Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

*Jolanta Kwaśniewska - pierwsza dama Polski w latach 1995-2005. Prawniczka. Członkini organizacji międzynarodowych oraz honorowa patronka inicjatyw o zasięgu europejskim i światowym

Fundacja Porozumienie bez Barier w pomoc Ukrainie angażuje się od początku, a bardzo ważnym obszarem tej działalność jest program relokacji. Dlaczego fundacja skupiła się właśnie na relokacji?

- Kiedy obserwowaliśmy ogromne liczby kobiet i dzieci, które przekraczały w zawrotnym tempie granicę, nie mieliśmy wątpliwości, że nie ma państwa, które podołałoby zapewnieniu godnych warunków do przeżycia im wszystkim. To były matki z dziećmi, osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami. Przedyskutowaliśmy temat w fundacji, zbadaliśmy możliwości, uznając, że jeśli odpowiednio stworzymy program relokacji i zadbamy o każdy jego aspekt, uda nam się skutecznie pomóc. 

Co było najważniejsze?

- Rozmowa. W fundacji zatrudniliśmy blisko 30 kobiet z Ukrainy, które w pierwszych dniach wojny dotarły do Warszawy. Dzięki temu, że zaangażowaliśmy je w "Projekt relokacja", mogły pomóc swoim rodaczkom, które wyjechały z kraju często z jedną walizką, w nieznane, z malutkimi dziećmi, wytłumaczyć, że my jako fundacja bierzemy je pod opiekę i bierzemy za nie odpowiedzialność w relokacji do innego kraju. Kluczowe było to, żeby poczuły się bezpieczne.

Nasze zespoły pomocowe były obecne we wszystkich miejscach tymczasowego pobytu dla uchodźców wojennych w Warszawie: na Torwarze, w halach Expo Ptak w Nadarzynie, halach przy ulicy Modlińskiej, ale także na Dworcu Centralnym, Wschodnim i Zachodnim. Torwar to było miejsce kameralne, niemal butikowe, z niewielką liczbą miejsc. Ale w ośrodku Expo Ptak w Nadarzynie było sześć tysięcy miejsc - ciemno, bez dostępu światła słonecznego, łóżko polowe przy łóżku. To było przerażające. W takich warunkach da się przetrwać tydzień, dwa czy trzy, ale dłużej trudno wytrzymać. Obecne tam były kobiety, dzieci, osoby starsze, niepełnosprawne, a nawet psy, koty i chomiki.

Dzięki projektowi relokacji fundacja Porozumienie bez Barier pomogła dziesiątkom tysięcy uchodźczyń.Dzięki projektowi relokacji fundacja Porozumienie bez Barier pomogła dziesiątkom tysięcy uchodźczyń. Fundacja Porozumienie Bez Barier

I choć prezes Kaczyński mówił, że Polska wszystkich pomieści, powiedziałam, żeby szukać miejsc w krajach, które zagwarantują im więcej komfortu i przestrzeni do życia.

Uważaliśmy, że umieszczenie tych kobiet w lepszych warunkach jest priorytetem, kiedy więc znaleźliśmy amerykańskiego partnera w Global Empowerment Mission, natychmiast zaczęliśmy działać.

Jak wyglądały rozmowy z tymi kobietami?

- Wiele z nich bało się z wyjeżdżać - nie znały języka, zostawiły w Ukrainie często wszystko i wszystkich, których kochały. Były tu same i przerażone. Nie dziwię się im, że nie chciały jechać dalej w nieznane, pamiętam historię opowiedzianą przez pana Zbyszka z Torwaru o tym, że grupa kobiet miała nieciekawe doświadczenia: kilkadziesiąt z nich wsiadło do autokaru, który jechał do Hiszpanii. Towarzyszyło im trzech nieznanych mężczyzn - kierowców. Bały się, myślały, że mogły zostać porwane, ostatecznie ten autokar po godzinie jazdy zawrócił. 

W momencie, kiedy pojawiliśmy się my, mówiąc: bierzemy za was pełną odpowiedzialność, opiekujemy się wami, organizujemy wszystko od A do Z, a na miejscu docelowym czeka na was nasza zaprzyjaźniona organizacja – nabrały zaufania. Wiedziały, kto się nimi zajmie, dokąd jadą, czego oczekiwać i kto czeka na nich na miejscu. Ponadto nasz zespół pomocowy stanowiły ukraińskie uchodźczynie, które tym kobietom mogły wszystko wytłumaczyć, odpowiedzieć na pytania i wątpliwości. Wiele kobiet zdawało sobie sprawę z tego, że wyjazd jest dobrym rozwiązaniem, ale mówiło nam na przykład: mąż mi nie pozwala jechać dalej. Dlatego rozmowa była kluczowa, bo trzeba było je często przekonać, doradzić, by porozmawiały z mężem czy partnerem i powiedziały mu to, co wiedziały od nas - że wyjazd do Finlandii, Belgii, Niemiec, Norwegii czy Austrii jest najlepszym rozwiązaniem, szansą na lepsze warunki do życia. Łącznie do dziś relokowaliśmy wraz z Global Empowerment Mission prawie 40 tys. osób do krajów UE i całego świata.

