Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Paula Szewczyk: Parę lat temu szłam do pracy, a mijający mnie na ulicy chłopak z całej siły złapał mnie za pośladek. Nikt tego nie widział, on jak gdyby nigdy nic poszedł dalej, a ja zostałam z upokorzeniem na cały dzień. Co mogłam zrobić?

Urszula Nowakowska: Nie w każdej sytuacji molestowanie seksualne w przestrzeni publicznej udaje się zgłosić. Brakuje w Polsce instrumentów prawnych, szczególnie gdy nie ma świadków, a sprawca zdążył już oddalić się z miejsca zdarzenia. I nie zawsze mamy też głowę do reakcji, bo albo nie czujemy się bezpiecznie, by wezwać pomoc, albo jesteśmy na tyle zszokowane, że pomysł na reakcję przychodzi za późno. Można, jeśli wokół są inni ludzie, zwrócić uwagę na zachowanie sprawcy, krzyknąć, że dotknął nas bez naszej zgody.

Może znalazłby się w tłumie ktoś, kto by go zatrzymał.

Sama pamiętam kilka takich sytuacji, gdy w młodości jechałam autobusem i mężczyzna stojący obok się o mnie ocierał. Nie reagowałam, nie byłam w stanie, po prostu zamierałam w bezruchu. Jedyne, co przychodziło mi do głowy, to wysiąść na najbliższym przystanku i wsiąść w kolejny autobus. Zostawałam z uczuciem wstydu i upokorzenia, o którym pani mówi, i nie opowiadałam później nikomu bliskiemu, co się stało.

Też nie bardzo chciałam się tym dzielić, myślałam, że może jakoś przyciągam takie sytuacje. Aż z rozmów z siostrami i koleżankami wyszło, że mają podobne doświadczenia, ale nie chciały o nich mówić, bo czuły się winne.

To poczucie winy jest charakterystyczne dla ofiar molestowania seksualnego, szczególnie gdy podzielą się z kimś bliskim tym, co się stało, a w reakcji usłyszą, że może jakoś tę sytuację same na siebie ściągnęły, może ją czymś sprowokowały. Też myślałam po kilku takich sytuacjach w autobusach, że może to moja wina, może staję w złym miejscu, może powinnam unikać spojrzeń, może nieodpowiednio się ubieram. Podobnie jak w przypadku wykorzystania, tak i przy doświadczeniu molestowania kobietom ciągle towarzyszy przekonanie, że pewnie zrobiły coś nie tak.

Z przeprowadzonego właśnie przez IPSOS badania dla L’Oréal Polska wynika, że molestowanie w przestrzeni publicznej dotyczy 84 proc. kobiet. Wynik raportu panią zaskakuje?

Zaskakuje mnie raczej to, że tak wiele kobiet do tego, iż doświadczyły molestowania w przestrzeni publicznej, się przyznaje. W przypadku badań Agencji Praw Podstawowych sprzed kilku lat dotyczących przemocy wobec kobiet wskaźniki w Polsce były niższe niż w krajach Zachodu. Podejrzewam, że do większej wiedzy na temat fizycznych i słownych form przekraczania granic kobiet przyczyniło się #MeToo, które dało nam przestrzeń do opowiedzenia o tym, o czym przez lata milczałyśmy.

Z raportu L’Oréal wynika jednak, że 45 proc. z nas uznaje, iż doświadczające molestowania mogą źle interpretować „niewinne uwagi". Pamiętam, jak sama słyszałam: "Co się dziwisz, że cię zaczepiają, jak wkładasz krótką spódnicę".

To częste reakcje, nawet i dziś: "Sama się prosisz", "Pokazujesz nogi, to masz". Nam obu może się wydawać oczywiste, że przecież ubiór nie jest niczemu winien i mamy prawo wkładać na siebie, co tylko chcemy. Ale nie każdy myśli w ten sposób. Dlatego zaangażowałyśmy się w kampanię L’Oréal "STAND UP – sprzeciw się molestowaniu w miejscach publicznych", mamy w CPK świadomość, że potrzebne są kompleksowe działania, w tym szkolenia i badania.

