Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rośnie liczba więźniarek politycznych w Europie Wschodniej. W Rosji i na Białorusi jest ich już kilkadziesiąt. Kobiety sprzeciwiające się reżimowi Władimira Putina i dyktaturze Aleksandra Łukaszenki pozbawiane są przez władze wolności.

Nieuznane przez białoruskie władze Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiesna” oraz wpisane na listę „agentów zagranicznych” rosyjskie stowarzyszenie „Memoriał” zajmujące się się m.in. propagowaniem wiedzy o ofiarach represji każdego dnia aktualizują listę więźniów politycznych na Białorusi i w Rosji. Wynika z nich, że wschodnie władze coraz częściej karzą za działalność polityczną kobiety, które mimo to, a może właśnie dlatego, w dalszym ciągu odważnie i aktywnie stawiają im czoła. Za Bugiem wolności z powodu opozycyjnych poglądów i aktywnej działalności obywatelskiej pozbawiane są dzisiaj m.in. prawniczki, dziennikarki, lekarki, polityczki, artystki. „Możecie pozbawić nas co najwyżej tzw. wolności, bo tylko taka tutaj funkcjonuje. Naszej wewnętrznej wolności nie uda wam się nam odebrać”, mówi dzisiaj w imieniu wszystkich aktywistka Pussy Riot Masza Alochina, powtarzając słowa, które w 2012 r. wypowiedziała w rosyjskim sądzie podczas swojego pierwszego procesu.

Dzień Kobiet w więziennych celach

Zgodnie z obowiązującą tradycją prezydent Rosji Władimir Putin złożył 8 marca życzenia z okazji Dnia Kobiet wszystkim Rosjankom. W swoim specjalnym orędziu zwrócił się do nich ze słowami: „Dzień 8 marca wiąże się ze szczególnym nastrojem dla nas wszystkich, symbolizuje początek wiosny, przypomina o roli kobiet w naszym życiu i umacnia ją. Pomaga zachować te prawdziwe wartości, które przez cały czas były, i które, jestem tego pewien, pozostaną inspirującym przewodnikiem moralnym”.

Z kolei Aleksander Łukaszenka, który w sierpniu 2020 r. sam mianował się – po raz szósty – prezydentem Białorusi dzięki sfałszowanym przez białoruską Centralną Komisję Wyborczą wynikom wyborów, z okazji Dnia Kobiet życzył Białorusinkom sukcesów, zaznaczając przy tym: „W historii naszego narodu zdarzały się różne okresy, ale nasze kobiety zawsze wyróżniały się niesamowitą mądrością. To wy chronicie i przekazujecie kolejnym pokoleniom najważniejsze wartości”.

Jak na ironię losu, zarówno Dzień Kobiet, jak i wszystkie kolejne, które po nim jak dotąd nastąpiły, dziewięć Rosjanek i trzydzieści osiem Białorusinek pokojowo walczących w swoich krajach z reżimem w imię wolności i demokratycznych wartości spędziło w więziennych celach lub w aresztach domowych.

Figurantki "sprawy sanitarnej"

W ostatnim czasie w Rosji do listy czterech więźniarek politycznych dopisano pięć kolejnych nazwisk.

Po powrocie Aleksieja Nawalnego z leczenia w Niemczech, jego bezprawnym uwięzieniu i skazaniu, Rosjanie masowo, jak nigdy wcześniej, wyszli na ulice w całym kraju. W ponad stu miastach odbyły się protesty przeciwko uwięzieniu opozycyjnego polityka, którego pół roku wcześniej, w sierpniu 2020 r., funkcjonariusze FSB próbowali zabić, trując go substancją bojową z grupy nowiczoków. W akcjach nie dane było jednak wziąć udziału tym, którzy są na nich zawsze obecni i którzy de facto doprowadzili do tego, by się one odbyły, nawołując ludzi do wyjścia na ulice. Tuż przed dniem X rosyjska policja, koczując przez kilka dni przed drzwiami mieszkań opozycjonistek, odłączając im energię elektryczną i nie dopuszczając do nich adwokatów, zatrzymała m.in. Kirę Jarmysz, rzeczniczkę prasową Aleksieja Nawalnego, Anastazję Wasiljewą, lekarkę Nawalnego, założycielkę niezależnej organizacji Związek Lekarzy, polityczkę Liubow Sobol i aktywistki Pussy Riot – Maszę Alochiną oraz Lusię Sztejn. Wszystkie przebywają obecnie w aresztach domowych w związku ze sfabrykowaną przez rosyjskie władze „sprawą sanitarną”. Za rzekome „naruszenie norm sanitarnych w sytuacji epidemiologicznej”, którą było opublikowanie przez kobiety w sieciach społecznościowych apelu, by wziąć udział w proteście, opozycjonistki spędzą w areszcie domowym co najmniej pięć miesięcy. Później czeka je sprawa karna i wyrok – nawet dwa lata pozbawienia wolności.

