Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co o obecnych wydarzeniach na Białorusi myślą młodzi Białorusini i ich rodzice, a co dziadkowie?

Aleksandra, 22 lata, studentka, Mińsk

Wcześniej w domu bardzo rzadko rozmawialiśmy o polityce. Dziś do tego tematu sprowadza się każda rozmowa. Rodzice zawsze stają po mojej stronie w przeciwieństwie do babci. Ona ogląda tylko państwowe, białoruskie i rosyjskie, kanały telewizyjne, gdzie o wszystkie problemy w naszym kraju obwinia się Amerykę, Polskę, Litwę oraz inne zachodnie państwa.

Mój chłopak pracuje w IT-kampanii i babcia zawsze dopytuje, co mu tam mówią, że sprzeciwia się władzom, chodzi na protesty i mnie tam ciągnie. Wyjaśniam jej, że nasze preferencje polityczne są bezpośrednio związane z podstawowymi ludzkimi wartościami. Powtarzam jej, że dziennikarze z telewizji rządowej kłamią, ale babci nie da się przekonać. Ufa telewizji i gazetom państwowym. Uważa, że prezydent naprawdę uzyskał 80 proc. głosów w wyborach prezydenckich. Ona i jej sąsiadka głosowały na Łukaszenkę. Zaprzeczają także brutalnemu biciu protestujących przez funkcjonariuszy OMON-u. Mówią, że to wszystko jest zrobione „w komputerach” (czyli w Photoshopie). Albo jeszcze gorzej - że są za mało pobici, że trzeba było bić mocniej, wtedy by na pewno przestali protestować.

Olga, 48 lat, przedsiębiorczyni, Mińsk

Nasze dzieci na razie mają niewielkie doświadczenie życiowe. Czasami wydaje mi się, że trudno im coś udowodnić właśnie z powodu młodzieńczego maksymalizmu. Moja 21-letnia córka często bardzo radykalnie wypowiada się na temat aktualnej sytuacji politycznej i tak myślę, że prawdopodobnie ma rację. Ostatnio coraz częściej się nad tym zastanawiam. Widzę, jak nas codziennie okłamują - jak zostały sfałszowane nasze głosy w wyborach prezydenckich, jak teraz biją nasze dzieci, które wychodzą na ulice, aby wyrazić swoje obywatelskie przekonania. Pamiętamy też, jak nas oszukiwali podczas pandemii koronawirusa.

Coraz bardziej rozumiem młodych. Jestem po ich stronie. Analizuję swoje życie. Tak, okłamywali nas przez 26 lat. Ciężko słyszeć, jak moje dziecko mówi: "Mamo, gdzie byłaś po 1994 roku? Dlaczego straciliście nasz kraj? Dlaczego milczeliście, kiedy nadchodziła dyktatura? Dlaczego was nie było na ulicach?". Jak mam wytłumaczyć córce, że w tamtych trudnych latach 90. nie żyliśmy dobrze, liczyliśmy każdy grosz. Po rozpadzie ZSRR byliśmy po prostu zdezorientowani i sami nie zauważyliśmy, jak doszło do tego, co mamy teraz. Córka płacze, ja płaczę razem z nią. Rozumiem, że nadszedł czas, kiedy nie powinniśmy milczeć i siedzieć w domu z pochyloną głową.

Musimy chodzić na protesty. Musimy przestać się bać. Musimy walczyć o nasz kraj. Innego czasu i okazji może już nie być

Jeśli trochę osłabniemy, zostaniemy po prostu „ściśnięci” – zabiją naszą wolność. A przyszłość naszych dzieci można będzie porównać z przyszłością dzieci Korei Północnej. Dlatego teraz razem z naszymi dziećmi walczymy o zmiany i demokrację.

Paweł, 23 lata, student, Mińsk

W tej chwili w ogóle nie mogę rozmawiać ze swoimi dziadkami. Tłumaczę babci, że najważniejsza jest dla mnie wolność słowa, rozwój osobisty. Mówię do niej, że nie trzeba mi powtarzać tysiąc razy dziennie o wojnie i głodzie. Marzę o życiu w rozwiniętym i wolnym kraju, chcę mówić i słuchać prawdy, chcę podróżować po świecie. A ona mi na to odpowiada: "Oto najedzą się kotletów i idą protestować!". Co mogę jej na to powiedzieć. Ona ma inne wartości, inne poglądy. Mówi: „Najważniejsze, że głodu nie ma, że na ulicach jest cicho, nie ma wojny”. Niestety nie łączy swojej małej emerytury (w wysokości 100 dol.) z sytuacją w kraju.

Ludmila, 50 lat, bibliotekarka, Baranowicze

Zawsze byłam w opozycji. Nigdy nie głosowałam na obecnego prezydenta. Od samego początku wydawał mi się populistą, kłamcą i chamem. Wszystkie lata jego panowania potwierdziły moje przekonania. A te jego wypowiedzi o spokoju, ciszy, stabilności, czystości naszych miast... To przecież nie jest jego zasługa, to jest tylko i wyłącznie zasługa Białorusinów. Do jakiego stanu doprowadzono ludzi, aby ci, którzy ze swojej natury byli zawsze spokojni, wyszli na ulice?

Nie mogę patrzeć na elektorat Łukaszenki – osób po siedemdziesiątce, urzędników, milicjantów... Podczas jego ostatniej wizyty w Baranowiczach, 1 września, babcie wpatrzone w niego, pytały: „Dlaczego można wybrać pana tylko na 5 lat, a nie na 10 czy 15?”. Nie mogę tego słuchać. Oczywiście, że nie wszyscy starsi są tacy. Na przykład moja 83-letnia mama rozumie wszystko, co teraz się dzieje. Może dlatego, że słucha tego, co my, jej dzieci i wnuki, do niej mówimy. W tej chwili mama jest bardzo zaniepokojona prześladowaniami Kościoła katolickiego, m.in. wiadomością o zakazie powrotu do kraju dla abp. Tadeusza Kondrusiewicza - głowy białoruskiego Kościoła katolickiego. Najbardziej ją poruszyło wyłączenie radiowych transmisji niedzielnych mszy świętych [drugi tydzień białoruskie radio nie prowadzi transmisji z mińskiej katedry], bo przecież w ten sposób władza ukarała ludzi w starszym wieku oraz tych, którzy z powodów zdrowotnych nie mogą wyjść z domu. A czemu oni są winni?

Irina, 24 lata, sprzedawczyni, Brześć

Po śmierci mamy wychowywała mnie babcia. Ale dziś nasze poglądy się różnią. Kiedy jestem w pracy, babcia ogląda telewizję państwową i wydaje mi się, że właśnie to doprowadziło do rozłamu w naszych relacjach. Ostatnio dyskutując o polityce, bardzo mocno się pokłóciłyśmy. W tej chwili doszłyśmy do wniosku, że nie będziemy poruszać tych tematów. Mimo wszystko ona jest główną osobą w moim życiu, a nasze stosunki są ważniejsze od pytania, która z nas ma rację. Wierzę, że wkrótce będę w stanie ją przekonać. Nasz kraj stanie się wolny, nie będziemy ja i ona, ale również my Białorusini - o czym dyskutować.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.