Jeśli 84 proc. z nas doświadczyło niechcianego zachowania na ulicach, widać, że skala problemu jest olbrzymia i trzeba z nim dla bezpieczeństwa rzeszy kobiet coś wreszcie zrobić.

Tym bardziej że molestowanie seksualne nie pozostaje bez śladu w psychice, zmusza doświadczające go osoby, głównie kobiety, do zmiany nawyków. Ja po prostu zaczęłam ukrywać ciało.

Też pamiętam, że w liceum chodziłam już tylko w spodniach. Trudno mi sobie dziś przypomnieć, czy miało to związek z uwagami na temat wyglądu, które słyszałam wcześniej. W podstawówce lubiłam spódniczki mini, były wówczas szalenie popularne, ale nagle przestałam je nosić. Czasem nawet sobie nie uświadamiamy, jak nasze z pozoru niewinne wybory podszyte są próbami ochrony godności i zwiększenia poczucia komfortu.

Są badania pokazujące, że wykorzystane kobiety rzadko miały na sobie "wyzywający" strój, wręcz przeciwnie. Patrząc na ich ubrania, trudno było dostrzec w nich coś, co mogłoby "skusić" sprawcę. Dlatego nieustannie trzeba powtarzać, że to nie zachowanie ofiar, ale sprawców prowadzi do przestępstwa. Ewentualna krótka sukienka nie może też stanowić łagodzącej jego winę okoliczności.

Z molestowaniem jest jak z gwałtem: odpowiedzialność za to, czy do niego dojdzie, w świadomości wielu spoczywa po stronie kobiet.

Jeszcze parę lat temu na stronie Komendy Głównej Policji pojawiły się wskazówki mające kobietom "pomóc" poczuć się bezpieczniej w przestrzeni publicznej. Zalecenia brzmiały mniej więcej: nie prowokuj, nie ubieraj się wyzywająco, nie przechodź wieczorem przez park. Żadnej informacji skierowanej do mężczyzn – nie molestuj.

A przecież przeciwdziałanie molestowaniu powinno opierać się w dużej mierze na komunikatach kierowanych do mężczyzn.

Skutki molestowania, o których pani wspomniała, dotyczą nie tylko psychiki, mogą też przekładać się na decyzje ekonomiczne kobiet. Gdy sama wracałam wieczorami do domu i spotykałam się z zaczepkami w autobusach, starałam się wracać wcześniej, brać taksówkę. To nie takie błahe. Nie można mówić: "Daj spokój, to nic takiego", "Powinno to po tobie spłynąć". Może gdy doświadczymy molestowania raz, damy radę je udźwignąć, ale jeśli dotknie nas wielokrotnie, trauma zostaje. Kiedyś w szkoleniu w CPK brała udział dziewczyna, która na wspomnienie tego typu sytuacji zaczęła płakać, zupełnie się rozkleiła, choć wydawało się jej, że to "nic takiego".

W ubiegłym roku, gdy w Wielkiej Brytanii doszło do zabójstwa Sarah Everard, policjanci również zalecali kobietom, by pozostały w domach. Oburzone dzieliły się w sieci sposobami na zmniejszenie ryzyka molestowania czy napaści na ulicy, m.in: ściśnięte w pięści klucze, płaskie buty, by w razie ucieczki móc szybciej biec. Wielu Brytyjczyków pisało, iż są w szoku, że ich koleżanki, siostry, partnerki tak mocno przeżywają wieczorne powroty do domu, nie mieli pojęcia o ich „metodach".

To pokazuje, że mężczyźni nawet nie są świadomi tego, co przeżywamy ani że ich zachowanie może powodować w nas stres i poczucie zagrożenia.

To, co oni widzą jako "niewinny żart", w kobietach może wywoływać uczucie upokorzenia, a nawet niebezpieczeństwa.

