Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pięcioletnia Polina jest w miaseczku Piatychatky u dziadków. Jej mama Anastasiia Pugachova zawiozła ją tam we wrześniu. - Po śmierci Siergieja, mojego męża, byłam w bardzo złym stanie, ciągle się irytowałam, lekarz zdiagnozował u mnie depresję - opowiada kobieta. - Wreszcie zdecydowałam, że zawiozę Polinę na jakiś czas do dziadków, rodziców mojego męża, i dojdę do siebie. Bardzo przeżywałam rozstanie z córką, przestałam sypiać, ale potem skupiłam się na powrocie do zdrowia.  

Siergiej zmarł zaledwie 10 miesięcy temu na raka. Do Polski przyjechał pracować w 2014 r. i został, bo powrót na Ukrainę oznaczałby prawdopodobnie wcielenie do wojska i wysłanie na wojnę. Rok później dołączyła do niego Anastazja, urodziła się im Polina.

Ich rodzinne życie w Toruniu najpierw zniszczyła choroba, teraz wojna.  

Mimo narastającego napięcia na linii Kijów-Moskwa, Anastasiia - która pracuje jako copywriterka, ale jest też poetką i liderką zespołu NAStalgia - starała się zachować spokój. - Bardzo chciałam wyjść z depresji, więc uczyłam się nadmiernie i na zapas nie niepokoić. I to wszystko dziś rano zostało zburzone.  

Co poczuła na wieść, że Rosja zaatakowała? - Kurde, co mam ci powiedzieć? - mówi zirytowana i zrozpaczona. - Niepokój. Chęć zorientowania się, co tam się naprawdę dzieje, bo informacje z mediów mi nie wystarczają. Kontaktują się ze mną przyjaciele z Kijowa, mówią, że nie jest bezpiecznie, że chcą jak najszybciej wyjechać. Staram się nie panikować, ale wiem, że może stać się wszystko. A ja nie mam na to żadnego wpływu. 

Teraz najważniejsze to ściągnąć do Polski Polinę:

- Chcę ją mieć przy sobie, choć nie wiem, czy to nasze bezpieczeństwo w Polsce nie będzie iluzoryczne. Ale będę miała ją pod bokiem, jako matka będę wiedziała, że zrobiłam, co w mojej mocy.  

Przed południem Anastasiia zaczęła szukać kogoś, kto pojedzie z nią po córkę. Od razu pomoc zaoferował ojciec jednej z koleżanek Poliny z toruńskiego przedszkola, do którego chodziła Polina. - Ja to bardzo doceniam, wszyscy rodzice z przedszkola chcą nam pomóc, ale mam opór, żeby on narażał się dla mnie na niebezpieczeństwo. Dlatego jeszcze sprawdzam, czy nie znajdę kogoś, kto jechałby tam w swoich sprawach, z kim mogłabym się zabrać przy okazji - mówi kobieta. 

W kraju ma też rodziców. Matka od lat mieszka w Rosji, ojciec w Mariupolu, mieście, które jest strategicznie ważne dla Rosji, zatem mało bezpieczne. Anastasiia proponowała im, że ściągnie ich do Polski, ale nie chcą. Ojciec opiekuje się swoją matką, dla której podróż nie wchodzi w grę.

Czy czegoś potrzebuje? - Mieć Polinę przy sobie - mówi Anastasiia i łamie się jej głos. Obiecuje być w kontakcie, dać znać, jeśli będzie czegoś potrzebowała, ale teraz musi iść szykować się do drogi. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.