Żadna z oskarżonych w ostatnim czasie kobiet nie jest anonimowa dla opozycyjnej części rosyjskiego społeczeństwa. Żadna nie przyznała się do stawianych zarzutów.

Najbardziej medialną rewizją była bez wątpienia ta przeprowadzona w styczniu w mieszkaniu lekarki Aleksieja Nawalnego Anastazji Wasiljewej. Lekarka, szefowa niezależnego związku zawodowego lekarzy, która za pośrednictwem sieci społecznościowych wypowiadała się krytycznie na temat rosyjskich władz i sprzeciwiała uwięzieniu Nawalnego, „witała” funkcjonariuszy policji, grając na pianinie Beethovena. Krótko po tym została zatrzymana i osadzona w areszcie. Areszt domowy przez pierwsze tygodnie - na mocy decyzji sądu - odbywała w miejscu, w którym była zameldowana, czyli w mieszkaniu byłego męża z jego nową rodziną. Po licznych apelach jej niepełnoletnich dzieci i obrońców praw człowieka, pozwolono jej zmienić miejsce odbywania kary.

Masza Alochina, jedna z najbardziej znanych członkiń grupy Pussy Riot, sławę na całym świecie zyskała dzięki występowi w Cerkwi im. Chrystusa Zbawiciela w Moskwie. 2012 r. wraz z grupą trzech innych aktywistek przebranych w kolorowe stroje i kominiarki, przeprowadziła w największej rosyjskiej świątyni prawosławnej akcję pt. „Bogurodzico Dziewico, przegoń Putina!”. Za ten występ i słowa skierowane pod adresem rosyjskiego prezydenta została skazana na dwa lata więzienia.

W ślady Alochinej poszła jej obecna partnerka, Lusia Sztejn, 24-letnia moskiewska radna, która o swojej działalności mówi krótko: „Trzeba nie tyle myśleć i mówić o problemach, co je rozwiązywać”. Bodźcem do zaangażowania się w walkę z systemem był dla niej moment brutalnego zatrzymania przez policję niepełnoletniego chłopca; sytuacja, której Lusia stała się mimowolnym świadkiem. Sztejn starała się wyjaśnić, na jakiej podstawie policja w taki sposób traktuje małoletniego, nagrała też film, który opublikowała w internecie i który poruszył tysiące Rosjan. Dzisiaj w swoich działaniach propaguje przede wszystkim „desakralizację władzy”. Pomniki polityków, a nierzadko i tyranów, takich jak Stalin przystraja atrybutami kuglarzy i klaunów. „Władze i urzędnicy powinni przestać walczyć z żartami w internecie i zająć się prawdziwymi problemami społeczeństwa”, tłumaczyła. Podobnie jak Alochina, Sztejn również namawiała do udziału w proteście przeciwko aresztowaniu Nawalnego.

Na jednym z pierwszych posiedzeń w „sprawie sanitarnej” pojawiła się w bluzie z napisem: „Wasze paralizatory nie zabiją naszych idei”.