Reakcja Brytyjczyków pokazuje, że są na takie przekazy otwarci, reagują w pozytywny sposób, a przede wszystkim zdobywają wiedzę na temat tego zjawiska.

Przypomniało mi się właśnie, jak wiele lat temu CPK przygotowało ulotkę skierowaną do mężczyzn na temat przemocy wobec kobiet i jej przeciwdziałaniu, dystrybuowaną przez 16 dni w warszawskich tramwajach. Zadzwonił do nas mężczyzna, wtedy jeszcze wiele telefonów odbierałam osobiście, byłam przygotowana na żart albo wykpienie, co nam się nieraz zdarzało. On jednak dzwonił z podziękowaniem. Mówił, jak wiele ta broszurka go nauczyła, że nie miał pojęcia o rzeczach, o których informowała, i teraz lepiej będzie rozumiał problem przemocy wobec kobiet.

Moje doświadczenie z Centrum pokazało mi też przy okazji współpracy ze wspierającymi je mężczyznami, że wolą pracować z kobietami, bo "praca z mężczyznami jest za trudna". To pokazuje, że nadal szukają podświadomie raczej odpowiedzialności po stronie kobiet, niż są gotowi zwrócić drugiemu mężczyźnie uwagę na jego zachowanie.

Z badania L’Oréal wynika też, że mamy problem z reagowaniem na molestowanie, którego jesteśmy świadkami. Nie wiemy, co robić, bo trudno nam określić, czy to, co widzimy, naszej reakcji wymaga.

Niewiedza rzeczywiście hamuje nas przed reakcją. Nieraz spotkałam się z odpowiedzią, że brak reakcji wynika z niepewności, jak się zachować, że nie mamy pewności, czy dana osoba życzyłaby sobie naszego zaangażowania albo że może osoby znajdujące się w na pierwszy rzut oka niebezpiecznej sytuacji wcale nie czują się zagrożone, tylko się przekomarzają, może to jakaś gra między nimi, może podryw. Statystyki pokazują, że w efekcie tylko 25 proc. z nas podejmuje działanie na widok sytuacji zagrażającej bezpieczeństwu osoby trzeciej na ulicy. A szkoda, bo z kolei aż 75 proc. reakcji powoduje, że sprawca molestowania w przestrzeni publicznej zaprzestaje swojego zachowania.

Kiedy byłam nastolatką, próby całowania dziewczyn bez uprzedzenia, łapanie za bluzkę, by sprawdzić, czy mają stanik, nazywano "końskimi zalotami". Nieraz słyszałam od starszych: "Chłopcy tacy są".

Do dziś zdarza się, że niektórzy myślą w ten sposób, ale czemu się dziwić, skoro chłopcom, kiedy są mali, rzadko mówimy wprost, że to, co robią, to coś złego, machamy ręką, bo to przecież tylko dzieci. Skutek jest taki, że chłopiec, wkraczając w dorosłość, nie będzie wiedział, że gwizdanie za kobietami na ulicy nie jest "końskimi zalotami", bo skąd?

Przecież dotąd jego zachowania były akceptowalne, nie usłyszał, że jego „żart" nie jest śmieszny, a flirt nie polega na zaglądaniu w dekolt.

Niektórzy mówią: "Chciałem tylko dać sygnał, że mi się podoba, co w tym złego?". To był zresztą jeden z wiodących argumentów w czasie dyskusji o #MeToo: "O matko, teraz to już nawet nie będzie można flirtować".

Z kolei przekaz "nic się nie stało", bagatelizowanie czy umniejszanie cierpienia kobiet sprawia, że myślą, iż to z nimi coś jest "nie tak", "nie znają się na żartach". Rozmawiałam niedawno z kobietą z dużej korporacji, która doświadczała molestowania w pracy. Już na wejściu przepraszała, że przychodzi z taką „pierdołą", ale czuje, że popada w depresję, boi się chodzić do biura, bo codziennie szef "rozbiera ją wzrokiem". Możemy sobie wyobrazić, jak się czuje i jak wpływa to na jej komfort. Jeśli ktoś notorycznie tak na nas patrzy, skupia wzrok na naszym biuście – wywołuje realne cierpienie. To niemożliwe, by takie zachowania pozostały bez śladu.

