Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W uzasadnieniu proponowanych zmian autorzy projektu podnoszą problem tzw. alienacji rodzicielskiej i piszą, że proponowane instrumenty prawne mają służyć wzmocnieniu więzi dziecka z obojgiem rodziców. Cel chwalebny, bo dziecko ma prawo do więzi i kontaktu z obojgiem rodziców, sprawa jednak komplikuje się, kiedy powodem rozstania rodziców była przemoc, zaburzenia psychiczne czy uzależnienia.

 W Wielkiej Brytanii osoba, która oskarżana jest o przemoc wobec dzieci i/lub ich matki, automatycznie dostaje zakaz zbliżania się do ofiar. We Francji w takich przypadkach władza rodzicielska jest natychmiast ograniczana. W Polsce ofiary przemocy są wtórnie wiktymizowane. I one same, i ich dzieci.

Przemoc przez sądy rodzinne wciąż jest postrzegana, jak zwraca uwagę rzesza psychologów i prawników, zaledwie jako „konflikt“ i strategia procesowa kobiet. Ale nawet w sytuacji głębokiego konfliktu między rodzicami, innych zasad rodzicielskich i wyznawanych wartości, automatyczne orzekanie opieki naprzemiennej nie tylko nie sprzyja dobru dziecka, ale wręcz w nie godzi. Matki, które oskarżane są o alienację, będącą słowem wytrychem, w przytłaczającej większości starają się po prostu chronić dzieci. W wielu przypadkach to dzieci nie wyrażają chęci na kontakty z ojcem. Dzieje się tak w przypadkach, gdy były świadkami przemocy, jaką ojciec stosował wobec matki lub same były jej ofiarami. Rzadko jednak zdarza się, by sądy brały pod uwagę ich opinie.

***

Katarzyna: Były mąż odurzał ją narkotykami, bił i gwałcił. Na skutek pobicia, którego świadkiem był jej 5-letni syn, trafiła na tydzień do szpitala. Syn znalazł także zakrwawioną matkę po jednym z gwałtów. Obecnie 9-letni Kajetan nie chce znać ojca. Na skutek przemocy, której był świadkiem, miesiącami moczył łóżko i miał koszmary senne. Obecnie jest przez sąd zmuszany do kontaktów z ojcem, którego się boi. Kiedy Katarzyna, kierując się wolą syna, nie wysyła dziecka na kontakt, jest oskarżana o “alienację”. Płaci grzywny za niezrealizowane kontakty.

Magdalena: Jej 3-letni syn Franciszek został odebrany matce i umieszczony w pieczy zastępczej na podstawie pomówień ojca o rzekomych zaburzeniach psychicznych matki, które obaliło osiem teorii biegłych. Zarówno matka, jak i dziecko byli ofiarami przemocy. Sąd nakazał obowiązkowe kontakty.

Aleksandra: Mąż, który stosował przemoc zarówno wobec niej, jak i dzieci, umieścił ją w szpitalu psychiatrycznym. Wygrała sprawę o bezprawne pozbawienie wolności. Dzieci są przy ojcu mimo toczących się przeciwko niemu spraw karnych.

Ewa: Obecnie ma miejsce licytacja komornicza jej mieszkania, w którym mieszka z córkami. Łącznie jest winna 40 tys. zł grzywien za niewydawanie dzieci na kontakty. Orzeczenie lekarskie po jednym z kontaktów ojca z 1,5-roczną córką brzmi: “Zasinienie błony dziewiczej, krwiak na cewce moczowej, podejrzenie molestowania”. 6-letnia córka zeznała, że “tatuś dotykał ją w miejsca intymne”. Sąd nie dał wiary orzeczeniu lekarskiemu oraz zeznaniom sześciolatki, uznając, że tak małe dziecko nie wie, gdzie ma miejsca intymne. Kontakty obowiązkowe.

Natalia: Były mąż celowo potrącił ją samochodem. Mimo wyroku karnego dzieci są zmuszane do kontaktu z ojcem, którego się boją. Matka walczy o córki od ośmiu lat.

Zdarza się i tak, że matka celowo utrudnia lub uniemożliwia kontakt z dzieckiem ojcu, któremu nie można nic zarzucić. Grzegorz swojej córki nie widział od miesięcy. Zostawia córce paczki z prezentami, ale wie, że nie trafiają one do córeczki. Kiedy jeździ na wizyty, zwykle nikogo nie ma w domu. Telefon nie odpowiada.