Polityczka Liubow Sobol znana jest wszystkim Rosjanom, a zwłaszcza moskwianom, którzy do dzisiaj wspominają jej walkę o dopuszczenie niezależnych kandydatów do wyborów do moskiewskiej Dumy. Wyśmiewana przez państwowe media i przedstawiana jako „nagła histeryczka” każdego dnia walczy z niesprawiedliwością, kłamstwem i bezprawiem. W areszcie domowym przebywa nie tylko ze względu na sfabrykowaną „sanitarną sprawę”. Sobol oskarżana jest także o nękanie funkcjonariusza struktur siłowych i naruszenie miru domowego, bo 21 grudnia starała się spotkać z agentem FSB Konstantinem Kudriawcewem. Mężczyzna, jak wynika ze śledztwa Bellingcat oraz co potwierdził sam Aleksiej Nawalny, dzwoniąc do Kudriawcewa i podając się przy tym za jego współpracownika, brał udział w sierpniowym zamachu na polityka. Sobol grozi w sumie kara czterech lat pozbawienia wolności.

Aresztu nie spodziewała się Kira Jarmysz, rzeczniczka prasowa Aleksieja Nawalnego. Mimo niemal dziesięcioletniego doświadczenia działalności w opozycji Kira nie przypuszczała, że również ona zostanie uznana przez Kreml za potencjalne zagrożenie. Dziennikarka została zatrzymana w sposób typowy dla rosyjskiej Federalnej Służby Wykonywania Kar, a mianowicie – w areszcie, w którym odbywała ostatni dzień kary administracyjnej za „nawoływanie do udziału w nielegalnym zgromadzeniu”. Na pół godziny przed końcem dziesięciodniowej odsiadki śledczy zatrzymali ją ponownie, założyli na kostkę bransoletkę i odwieźli do aresztu domowego. 8 marca adwokat Jarmysz opublikował na jej oficjalnym profilu w Instagramie: "Myślę, że bardzo ważna jest walka o to, by wszyscy ludzie, niezależnie od ich płci, mieli równe prawa i szanse. Aby każdy mógł pracować tam, gdzie chce, otrzymywać wynagrodzenie, na które zasługuje, kochać, kogo chce, mieć rodzinę, mieć dzieci albo ich nie mieć, zdobyć Everest, latać w kosmos i ani przez sekundę nie czuć wstydu, że nie żyją tak, jak „powinni”.

Białoruś: dziennikarki w klatkach dla szczególnie niebezpiecznych przestępców

Równie bezprawnie, choć bardziej brutalnie działają białoruskie władze. W grupie najbardziej znanych więźniarek politycznych Białorusi prócz Maryji Kalesnikawej, szefowej sztabu Wiktara Babaryki, która, by uniknąć przymusowej deportacji, podarła swój paszport, znalazły się dziennikarki niezależnych mediów. 27-letnia Kaciaryna Andrejewa i 23-letnia Daria Czulcowa z Biełsatu zostały skazane w lutym na dwa lata więzienia. Milicja zatrzymała je, kiedy te wykonywały obowiązki służbowe: relacjonowały akcję pamięci z tzw. placu Zmian w Mińsku. Biorący w niej udział mińszczanie chcieli upamiętnić w ten sposób opozycyjnego artystę Ramana Bandarenkę, brutalnie pobitego przez siłowików w tym miejscu i zmarłego w szpitalu kilka dni później. Prokuratorka zarzucała dziennikarkom koordynację protestu, podżeganie do udziału w nielegalnym zgromadzeniu w celu „osiągnięcia własnych korzyści”, wyrażanie podczas transmisji jawnej aprobaty dla działań protestujących i namawianie ich do stawiania czynnego oporu wobec funkcjonariuszy struktur siłowych. Sąd mimo braku dowodów na popełnienie przestępstwa zgodził się z jej zarzutami, nie rozpatrując dowodów obrony. Żadna z nich nie przyznała się do winy.

Kaciaryna Andrejewa, stojąc na sali sądowej w klatce przeznaczonej dla szczególnie niebezpiecznych przestępców, zwróciła się w ostatnim słowie do sędzi:

Wysoki sądzie, podejrzewam, że najczęściej sąd widział w tej klatce ludzi, którzy ponieśli jakąś życiową porażkę. Ale dziś tak nie jest. Mam wszystko. Młodość, ulubiony zawód, sukces, rozpoznawalność, a przede wszystkim: czyste sumienie.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.