Z przestrzenią publiczną, w przeciwieństwie do miejsca pracy, problem jest trudniejszy, bo nie istnieją żadne procedury, które mogłyby nas chronić. Mnie nawet do głowy nie przyszło, by zgłosić ściśnięcie za pośladek służbom.

To częsta obawa ofiar molestowania i przemocy seksualnej: boją się wyśmiania. Jednak można podciągnąć niechciane zachowanie pod naruszenie nietykalności cielesnej, zniewagę. Są to przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego, a to koszty, stres, potrzeba napisania aktu oskarżenia. Być może w przeciwdziałaniu molestowaniu na ulicach pomogłoby, gdyby w tego typu sprawy włączała się prokuratura, ścigała określone przypadki z urzędu. Gdyby reagowanie było elementem polityki państwa i działań władz i instytucji stojących na straży prawa, wzmocniłoby kobiety, dało im poczucie, że nie są z tym, co je spotkało, same. Może wówczas częściej decydowałybyśmy się zgłaszać przypadki molestowania na policję, by chronić swoje prawa i swoją godność.

Nie dziwi mnie, że bez takiego wsparcia kobiety nie zgłaszają naruszeń, a jeszcze nieraz rodzina czy partnerzy mówią: "Daj spokój", "A po ci to", "Zapomnij".

Z jednej strony rozmaite statystyki mówią, że molestowanie seksualne kobiet w przestrzeni publicznej jest powszechne, z drugiej – nie pamiętam żadnej kampanii rządowej, która miałaby mu przeciwdziałać.

Ani ja. Obawiam się, że takiej kampanii ze strony państwa nigdy po prostu nie było. Zresztą i definicję molestowania w kodeksie pracy oraz w ustawie z 2010 roku o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania zawdzięczamy nie działaniu któregoś z obozów rządzących, ale właśnie UE stawiającej taki wymóg przed państwami członkowskimi.

Kiedy te przepisy były uchwalane, też wiele było dyskusji o tym, co taki zapis zmieni i "zepsuje" w środowisku pracy, debata wywoływała wiele emocji.

A jednak dziś nikt nie wyobraża sobie, by mogło go zabraknąć. Tak samo pewnie byłoby z prawnym zdefiniowaniem i uregulowaniem kwestii molestowania w przestrzeni publicznej.

Myśli pani, że skuteczne mogłyby się okazać mandaty dla sprawców molestowania? Takie rozwiązanie działa już m.in. w Wielkiej Brytanii czy Francji.

Jestem za takim rozwiązaniem. Molestowanie seksualne spokojnie mogłoby wejść do kodeksu karnego lub kodeksu wykroczeń. Za dopuszczenie się go groziłaby kara w postaci grzywny czy ograniczenia wolności. Byłby to pierwszy krok w pociąganiu sprawców do odpowiedzialności. Warto byłoby też w artykule dotyczącym mowy nienawiści wprowadzić dodatkową przesłankę związaną z płcią, bo u źródeł molestowania seksualnego leżą stereotypy ról społecznych kobiet i mężczyzn. Temu również należy przeciwdziałać. Sama kiedyś bałam się przechodzić przez przejścia dla pieszych, przed którymi nie było świateł, bo żaden kierowca, widząc mnie, nie zmniejszał prędkości ani się nie zatrzymywał. Dziś, gdy podejdę do pasów, samochody już stoją. Ten przykład pokazuje, że zmiana zachowania jest zwyczajnie możliwa.