***

To jednak niewielki procent przypadków, a rozwiązaniem nie jest, co podkreślają wszyscy eksperci, wysyłanie matek do więzienia pod pretekstem “alienacji”. To termin ukuty przez amerykańskiego psychiatrę R. Gardnera – od jego nazwiska pochodzi tzw. syndrom Gardnera. Gardner i jego badania zostały zdyskredytowane na całym świecie jako nienaukowe. Amerykańska Narodowa Rada Sędziów Sądu Rodzinnego i Nieletnich nakazała nie uwzględniać owego rzekomego syndromu w wyrokach;

Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne oficjalnie uznało syndrom Gardnera za nienaukowy. WHO także odcięło się od owego “syndromu”. Sam Gardner to autor, który w swoich pracach wprost popierał pedofilię. Podczas gdy cały świat odciął się od badań Gardnera i jego rzekomego “syndromu”, w Polsce wciąż pojawia się on w opiniach biegłych i OZSS-ów.

To tylko niektóre z tysięcy historii, o których od lat mówią takie organizacje jak Stowarzyszenie Pomocy Kobietom Eurydyka czy ruch społeczny Mamy Mówią Dość. Słuchać matek nikt nie chce. Nie istnieje żaden zespół parlamentarny, który zajmowałby się takimi sprawami. W lutym 2020 roku powstał natomiast, pod wpływem silnego lobby ojcowskiego, parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Alienacji Rodzicielskiej. Skład osobowy zespołu: Grzegorz Braun, Dobromir Sośnierz, Janusz Korwin-Mikke i Robert Winnicki. Czterech posłów Konfederacji.

W maju 2019 roku grupa naukowców, prawników, ekspertów zajmujących się przemocą w rodzinie i prawami dziecka wysłała list do Światowej Organizacji Zdrowia, domagając się nieuznawania definicji "alienacji rodzicielskiej" w międzynarodowym spisu chorób. Pisali o tym, że są zaskoczeni brakiem konsultacji w tej sprawie i zaniepokojeni, jakie taka decyzja przyniesie konsekwencje dla kobiet i dzieci, ich rozwoju i bezpieczeństwa. "Nasze badania oraz doświadczenie pokazują, że <<alienacji rodzicielskiej>> brakuje wiarygodności, jest to zaś zjawisko często używane, by odwrócić uwagę od przemocy domowej i innych dowodów ważnych dla najlepszego interesu dziecka".

W lutym 2020 roku WHO wykreśliła alienację rodzicielską ze swojego spisu.

Brunel University w Londynie przeprowadził badania, z których wynika, że tzw. "alienacja rodzicielska" jest coraz częściej używana jako argument w sądzie. Efektem tego są sytuacje, w których dziecko jest zabierane matce, rzekomej "alienatorce", i przekazywane pod opiekę przemocowego ojca. Autorka badania, dr Adrienne Barnett, powiedziała w rozmowie z "The Independent": "Używanie argumentu <<alienacji rodzicielskiej>> to najskuteczniejszy sposób uciszania kobiet i dzieci, które nie chcą kontaktu z przemocowym ojcem. Owa <<alienacja>> to po prostu narzędzie do zaciemniania obrazu przemocy domowej, i tak należy na to patrzeć".  

***

Opieka naprzemienna to rozwiązanie, które jest praktykowane w wielu krajach. Ma i plusy, i minusy. Środowisko matek nie jest mu przeciwne, natomiast domaga się m.in. zakazu opieki naprzemiennej w sytuacji, gdy dziecko jest młodsze niż 13 lat oraz w sprawach, w których w tle jest przemoc, zaburzenia psychiczne czy uzależnienia.

- Temat zależy od indywidualnej sytuacji rodziny, umiejętności komunikacji między rodzica-mi, możliwości zabezpieczenia poczucia bezpieczeństwa dziecka, predyspozycji rodziców, woli dziecka, odległości między miejscami zamieszkania rodziców. I tu nie można generalizować. Uregulować tak, bo ten model sprawowania pieczy nad dziećmi wciąż jest wyzwaniem, natomiast czy jako domniemany model, skoro wymaga spełnienia tak wielu ważnych kryteriów to kwestia opinii psychologów, ale i tak przede wszystkim w tej konkretnej sprawie. Zapewne w ogóle temat warty uwagi, ale realnym problem jest przede wszystkim ustanawiania opieki nad dziećmi i kontaktów dzieci z rodzicami w sytuacjach przemocowych – mówi mecenas Magdalena Goszczyńska, prawniczka specjalizująca się w trudnych sprawach rozwodowych z przemocą w tle.