Mówiliśmy: dziewczyny, korzystajcie z tych okazji. Wiedzieliśmy, że to projekt, który ma szansę na sukces pod warunkiem, że one nam zaufają. Zaufały.

Część osób zniknęła z oficjalnych rejestrów, nie wiadomo, co się z nimi dzieje, gdzie się udały, czy wróciły do Ukrainy, czy pojechały dalej. W kontekście ostrzeżeń i informacji m.in. fundacji La Strada, która mówiła o zagrożeniu handlem ludźmi, jest to niepokojące.

- Wszystkie te osoby, które my wysłaliśmy za granicę, są przez nas odnotowane i zostały również sprawdzone przez polskie służby. Wiemy, czy dana osoba była z dziećmi, czy sama, wiemy, gdzie jest i kto się nią zajmuje w miejscu docelowym.

Podmiotowość i odpowiedzialność są tu kluczowe. Jako społeczeństwo - zwykli ludzie, aktywiści, organizacje pozarządowe - zdaliśmy egzamin, przyjmując naszych sąsiadów do naszych domów i robiąc wszystko to, co było do zrobienia. Czy rząd stanął na wysokości zadania?

- Polacy jako społeczeństwo zdali egzamin z człowieczeństwa celująco! Gdyby nie ten gigantyczny zryw zwykłych ludzi i wielu organizacji pozarządowych, byłoby marnie. Ze strony rządu zabrakło dobrego zarządzania i koordynacji. Muszę też powiedzieć, że pomogliśmy wielu osobom w dużej mierze dzięki temu, ze wojewoda mazowiecki zaufał naszej fundacji. Dostaliśmy zgodę na wejście i pracę we wszystkich miejscach tymczasowego pobytu dla uchodźców wojennych. W pewnym momencie zostaliśmy jedyną organizacją pozarządową, która miała tę zgodę i mogła działać. Mieliśmy szansę bezpośredniej komunikacji i uczciwego przedstawiania sytuacji Ukrainkom.

Ale relokacja to niejedyna forma pomocy, którą niesie fundacja.

- Oczywiście. Dzięki naszemu amerykańskiemu partnerowi – GEM - przekazaliśmy także bardzo namacalną pomoc humanitarną. Przyjęliśmy 118 transportów i pomoc z USA o wartości około 50 mln dolarów. W tych darach było wszystko – środki medyczne, żywność, woda, baterie, pościel, odzież, podpaski, pieluchy, batony energetyczne, środki higieny osobistej i środki dezynfekcyjne. Ponadto dzięki spotkaniom z wiceminister zdrowia Ukrainy, panią Iryną Mykychak dowiedzieliśmy się, że artykułem pierwszej potrzeby są tzw. VAC-i, czyli urządzenia do leczenia ran pod ciśnieniem. Kupiliśmy pięć sztuk z zapasem jednorazowych wymiennych akcesoriów i całość przekazaliśmy do Ukrainy, a kolejne zakupimy i przekażemy w najbliższych tygodniach dzięki pieniądzom zebranym na obiedzie charytatywnym w Aflofarmie w Pabianicach. Także dzięki wspaniałym partnerom z Wielkiej Brytanii już wkrótce przekażemy pięć karetek pogotowia. Dwie z nich pojadą do Ukrainy wraz z personelem medycznym – wolontariuszami z Wielkiej Brytanii.

Do Ukrainy regularnie jeżdżą konwoje z pomocą.Do Ukrainy regularnie jeżdżą konwoje z pomocą. Fundacja Porozumienie bez Barier

Mówiła pani o entuzjazmie, tym solidarnościowym zrywie, który się wydarzył. Ale minęło kilka miesięcy, ludzie są zmęczeni, bo pomaganie jest trudne. Potrafi wyczerpać w wielu aspektach. Zaczęły się pojawiać negatywne głosy, nawet wrogie w stosunku do Ukraińców - na przykład o tym, że zabierają miejsca w przychodni czy "przez nich" szkoły są przepełnione. 

- Przyznaję, że również słyszę wiele takich słów.

Tych, którzy mówią: oni mają lepiej, oni szybciej dostają się do lekarza, chcę zapytać: czy chcielibyście być na ich miejscu?

Głęboko wierzę w to, że dobro będzie zwyciężać, że ludzi dobrej woli jest więcej i że nie pozostawimy osób, które uciekają przed wojną, samych sobie.

Granicę Polski przekroczyło ponad sześć mln osób. Część została, część pojechała dalej. Co rodzina to historia. Muszę przyznać, że dla mnie część tych historii, które poznałam, była obciążająca, wiele zapadło mi głęboko w serce. Szukaliśmy na przykład miejsca dla dziecka, które przekraczało granicę z umierającą mamą. Ta kobieta umierała na raka. Przyjechały do Polski, mama umarła, dziewczynce znaleźliśmy ciepły dom.