URSZULA NOWAKOWSKA – prezeska i założycielka Centrum Praw Kobiet, współzałożycielka Europejskiej Organizacji Kobiet przeciwko Przemocy (WAVE), prawniczka, działaczka społeczna

Potrzebne są szkolenia i edukacja - mówi Adam Nitecki, Dyrektor Generalny CPD, L’Oréal Polska i Kraje Bałtyckie.

Zapytaliśmy w ośmiu różnych krajach, jaki problem spośród wymienionych w badaniu (np. stereotypizacja płci, nierówność płac, przemoc domowa, work-life balance i inne) jest w ich odczuciu najbardziej dotkliwy i ważny dla nich samych. Niestety na pierwszym, niechlubnym miejscu uplasowało się molestowanie seksualne w miejscach publicznych. Zbadaliśmy ten temat również w Polsce wraz z Instytutem IPSOS i aż 84% kobiet w naszym kraju doświadczyło przynajmniej raz molestowania seksualnego w miejscach publicznych. Żeby dobrze uzmysłowić sobie skalę tego problemu, trzeba zrozumieć, czym jest molestowanie w przestrzeni publicznej. To nie tylko kontakt fizyczny, to całe spektrum zachowań i komunikatów werbalnych, czy niewerbalnych, które są odbierane jako niepożądane, które naruszają nasz dobrostan psychiczny i mogą rzutować na nasze wybory, czy też samopoczucie w przyszłości. Molestowanie seksualne w miejscach publicznych może odbierać nam siłę do działania, wpływać na naszą samoocenę, a w konsekwencji zmieniać obraz otaczającej nas rzeczywistości i nas samych w tej rzeczywistości.

Hasło L'Oréal Paris „jestem tego warta; jesteśmy tego warte" jasno wskazuje, że stawiamy kobiety w centrum swojego zainteresowania. Wierzymy w to, że siła kobiet nie ogranicza się do nich samych, razem możemy więcej, razem możemy pozytywnie wpływać na cały świat, w tym też świat innych kobiet. Stąd kampania Stand Up Sprzeciw się molestowaniu w miejscach publicznych, która teraz startuje w Polsce.

Chciałbym podkreślić, że kampania Stand Up Sprzeciw się molestowaniu w miejscach publicznych nie jest skierowana tylko do kobiet. Naszym celem jest edukacja zarówno kobiet, jak i mężczyzn czym jest molestowanie w miejscach publicznych i jak mu zapobiegać. Dzięki globalnej organizacji pozarządowej Right To Be_, a w Polsce wsparciu Centrum Praw Kobiet mamy narzędzia, takie jak Metodologia 5D, by w sposób bezpieczny dla siebie i dla innych sprzeciwić się molestowaniu seksualnemu w miejscach publicznych. I o tym jest kampania. To edukacja i szkolenia.  Zachęcam do bycia jej częścią i przeszkolenia się na naszej stronie https://www.standup-international.com/pl/pl/training/landing oraz udziału w stacjonarnych szkoleniach prowadzonych przez certyfikowane edukatorki Centrum Praw Kobiet. Jak pokazują statystyki – 86% osób postronnych, które widzą sytuację molestowania po prostu nie wie, jak się zachować, jak zareagować. Dzięki kampanii Stand Up Sprzeciw się molestowaniu w miejscach publicznych chcemy to zmienić, chcemy mieć realny wpływ na te statystyki i zmienić na lepsze naszą przestrzeń społeczną.

Szkoła bez bzdur
CZYTAJ WIĘCEJ

Wysokie Obcasy oraz L’Oréal Paris wspólnie sprzeciwiają się molestowaniu w miejscach publicznych. Dlatego tak ważna jest kwestia edukacji czym jest molestowanie i jak sobie z nim radzić – zarówno z perspektywy osoby molestowanej, jak i świadka.

Akcja edukacyjna i szkolenia skierowane są zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn, bo mocno wierzymy w to, że zmiana świadomości jest możliwa, ale musimy się w nią wspólnie zaangażować.

Napisz do nas, jeśli chcesz opowiedzieć swoją historię: listy@wysokieobcasy.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.