Opowiada: Trafiła do mnie sprawa, w której przemocowy ojciec doprowadził matkę swojego dziecka do takiego stanu, że uznane zostało, iż to ona nie poradzi sobie z opieką nad dzieckiem. W konsekwencji, dziecko trafiło do rodziny zastępczej ze strony ojca przemocowca, finalnie do ojca, a matka po powrocie do pełni sił walczy o powrót dziecka pod jej opiekę.

Dodaje: Najczęściej opieka naprzemienna na świecie ustanawiana jest w Szwecji, ale tam jest wyższy poziom materialny społeczeństwa - często to dziecko zostaje w miejscu dotychcza-sowego zamieszkania, a rodzicie wprowadzają się do dziecka na czas sprawowania opieki nad nim. Tam jest oczywiście bardziej liberalna kultura i tolerancja dla różnych form rodziny.

Prawniczka apeluje, by w sprawach rodzinnych, przy ustanawianiu opieki nad dziećmi i kontaktów zwracać uwagę na przemoc i jej rozmaite przejawy. Gaslighting jako forma przemocy psychicznej, którą nazwałabym "stanem zaufania ofiary do sprawcy większym niż do siebie", prowokowanie, donosy, umieszczanie w oddziałach zamkniętych, mówiąc kolokwialnie robienie wariatki z kobiety są w procesie wiktymizacji nagminne. Przy tym ofiara bardzo często może u osoby niewrażliwej na zjawisko przemocy albo niemającej wiedzy na ten temat - nie wzbudzać sympatii. Może wydawać się dziwna, zmienna, może gubić się w przyjętym planie działania i nie zawsze współpracować, może być wycofana lub sięgać po mechanizmy obronne czy używki. Ważne też jest, aby ofiara nie musiała wszędzie na no-wo opowiadać swojej historii, a komunikacja pomiędzy organami państwa nie zawsze jest prawidłowa. I nie może to być działanie z automatu, powinno być dostosowane do możliwości ofiary. Bo wówczas jest mniejsze ryzyko wiktymizowania wtórnego. Nie zawsze to jest zła wola, ale często funkcjonowanie systemu czy brak wiedzy. Według relacji ofiar przemocy to nawet policjantka potrafi zapytać taką ofiarę o to czy nie będzie się bała mieszkać w domu, jak zaczniemy taką sprawę i nie chodzi o to, aby zadbać o emocje ofiary, a zniechęcić ją. A jak ofiara przemocy domowej dostała 1 listopada SMS-a: „Z okazji Wszystkich Świętych życzenia i ciebie też to czeka”, to na komisariacie zażartowano „jakie święta, takie życzenia”. Oczywiście nie mówię, że jest to regułą, ale zdarza się i wcale nie rzadko. Wyrażam nadzieję, że wobec tego że coraz więcej mówi się o roli ofiary ta uważność i świadomość będzie coraz większa – mówi mecenaska.

Matki pytają: dlaczego mamy być karane więzieniem za próbę ochrony naszych dzieci? Dlaczego mamy odpowiadać za zaburzenia psychiczne i czyny drugiego rodzica? Nie mają jednak zasobów i zaplecza, by walczyć. Często pracują na dwa etaty, a resztę czasu pochłania opieka nad dziećmi i reagowanie na dziesiątki pism sądowych.

***

Stanowisko Kongresu Kobiet jest jednoznaczne:

Jesteśmy zszokowane i jednocześnie przerażone, że taki projekt w ogóle powstał i wpłynął do Senatu. Ten projekt jest w czystej postaci przykładem przemocy wobec kobiet, dowodem na to, że fundamentaliści w naszym kraju mają coraz większe wpływy. Dążą do tego, by kobiety pozbawiać nie tylko ich podstawowych praw do samostanowienia, ale też prawa do ochrony swojego życia i życia dziecka. Chcą te kobiety bezwzględnie karać za domaganie się podstawowych praw. Nie wyrażamy na to zgody i apelujemy do wszystkich środowisk, które walczą o prawa kobiet i dzieci, by ten kompromitujący projekt pogrzebać. To projekt nie do zaakceptowania w cywilizowanym państwie, musi zniknąć z polskiego parlamentu. O to będziemy walczyć i tego się domagać od polityków i polityczek. 

