Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Seks, psychologia, życie: zapisz się na newslettery "Wysokich Obcasów"

Połowa października. Przed owianym złą sławą mińskim aresztem na Okrestina od samego rana gromadzą się tłumy ludzi. Zza wysokich, ceglanych murów wzmocnionych drutem kolczastym nie słychać już wrzasków torturowanych więźniów, ale wciąż wyczuwa się napięcie. „Chcą przedłużyć jej areszt, być może nawet o trzy dni” – mówi drżącym głosem starszy mężczyzna, przytulając drobną, siwiutką kobietę, która nie kryje łez. Oboje są odświętnie ubrani, w rękach trzymają kwiaty. Wokół nich zebrała się spora grupa osób, wśród których nie brakuje dziennikarzy, sportowców, obrońców praw człowieka, aktywistów, ale i zwyczajnych mieszkańców Mińska. Wszyscy czekają na Jelenę Lewczenko, najlepszą i najbardziej znaną białoruską koszykarkę ostatniej dekady, która ma tego dnia wyjść z aresztu. Starsze małżeństwo to jej rodzice.

Wysokie Obcasy Extra na Prenumerata24.pl
ZAMÓW MIESIĘCZNIK Z BEZPŁATNĄ DOSTAWĄ DO DOMU

Mimo gróźb komitetu śledczego żądającego przedłużenia aresztu Lewczenko szczęśliwie została wypuszczona, choć dopiero wiele godzin później. Kiedy wyszła z aresztu, wysoka, postawna i mimo wyraźnego zmęczenia uśmiechnięta, pierwsi otoczyli ją dziennikarze. „Cieszę się, że udało mi się wyjść dzisiaj, jutro moja mama – moja kochana mama! – ma 70. urodziny” – powiedziała. „Lenoczka, córeczko! Ty jesteś moim najwspanialszym prezentem!” – dało się słyszeć zza kadru.

Zobaczyć zmiany

Sportowcy światowej klasy, aktorzy, celebryci, jeśli już trafiają do aresztu, to najczęściej z powodu problemów z używkami, nieszczęśliwych wypadków albo, po prostu, przesadnej ilości wody sodowej, w której beztrosko tapla się ich rozsądek. Żaden z tych przypadków nie dotyczy jednak znanych Białorusinów, którzy zgodnie twierdzą, w niewielkim stopniu tylko żartując i ironizując, że w dzisiejszej Białorusi każdy, kto w ciągu ostatniego półrocza był skazany na karę aresztu czy więzienia, najprawdopodobniej jest dobrym, odważnym i przyzwoitym człowiekiem. Od 9 sierpnia, czyli od dnia wyborów prezydenckich, w których znów – po raz szósty! – według oficjalnych wyników zwyciężył Aleksander Łukaszenka, do więzień i aresztów trafiają przede wszystkim ci, którzy są solidarni ze swoim narodem i którzy, ryzykując nierzadko cały swój dorobek, karierę, bezpieczeństwo swoje i najbliższych, walczą o wolność i demokrację.

Jelena Lewczenko (Leuczanka) - jedna z najlepszych białoruskich koszykarek, dwukrotna olimpijka. Aktywnie wspiera protesty na Białorusi przeciwko reżimowi Aleksandra ŁukaszenkiJelena Lewczenko (Leuczanka) - jedna z najlepszych białoruskich koszykarek, dwukrotna olimpijka. Aktywnie wspiera protesty na Białorusi przeciwko reżimowi Aleksandra Łukaszenki Fot. Archiwum prywatne

Tak było też w przypadku Jeleny Lewczenko, 37-letniej sportsmenki, przez ekspertów określanej mianem jednej z najlepszych koszykarek w historii Białorusi. W ciągu swojej 20-letniej kariery grała m.in. w reprezentacji Białorusi, dwukrotnie biorąc udział w igrzyskach olimpijskich, drużynowo wielokrotnie zdobyła tytuł mistrzyni, m.in. Euroligi, Polski, Rosji, Słowacji i Libanu, a także uzyskała tytuł najlepszej zawodniczki na pozycji środkowej w mistrzostwach świata w roku 2010. Bez względu na to, że w pewnym momencie, zważywszy na jej talent i błyskawiczny rozwój kariery (a co za tym idzie, kontrakty z amerykańskimi, polskimi, tureckimi czy chińskimi klubami), lepiej pewnie pasowałoby do niej określenie „obywatelka świata”, dla Lewczenko zawsze priorytetem była gra w koszulce reprezentacji Białorusi.