Do swojego domu przyjęłam także rodzinę i trudno nam było dźwignąć to, kiedy dowiedzieliśmy się, że mąż córki uchodźczyni, która przebywa pod moją opieką, zginął czwartego dnia wojny. Był saperem. 

Jedna z pracujących w naszej fundacji dziewczyn, Irina, chciała wracać do Ukrainy. Powiedziała, że idzie do wojska. Udało mi się zdobyć cały ekwipunek dla niej. Mówiła, że dla niej najważniejsza jest walka o Ukrainę dla niej i jej dzieci. W naszej maleńkiej fundacji jak w zwierciadle odbijały się wszystkie problemy, które działy się w całej Polsce.

Wiele kobiet chce wracać?

- Większość z nich mówi, że jak tylko będzie szansa, jak będzie w Ukrainie spokój, chcą wracać. I dlatego nie chcą być relokowane. Mają nadzieję, że wrócą do Ukrainy i zastaną swoje domy. A w nich rodziców i dziadków. Niestety, wiele jest takich kobiet, które będą wracały do miejsc, w których nie został kamień na kamieniu.

Słyszeliśmy historie o pomordowanych bliskich, zgwałconych kobietach i dzieciach, zbiorowych mogiłach. A mimo to one mówią, że wrócą. To są siłaczki. 

Będziemy pomagać w tych powrotach, podobnie jak pomagamy w wyjazdach w inne miejsca. Na same bilety lotnicze dzięki amerykańskim funduszom przeznaczono 3 mln dolarów. Wyjechało prawie 40 tys. osób do 44 krajów świata.

Był taki moment, w którym zaapelowała pani do firm kosmetycznych o kosmetyki do makijażu. Pojawiło się zdziwienie: trwa wojna, potrzebne są koce i jedzenie, a Kwaśniewska prosi o kosmetyki?

- Na Torwarze – w miejscu tymczasowego pobytu dla uchodźców w zasadzie było wszystko, co w danej chwili było potrzebne do przeżycia, ale nasz zespół pomocowy pytał uchodźczynie, czy czegoś potrzebują. Odpowiadały nieśmiało, że marzą o jakichkolwiek kosmetykach: tuszu, pomadce, lakierze do paznokci - żeby móc się pomalować. Dla nich to był synonim luksusu. Zorganizowaliśmy te kosmetyki. Może to dziwnie brzmiało, że Kwaśniewska apeluje do firm o kosmetyki, ale przygotowane przez nasze wolontariuszki małe kosmetyczki tak cieszyły te dziewczyny, że było warto.

Mówiła pani o Irinie, która dołączyła do wojska. Siła Ukrainek jest niezwykła, to na nich spoczywa opieka nad dziećmi, zapewnienie im bytu, normalności, podczas gdy mężczyźni walczą. Wszystko to w stresie, przerażeniu, często traumie.

- Niedawno byliśmy w Medyce na przejściu granicznym. Działała tam niezwykła fundacja z Katowic, która od początku wojny gotowała i podawała nowo przybyłym do Polski uchodźcom ciepłe posiłki. Często zapominamy, że codziennie do Polski przyjeżdżają autokary z uciekającymi przed wojną kobietami i dziećmi. Stał tam wielki, 300-litrowy gar zupy. Warunki były trudne - otwarty ogień, gryzący dym i ciężka fizyczna praca przy gotowaniu. Pomyślałam, że ugotuję według swojego przepisu krupnik na indyczych szyjach. Wraz z zespołem mojej fundacji przez ponad trzy godziny przygotowywałam zupę, nieraz mieszając ogromnym wiosłem. 

- Kluczowa była rozmowa - mówi prezydentowa Jolanta Kwaśniewska o programie relokacji.- Kluczowa była rozmowa - mówi prezydentowa Jolanta Kwaśniewska o programie relokacji. Fundacja Porozumienie bez Barier

Pamiętam, jak pojawił się autobus, a wraz z nim obraz, którego nie zapomnę do końca życia. Wyszła z niego kobieta z dużym dzieckiem na rękach. Jechała z Dniepropietrowska, czyli spędziła w autokarze kilkadziesiąt godzin. Jak się okazało, jej synek miał czterokończynowe porażenie mózgowe. Miał sześć lat. Nie słyszał, nie mówił, miał w buzi smoczek. I ta mama z uśmiechem powiedziała do mnie: "To jest mój skarb". Mówię, że musi jej być ciężko - przecież to sześcioletnie, duże dziecko na rękach, które ledwo mieści się w ramionach. A ona, uśmiechnięta, promienna, mówi: "To jest najbardziej słodki ciężar". Zapytałam, dokąd jedzie. "Do Buska". "A zna tam pani kogoś?" - pytałam dalej. "Nie - odpowiedziała ta kobieta - ale słyszałam, że tam pomagają dzieciom". Zryczałam się. To są siłaczki. Matka jedzie, nie wiedząc gdzie, w ciemno, bo tam może ktoś pomoże jej dziecku. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.