To stanowisko podziela także skupiająca ponad 100 organizacji walczących o prawa kobiet Wielka Koalicja za Równością i Wyborem. Jej koordynatorka Aleksandra Magryta mówi:

Przygotowana nowelizacja kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, Kodeksu postępowania cywilnego i Kodeksu karnego jest niebezpieczna dla kobiet i dzieci. Zmiany te zakładają naprzemienną opiekę nad dziećmi, co spowoduje zniesienie alimentów, a tym samym powiększy nierówności, które w konsekwencji odbiją się na dobru dziecka. Nie możemy pominąć faktu, że przy uchwaleniu tych zmian dla wielu kobiet będących w przemocowych związkach z ojcem dziecka zmiany te będą oznaczały dalsze narażanie się na przemoc.Tym samym doprowadzi to do wtórnej wiktymizacji kobiet.

Proponowane zmiany zdają się nie uwzględniać dobra dziecka - naprzemienna opieka może doprowadzić do destabilizacji dziecka.

Zmiany powinny uwzględniać takie rozwiązania, które nie będą stanowiły zagrożenia dla kobiet i dzieci.

I dodaje: Jako Wielka Koalicja za Równością i Wyborem wyrażamy zaniepokojenie próbą nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, Kodeksu postępowania cywilnego i Kodeksu karnego i będziemy podejmować w tej sprawie działania.

Maria Starzyńska, była kuratorka społeczna, kierowniczka MOPS-u, pedagożka z 30-letnim doświadczeniem w zakresie wsparcia rodzin i praw dzieci oraz rządowa konsultantka w zakresie prawa rodzinnego i pieczy zastępczej, na proponowanych nowelizacjach nie zostawia suchej nitki i punktuje:

Sąd rodzinny powinien chronić interes dziecka i jego bezpieczeństwo. Opieka naprzemienna nie może być priorytetem. Nie może być orzekana obligatoryjnie. Dziecko ma prawo do wychowania przez obydwoje rodziców, do kontaktów z rodzicem, ale nie ma takiego obowiązku. Opieka naprzemienna może być rozwiązaniem, ale tylko w sytuacji współpracy rodziców i zgody dziecka. Dziecka nie można traktować przedmiotowo. Bezpieczeństwo dziecka i stabilna sytuacja są najważniejsze.

Tam, gdzie w rodzinie występowała przemoc, czy w sytuacji okołorozwodowej, opieka naprzemienna nie może być orzekana. Opieka naprzemienna nie jest wskazana dla dzieci do 4. roku życia, które muszą mieć stałego opiekuna. Wysłuchanie dziecka przez sędziego powinno być obligatoryjne. Wielokrotne badania dziecka przez różnych specjalistów na wniosek jednej ze stron powinno być ograniczane. Jest krzywdzeniem dziecka. Jeżeli dziecko kategorycznie odmawia kontaktu z rodzicem, występuje u niego lęk i opór, nie można siłowo zmuszać dziecka do kontaktów, które nie są uzasadnione dobrem dziecka, tylko rodzica. Proponowane kary finansowe czy więzienia są rozwiązaniem siłowym i są również karą dla dziecka. Obciążają je psychicznie odpowiedzialnością za sytuację rodzinną. Każdy rozwód rodziców jet dla dziecka ogromna traumą, sytuacja okołorozwodowa  powoduje u dzieci uszczerbek na zdrowiu psychicznym  - podkreśla ekspertka.

W sytuacji gdy w rodzinie wcześniej występowała przemoc fizyczna, psychiczna, dzieci doskonale pamiętają te sytuacje i odmawiają kontaktów. Na pewno siłowe egzekwowanie spotkań z dziećmi nie sprzyjają dobru dziecka.

I dodaje: Kobiety częściej niż mężczyźni są ofiarami przemocy fizycznej, psychicznej czy seksualnej, zaś o wiele rzadziej jej  sprawczyniami. Trudno jest określić skalę przemocy. WHO podaje, że 35 proc. kobiet na świecie doświadcza przemocy ze strony partnera.