Białoruskie społeczeństwo obywatelskie biorące aktywny udział w protestach przeciw sfałszowanym wyborom prezydenckim, dalszym rządom Aleksandra Łukaszenki i przemocy stosowanej przez siłowików nie liczyło szczególnie na wsparcie sportowców. W autorytarnych państwach to właśnie oni, a już zwłaszcza ci osiągający sukcesy na szczeblu międzynarodowym, uznawani są za grupę całkowicie uzależnioną od państwowych władz, od której oczekuje się ślepej lojalności. Co więcej, tę lojalność w państwach takich jak Białoruś kontroluje osobiście sam prezydent. Wydarzenia, do których w ostatnich miesiącach doszło na Białorusi, sprawiły, że nawet ta najbardziej zależna i podporządkowana reżimowi grupa zdecydowała się przerwać milczenie. Niektórzy, jak Lena, wcześniej. Ubiegłej jesieni, kiedy nagle i niespodziewanie, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia usunięto ją ze składu reprezentacji, Lewczenko powiedziała: „Z tym systemem należy walczyć i coś zrobić. Chciałabym zobaczyć zmiany”, mając wtedy na myśli zapewne przede wszystkim białoruski sport. Przebieg kampanii prezydenckiej, podczas której potencjalni kandydaci byli aresztowani na długo przed rejestracją swojej kandydatury i samymi wyborami, sprawił, że koszykarka ponownie zabrała głos, krytycznie oceniając działania władz: „Jestem za wolnymi wyborami! Przywróćcie nam tę możliwość!”. Prawdopodobnie ten komentarz, zamieszczony w czerwcu na Instagramie, przyciągnął uwagę władz, które od tego momentu zaczęły baczniej się przyglądać Jelenie Lewczenko.

„Pomóżcie nam!”

Bezprecedensowa skala przemocy i represji, z którą zderzyli się Białorusini w pierwszych tygodniach sierpnia, sprawiła, że już w pierwszym tygodniu powyborczych protestów kilkuset sportowców odważyło się publicznie zabrać głos, zamanifestować swoje poglądy, odrzucając tym samym niepisaną zasadę, że władzę, która „zapewnia im wszystko, co potrzebne”, można jedynie chwalić. Siatkarze, koszykarze, bokserzy i inni sportowcy wyszli na ulice, trzymając w rękach biało-czerwono-białe flagi, plakaty z symbolem Pogoni czy transparenty „Sportowcy razem z ludem!”. Jedną z najaktywniej i najbardziej nieustępliwie protestujących w tej grupie była Lena Lewczenko, która bez wahania podpisała list otwarty sportowców przeciwko sfałszowanym wyborom i przemocy.

Jelena Lewczenko: Skręca mnie, kiedy widzę bezprawie, które panowało i panuje w moim kraju! Jak można strzelać do własnego narodu?Jelena Lewczenko: Skręca mnie, kiedy widzę bezprawie, które panowało i panuje w moim kraju! Jak można strzelać do własnego narodu? Fot. Archiwum prywatne

„Skręca mnie, kiedy widzę bezprawie, które panowało i panuje w moim kraju! Jak można strzelać do własnego narodu? Jak można się nad nim znęcać, bić go – zupełnie jak gestapo?! Jak można ignorować to, co się dzieje, i nie mówić o tym w państwowych programach, w mediach? Ile można kłamać? Wzywam całe międzynarodowe społeczeństwo! Pomóżcie nam przerwać te represje i przemoc na Białorusi i uzyskać prawo do głosowania w sprawiedliwych wyborach!” – apelowała Lewczenko 15 sierpnia na swoim Instagramie. Od tego momentu wszystkie publikowane przez nią treści poświęcone były protestom i walce Białorusinów z reżimem Łukaszenki, w którą ona sama niezwykle aktywnie się zaangażowała, nie tylko biorąc udział w cotygodniowych marszach, ale i dołączając do ruchu Sportowców przeciwko Przemocy.

Nie ugięła się pod groźbami przedstawicieli reżimu, którzy sygnatariuszom składali prywatne wizyty, prowadzili z nimi „profilaktyczne rozmowy” czy, jak np. Maksim Ryżenkow, szef federacji koszykówki, próbowali „przypomnieć” graczom, że „cały swój sukces zawdzięczają polityce realizowanej w tym państwie”, dlatego też nie powinni „nieodpowiedzialnie zastanawiać się nad rzeczami, o których nie mają pojęcia”. Profilaktyczne działania władzy wobec sportowców potwierdził zresztą sam zastępca ministra sportu Maksim Portnoj, komentując je tak: „Rozmawialiśmy ze sportowcami lojalnie, uprzejmie, by skierować ich na drogę prawdy, nie więcej”.

