Dalí.No i oczywiście można tu podziwiać cztery wspaniałe obrazy Vincenta van Gogha, w tym „Ogród Szpitala Świętego Pawła".

A wszystko to w Muzeum Folkwang w Essen, niegdyś stolicy niemieckiego przemysłu ciężkiego.

Jak pachnie smar

Zagłębie Ruhry znam jak własną kieszeń. Regularnie bywam tu jako dziennikarz, pierwszą podróż odbyłem ponad 20 lat temu, gdy pracowałem w katowickiej redakcji „Gazety Wyborczej".

Fot. Rupert Oberhauser / Alamy Stock Photo / Alamy Stock Photo

Pojechałem przyjrzeć się, jak wielkie przemysłowe obiekty po zamknięciu kopalń i hut zyskują nowe życie. Niemcy – jak to Niemcy – do restrukturyzacji swojego przemysłu wzięli się metodycznie. U nas na Górnym Śląsku wyburzono większość starych kopalnianych hal i wież wyciągowych, resztki urządzeń przemysłowych rozgrabili złomiarze. W Niemczech stare, często stuletnie obiekty przebudowywano, by służyły dalej jako centra kulturalne.

Najbardziej spektakularny przykład to kopalnia Zollverein w Essen. Jej monumentalna wieża szybowa nr 12 jest symbolem miasta. Ma 90 lat., to kapitalny przykład architektury przemysłowej z lat 30. XX wieku. W czasach świetności wydobywano tu 3 mln ton węgla rocznie, który przerabiano w sąsiedniej koksowni.

Kompleks przemysłowy Zollverein był miastem w mieście, pracowało w nim prawie 10 tys. ludzi. Pod koniec lat 80. wydobycie zakończono, koksownie zamknięto.

Wieżę szybową i stojące wokół niej przemysłowe budynki zamieniono w wielkie muzeum przemysłu.

Nie trzeba być miłośnikiem techniki, by się zachwycić jego wnętrzem. Pachnie tu smarem, część maszyn działa tak jak w czasach, gdy wydobywano węgiel, w gablotach dziesiątki eksponatów tłumaczących przemysłową historię regionu.

A obok, w wielkiej hali kotłów parowych, które kiedyś napędzały windy wyciągające spod ziemi wagoniki z węglem, działa muzeum designu Red Dot. Jego przestrzeń zaprojektował sam sir Norman Foster, jeden z najwybitniejszych współczesnych architektów. Z kolei w budynkach dawnej koksowni znajdują się odkryty basen i diabelski młyn, z którego gondoli można oglądać cały przemysłowy kompleks. Każdego roku Zollverein, wpisany na listę UNESCO, zwiedza 1,5 mln osób.

W statku kosmicznym

Wyjeżdżamy z Essen i od razu lądujemy w liczącym 200 tys. mieszkańców Oberhausen. A tam w dawnym stalowym zbiorniku na gaz koksowniczy działa największa sala wystawowa Europy.

Zbiornik ma 117 m wysokości i 68 m średnicy. Adaptacja przemysłowego obiektu na cele kulturalne pod koniec lat 90. kosztowała fortunę – 16 mln marek.

Efekt, jaki daje przeogromne wnętrze dawnego zbiornika, jest niesamowity. Czułem się, jakbym zwiedzał statek kosmiczny.

W przyszłym miesiącu w Gasometrze ruszy nowa wystawa poświęcona klimatowi. Jej głównym elementem będzie gigantyczna rzeźba kuli ziemskiej zawieszona u sufitu wysokiego na ponad 100 m zbiornika. Widzowie zobaczą świat tak, jak widzą go tylko astronauci.

Z Oberhausen wjeżdżamy do Mülheim nad rzeką Ruhrą. W tym mieście, liczącym 170 tys. mieszkańców, warto zwiedzić muzeum wody założone na szczycie 130-letniej wieży ciśnień. Kiedyś zaopatrywała w wodę pobliską walcownię stali. Wieża ma unikatową architekturę, zbudowano ją z cegły, kształtem przypomina dawne wieże obronne w zamkowych fortyfikacjach.

Kiedyś na jej górę chodziło się po schodach, dziś wjeżdża się windą. Zwiedzających czeka opowieść o roli wody w przyrodzie. Można poeksperymentować, pompować, przelewać, trochę się pomoczyć. A z przeszklonego tarasu widokowego roztacza się piękna panorama Zagłębia Ruhry.

Park na hałdzie

Poprzemysłowych obiektów, które zamieniono na muzea czy hale wystawowe, jest w okolicy mnóstwo. W Dortmundzie można zwiedzić starą koksownię, w Hattingen obejrzeć każdy zakątek najstarszej w Zagłębiu Ruhry huty, w Herten na turystów czeka kolejna kopalnia.

Kapitalnym miejscem jest park krajobrazowy w Duisburgu. Kiedyś w tym miejscu dzień i noc płonął ogień w pięciu wielkich piecach huty Thyssena. Po zamknięciu huty jej dawną przemysłową architekturę zostawiono nietkniętą, a na teren zakładu wpuszczono przyrodę.

Osiągnięty efekt „The Guardian" ocenił jako jeden z najpiękniejszych parków miejskich na świecie. Okazało się też, że wokół dawnej huty powstał specyficzny suchy mikroklimat. Pohutnicze odpady mineralne zmieniły glebę, która szybko wysycha. W parku w Duisburgu zadomowiły się więc ciepłolubne rośliny i zwierzęta.

Można godzinami spacerować po zadrzewionych alejkach wzdłuż dawnych hal albo wspinać się na szczyt wielkiego pieca numer 5.

W podobny sposób wykorzystano hałdy, na które w czasach przemysłowej świetności Zagłębia Ruhry zwożono górnicze i hutnicze odpady. Gdy era ciężkiego przemysłu się skończyła, hałdy zamieniły się w pokryte trawą i drzewami wzgórza. Wystarczyło wytyczyć na nich szlaki i ścieżki rowerowe, by oddać je w użytek mieszkańcom. Na kilku hałdach powstały niesamowite obiekty, takie jak np. Tetraeder, czyli ażurowa piramida o wysokości 60 m, która stanęła na jednej z hałd w Bottrop. Po schodach można wejść prawie na jej szczyt.

Po co Niemcy stawiają konstrukcje na hałdach? By tworzyć tzw. landmarki, urozmaicać krajobraz.

To, że wydali mnóstwo pieniędzy, by dać dawnym przemysłowym budynkom drugie życie, przełożyło się nie tylko na tysiące turystów.

Zagłębie Ruhry stało się też europejskim centrum przemysłu kreatywnego. W dawnych przemysłowych miastach osiedlają się projektanci mody, designerzy, twórcy gier komputerowych.

W porównaniu z Monachium, Hamburgiem czy nawet pobliskim Düsseldorfem życie jest tu tańsze. Atrakcją są też przemysłowe wnętrza i krajobrazy, które otwierają głowę i wyobraźnię.

Warto tu zajrzeć chociażby na kilkanaście godzin. Kominy i kopalniane wieże dziś już nie odstraszają. Przeciwnie.

Zagłębie RuhryZagłębie Ruhry Fot. imago stock&people / imago/Jochen Tack/EAST NEWS

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.