Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stare i młode. Krótko ostrzyżone, długowłose, z włosami ciemnymi, rudymi, blond, siwymi. Matki, ciężarne i bezdzietne panny. Dziennikarki, pływaczki, gospodynie domowe. Idą z kwiatami w rękach. Wszystkie w bieli, w zwiewnych bluzkach lub sukienkach - tak samo, jak podczas serii letnich protestów, kiedy kroczyły ulicami białoruskich miast. Tym razem jedynym, jak mogłoby się wydawać, niepasującym elementem ich stroju są ciężkie, czarne, wojskowe buty.

Białoruskie kobiety kroczą o świcie przez las, by ukarać siłowika, typowego funkcjonariusza OMON-u, ubranego w czarny mundur, całkowicie zamaskowanego. Siłowik pada na kolana w momencie, kiedy tuż obok niego jedna z kobiet wbija w ziemię szpadel. Tym razem to naprawdę koniec.

 

W białoruskim internecie krąży klip, w którym obserwujemy taki właśnie pochód kobiet przez las, w rytm kupałowskiej pieśni „Rano rano” (czyli „Wcześnie wcześnie”), w interpretacji zespołu Shuma. Kobiety zwartą kolumną idą przez las, by ponownie przeciwstawić się przemocy. Obraz przywołuje skojarzenie z rusałkami, które w białoruskiej kulturze postrzegane są jako istoty niebezpieczne, gotowe do porwania na dno lub zaszczypania na śmierć mężczyzny, który wybrał się na samotny spacer.

W tym klipie Białorusinki unicestwić chcą złego OMON-owca. Same reprezentują stronę dobra, sprawiedliwości i niewinności (stąd symboliczna biel ich ubrań), zaś krzepki mężczyzna w mundurze – odczuwa strach przed ich gniewem. Bo Białorusinki mają o co się gniewać.

Po brutalnej pacyfikacji trzech pierwszych protestów, które odbyły się 9-11 sierpnia, tuż po wyborach prezydenckich, a także na skutek późniejszych świadectw i doniesień o torturach w areszcie Okrestino kobiety zdecydowały się same wyjść na ulice. Z kwiatami w dłoniach, nierzadko ubrane w tradycyjne, narodowe biało-czerwono-białe barwy, nieoficjalnie zakazane przez obecną władzę, formowały – i formują - łańcuchy solidarności, brały – i biorą nadal – udział w cotygodniowych, sobotnich marszach solidarności, czekały na swoich aresztowanych bliskich przed murami aresztu Okrestino; często zresztą same tam trafiały. Własnymi ciałami osłaniały bitych przez OMON-owców, nieznajomych, przypadkowych mężczyzn. To m.in. z tego powodu, a nie tylko ze względu na zjednoczony sztab kobiet i nieoficjalną zwyciężczynię wyborów Swiatłanę Cichanouską, białoruska rewolucja nosi miano kobiecej, a sama Białoruś nazywana jest dzisiaj kobietą.

W klipie nie zobaczymy więc tradycyjnego dla społeczeństw patriarchalnych modelu rodziny czy wychowania. Kobiety nie są w nim słabe, lecz silne, odważne i waleczne, choć w rękach mają nie broń, ale kwiaty – symbol pokojowego rozwiązania konfliktu i sprzeciwu wobec przelewu krwi niewinnych ludzi. Ich zamiary podkreśla zresztą symboliczny gest – scena, w której pozbywają się broni, kajdanek, hełmów, tarcz, mundurów, które wrzucają do wykopanego grobu i grzebią na zawsze, razem z przemocą. Zasypując kwiatami.

W ciągu dwuminutowego teledysku możemy przypomnieć sobie historie z udziałem białoruskich kobiet relacjonowane przez media w ostatnich tygodniach. Można pomyśleć o żonach i matkach, których mężowie i synowie zostali aresztowani. O dziennikarkach, które z narażeniem życia relacjonują protesty i które ze względu na swoją pracę doświadczają represji. O sportsmenkach ponoszących srogie konsekwencje za odwagę publicznych wypowiedzi krytycznych wobec władzy. O Ninie Bagińskiej, 73-letniej mieszkance Mińska, biorącej udział w każdym proteście, zawsze z uszytą przez siebie biało-czerwono-białą flagą, którą za każdym razem zabierają jej funkcjonariusze OMON-u. Wreszcie, o ciężarnych kobietach, które na skutek brutalności władzy traciły ciąże, bo i o takich przypadkach pisały niezależne, białoruskie media. Biorąc udział w antyrządowych działaniach, kobiety wiele ryzykują. Przed wyjściem z domu żegnają się z bliskimi, całują śpiące dzieci, nie mają pewności, czy bezpiecznie wrócą do domu. Bo dopóki rusałki nie przejmą rządów na Białorusi, dopóty strach będzie elementem życia w ich kraju.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.