Anna Kupsch z Fundacji Małe Wielkie Prawo, która od lat walczy o prawa dzieci, mówi wprost:

- Lobby ojców od lat działa i skutecznie wykorzystuje różne osoby do walki o swoje cele procesowe i prawa ojców, często kosztem praw dzieci lub pozornie tylko pod ich pretekstem. Twarze polskiej alienacji rodzicielskiej oraz pseudoteorii syndromu PAS Gardnera zakładają różne maski, w tym bardzo niebezpieczne, szczególnie dla dzieci i ich dobra. Po porażającej skali nadużyć i manipulacji zgłaszanych do Małe Wielkie Prawo i współpracujących z nami ekspertów od psychologii, psychiatrii i prawa - warto się im przyjrzeć. Szczególnie w kontekście badania wiarygodności tego typu inicjatyw jak druk 63, finansowania ruchów alienacji rodzicielskiej, jakości ich badań, osądów, nagłaśniania, głośnych i medialnych kampanii i protestów.

Podkreśla, że problem alienacji nie może być analizowany w oderwaniu od konkretnych spraw i sytuacji oraz rzetelnego badania materiału dowodowego, co, jak mówi, niestety często ma miejsce. - Warto zadbać o przejrzystość i rzetelność, szczególnie że bardzo często twarze walki rzekomo o prawa dzieci i z alienacją rodzicielską "mają sporo za uszami". Udokumentowana przemoc fizyczna i psychiczna, nękanie, podejrzenia molestowania seksualnego, groźby czy porwania rodzicielskie i przetrzymywanie małoletnich wbrew ich woli, indoktrynacja i izolacja od rodzica pierwszoplanowego, zaniedbywanie i porzucanie dzieci oraz rodziny, zaburzenia psychiczne - to tylko promil najczęstszych udokumentowanych zarzutów w ok. 500 sprawach, w których pomagaliśmy. Bardzo często rodzice stosujący tego typu naruszenia czują się ofiarami i lobbują za zmianami prawnymi dla własnych partykularnych interesów, a tylko pod pretekstem "dobra dzieci". To oni paradoksalnie - rzekome ofiary izolacji od dzieci - często kierują się postawą odwetową i zemstą - by karać matki dzieci więzieniami, grzywnami etc. - często w oderwaniu od materiału dowodowego i kluczowego dobra dzieci – mówi ekspertka.

Zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt forsowania opieki naprzemiennej: alimenty. - Istotny jest również fakt, że zwolennicy druku 63 to często rodzice wcześniej zaniedbujący potrzeby swoich dzieci, często stosujący przemoc ekonomiczną i jawnie sprzeciwiający się oraz unikający alimentacji na własne dzieci. Zwolennikami pieczy naprzemiennej nie są np. po to, by realnie i solidarnie współdzielić trudy wychowawcze i utrzymanie dzieci, ale dlatego, by znieść obowiązek alimentacji. Bardzo posługują się argumentacją druku 63 i tego typu zarzutami nawet bez żadnego potwierdzenia w faktach i dowodach lub wbrew nim. Często naciski takie stosują rodzice nigdy wcześniej niesprawujący roli rodzica pierwszoplanowego, a zainteresowanie wychowywaniem i pieczę wykazują dopiero w toku postępowania, by uniknąć alimentacji, czy by kontrolować byłą żonę, a nawet by ostatecznie doprowadzać do przejęcia pieczy i piecza naprzemienna jest dla nich do tego pomostem.

Takie stanowisko i działania bardzo często obserwujemy ze strony środowisk proojcowskich, choćby w grupie dzielnytata.pl. (grupa na FB zrzeszająca ojców, publikują m.in. instrukcje porwań rodzicielskich)  i innych tego typu grupach zrzeszających ojców, wydających instruktaże, jak dosłownie manipulować, unikać odpowiedzialności karnej za swoje naganne czyny i by osiągać mimo to swoje cele procesowe. Często mają koneksje w kręgach polityki, psychologii, a także z zaplecze finansowe.

Często takie niesprawdzone subiektywne autorytarne zmanipulowane czy wprost opłacone manipulacje krążą w polskim obiegu sądowym i medialnym jako wiarygodne opinie o alienacji rodzicielskiej, fałszywej konieczności – mówi Anna Kupsch.

To zdanie podtrzymuje Daniel Mróz, ekspert ds. przemocy w rodzinie, który prowadzi działania korekcyjno-edukacyjne dla sprawców. Przyznaje on, że w swojej praktyce spotyka się zarówno z przekraczaniem granic przez ojców, jak i matki. Bywa, że chodzi o zemstę na byłym partnerze czy partnerce. Mówi o tym, że trudno o obiektywizm w sytuacji, kiedy nie ma przemocy, ale między rodzicami jest konflikt. Jego stanowisko jest jasne: Jeśli dziecko było świadkiem przemocy wobec matki, to jest także ofiarą przemocy. Na podstawie art. 98 kodeksu rodzinnego rodzic stosujący przemoc nie powinien decydować w sprawach dziecka.