15 dni aresztu

Lena Lewczenko wtedy już dawno, wraz z tysiącami innych Białorusinów, kroczyła własną drogą prawdy, która w żadnym miejscu nie krzyżowała się z tą wytyczoną przez państwo. „Wydaje mi się, że dzisiaj, choćbyś nawet bardzo chciał być apolityczny, jest to niemożliwe. Zbyt dużo się dzieje” – mówiła, biorąc regularnie udział w protestach i apelując do przedstawicieli zagranicznych mediów. Ostro skrytykowała też rozporządzenie ministerstwa sportu, zgodnie z którym wypowiedzi sportowców dla mediów miały być uprzednio ustalane z władzami: „Starają się nas maksymalnie kontrolować i jeszcze bardziej zastraszyć!”. Być może właśnie ta wypowiedź sprawiła, że władze zdecydowały się wyciągnąć wobec niepokornych sław konsekwencje.

Lewczenko została zatrzymana 30 września na lotnisku w Mińsku, skąd miała wylecieć do Grecji na rehabilitację. Tego samego dnia decyzją białoruskiego sądu skazano ją na 15 dni aresztu za udział w „nielegalnych zgromadzeniach”; jednym z obciążających ją dowodów stały się publikowane przez nią zdjęcia z akcji na Instagramie. „To nie było dla nas zaskoczenie, wiedzieliśmy, że to wszystko może się tak skończyć. Znam Lenę, wiem, że to jej nie złamie. W naszym kraju zatrzymują najlepszych ludzi” – komentowała wtedy Jekatierina Sytnina, koszykarka, kapitanka reprezentacji Białorusi.

Warunki w areszcie na Okrestina zszokowały Lenę, która w jednym z wywiadów dla kobiecych pism przed laty podkreślała, że co prawda jest koszykarką, sportowcem, ale przede wszystkim kobietą, dla której ważny jest nie tylko trening, ale i manikiur, pedikiur, a nawet – mimo 194 cm wzrostu – buty na obcasie. W przepełnionej celi żadna z kobiet nie miała materaca ani pościeli, po kilku dniach odłączono im także ogrzewanie i dostęp do bieżącej wody. Z powodu trudnych warunków Lena nie tylko znów zaczęła odczuwać bóle zaleczonego urazu kręgosłupa, ale dostała też wszy. „Wiedziałam, że to nie sanatorium, ale taka potrzeba poniżenia, odczłowieczenia innych ludzi jest dla mnie niezrozumiała i nieludzka” – wyznała po uwolnieniu.

Jelena Lewczenko mówi dzisiaj, że wykorzystuje swoją pozycję, kontakty i fakt, że jest znana, by wnieść swój wkład w walkę o wolność i demokrację dla BiałorusiJelena Lewczenko mówi dzisiaj, że wykorzystuje swoją pozycję, kontakty i fakt, że jest znana, by wnieść swój wkład w walkę o wolność i demokrację dla Białorusi Fot. Archiwum prywatne

Zupełnie otwarcie mówiła też o momentach słabości, chwilach spędzonych na płaczu i modlitwie, podkreślając, że nie czuje potrzeby odgrywania bohaterki. „Najtrudniejsza jest dla mnie dzisiaj świadomość, że tam, w celi, w tych warunkach, zostali ludzie, z którymi spędziłam czas. Bardzo mnie to boli. W tak krótkim czasie dziewczyny, z którymi dzieliłam celę, stały się dla mnie nie zwykłymi dziewczynami, ale bliskimi osobami. Nasze poglądy nas zbliżyły” – przekonywała w wywiadzie dla Tut.by.

Działania władz i represje nie były i nie są dla niej wystarczającym usprawiedliwieniem dla bezczynności, milczenia i apatii osób, które ze względu na rozpoznawalność i sławę mogłyby swoim zaangażowaniem wesprzeć Białorusinów. Jednocześnie, jak podkreśla, puste słowa, byle tylko odhaczyć swój udział, również na niewiele się zdadzą.

Namawia do działania, sama występuje z apelami o pomoc i wsparcie dla Białorusinów na arenie międzynarodowej i wspiera finansowo niezależne organizacje. Przyznaje też, że wie, iż nie wszyscy się na takie działania odważą: „Każdy ma swoje sumienie. Jeśli ci ludzie milczą, mogą dzisiaj normalnie spać… Cóż można powiedzieć?”.

Pytana o swoje zaangażowanie mówi dzisiaj, że wykorzystuje swoją pozycję, kontakty i fakt, że jest znana, by wnieść swój wkład w walkę o wolność i demokrację dla Białorusi – kraju, w którym w przyszłości władze nie będą w stanie kontrolować swoich obywateli, nie będą mogły ich w żaden sposób zastraszyć. „Nie robiłam i nie robię nic nadzwyczajnego. Po prostu wyrażam swoje zdanie, mówię o tym, co się dzieje. Nie mogę milczeć”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.