Ponadto, o czym często zdają się zapominać i rodzice walczący o dzieci, i sądy, dobro dziecka do życia z dala od przemocy jest kwestią nadrzędną.  

Daniel Mróz: W sytuacji zagrożenia dobra, życia i zdrowia dziecka sąd powinien wydać decyzję o ograniczeniu władzy przemocowego rodzica. Z mojej praktyki w zakresie opieki naprzemiennej wynika, że przede wszystkim dziecko powinno mieć prawo współdecydowania. Jeśli nie ma porozumienia między rodzicami, opieka naprzemienna nie ma sensu. To działa tylko wówczas, jeśli rodzice mają pełną zgodę, a dziecko zgadza się na takie rozwiązanie. Obligatoryjne orzekanie opieki naprzemiennej wprowadza ryzyko nadużyć – kiedy, na przykład, dziecko nie czuje się bezpieczne z drugim rodzicem. - To narzędzie do krzywdzenia dzieci. Tzw. alienacja rodzicielska i opieka naprzemienna są stosowane jako narzędzie represji i kary wobec kobiet, które odeszły od ojców swoich dzieci. Przesłanką takiego zachowania jest władza i kontrola, nie dobro dziecka - mówi Daniel Mróz. 

Anna Kupsch podkreśla z kolei jeszcze inny aspekt: zaangażowania nowych partnerek ojców w ich "walkę". - Często nowe partnerki i żony z czasem przeżywają dokładnie to samo piekło i dramaty, w czym wcześniej wspierały rzekomo poszkodowanych ojców dzieci, rzekome ofiary alienacji rodzicielskiej. Przedstawicielka fundacji Małe Wielkie Prawo zwraca także uwagę na grę pozorów, która często ma miejsce w sprawach o władzę rodzicielską. - Z uwagi na nośny i medialny, ostatnio wypromowany przez środowiska proojcowskie temat – jest to bardzo wygodna zasłona dymna i odwracanie uwagi np. od wcześniejszych problemów w relacji z dziećmi, nagannej postawy rodzicielskiej, przemocy. Wielokrotnie byliśmy świadkami rozmów adwokatów, iż takie sprawy są dla nich przy obecnych proojcowskich przepisach niezwykle proste, opłacalne, gdyż nie muszą nawet udowadniać alienacji ani nadmiernie bronić klientów za nawet udokumentowane działania na szkody dzieci – gdyż coraz częściej obserwują, iż prawa ojca i obowiązek kontaktu z dziećmi są stawiane ponad prawami dzieci i ich wolą lub uzasadnionym brakiem woli do takich kontaktów - mówi, opierając się na sprawach, które prowadzi fundacja. 

Zwraca też uwagę na wszechobecny patriarchat:  Kobiety są notorycznie dyskryminowane i oczerniane w sądach przez ojców dzieci bez należytego badania spraw oraz materiału dowodowego oraz bez konsekwencji prawnych.

Wzbudza to poczucie niesprawiedliwości i ograniczonego zaufania do aktualnego kierunku orzecznictwa - mówi.  Dodaje: Ok. 30 proc. w naszych sprawach zawiera uzasadnione i udokumentowane podejrzenia molestowania seksualnego lub innych czynności seksualnych wobec małoletnich. Rodzic drugoplanowy już dziś i w oderwaniu od sytuacji niepokojących oraz nagannej postawy rodzicielskiej może zachować pełnię władzy rodzicielskiej czy uzyskać zmuszenie dzieci do kontaktów, a ukaranie matki dzieci, to co dopiero może czekać dzieci w takich sytuacjach, kiedy druk 63 wszedłby w życie?

*** 

W 2015 roku 60 proc. spraw rozwodowych kończyło się przyznaniem opieki nad dziećmi kobietom. Dwa lata później, w roku 2017, sądy orzekały w 39 tysiącach spraw rozwodowych. 15 tysięcy z nich zakończyło się przyznaniem władzy rodzicielskiej wyłącznie kobietom. 20 tys. spraw - przyznaniem opieki nad dziećmi obojgu rodzicom. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.