Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pracy, nawet dorywczej, teraz nie ma. Matki, które samotnie wychowują dzieci, nie mają przy szalejącej epidemii możliwości zarobienia nawet paru groszy w budce z kebabem, przy sprzątaniu czy zlewozmywaku. Dzieci są w domu, a to znaczy, że w nie jedzą posiłków w szkole. Brakuje wszystkiego. - Skończyły mi się ziemniaki, marchew, cebula. Zostały dwa opakowania makaronu i butelka oleju – mówi Zaira, mama czworga dzieci.

Zaira musiała wyprowadzić się z domu samotnej matki, kiedy jej najstarszy syn skończył 18 lat. Teraz wynajmuje mieszkanie. Jest schorowana, źle się czuje, często nie ma siły. Ale dopóki praca była, jakoś dawała radę. Teraz zamknięta z dziećmi w domu z pustą lodówką i szafkami, w których został olej i dwie paczki makaronu, nie wie, czym jutro nakarmi dzieci. Najmłodsza Hadiszka ma cztery lata.

Milana mieszka z pięciorgiem dzieci na Pradze. Na 19 metrach kwadratowych.

Do Polski przyjechali po tym, jak w Czeczenii porwano brata jej męża.

Ciała nie znaleziono do tej pory. Do kraju wrócić nie mogą. W Polsce czekali siedem lat na decyzję, czy mogą tu zostać. Siedem lat niepewności na 19 metrach.

Toma wynajmuje mieszkanie w Ząbkach. Stara się, jak może, żeby wykarmić troje dzieci.

Marina Hulia, która od lat opiekuje się czeczeńskimi rodzinami w Polsce, a od czterech – rodzinami z Dworca Brześć, gdzie matki z dziećmi koczowały na twardych ławkach, mówi: - Teraz w niektórych domach sytuacja jest dramatyczna. One wszystkie mają dzieci, wszystkie pracowały dorywczo, żeby zarobić kilkaset złotych, ale teraz nie ma możliwości pracy. Siedzą zamknięte w domach z dziećmi, które muszą nakarmić cztery razy dziennie. Wykarmienie pięciorga dzieci nie jest łatwe.

Wszystkie uchodźczynie pomagają innym. Działają w wolontariacie – jeżdżą do domu spokojnej starości, staruszkom, których oprócz nich nie odwiedza, gotują posiłki i masują ręce. W Łodzi wyprowadzają psy w schronisku. Na Woli pomagają bezdomnym. Oddają dobro, które dostały. - I tak to zatoczyło koło - mówi Marina.

I dodaje: - Uchodźstwo nie rzuca się w oczy. One są w domach, nie wyjdą na ulicę i nie powiedzą: nie mam czym nakarmić dzieci. Są zdane na siebie.

Dlatego poprosiła mniej i bardziej znanych znajomych o pomoc. W akcję „Jestem. Z wami. W domu #DostawaDobra“ zaangażowali się m.in. Maciej Stuhr, Przemek Staroń, Dorota Sumińska. Marinę i kobiety pod jej opieką wspierają także dziennikarka Agata Szczęśniak, aktor Modest Ruciński czy Mateusz Mielczarek. To oni będą rozwozić zebrane dary. Wiele osób pyta o numery kont, bo nie chcą wychodzić z domu, ale chcą pomóc. Marina wysyła wówczas numery kont konkretnych kobiet. Jeśli któraś konta nie ma, podaje numer innej i prosi o dopisek z imieniem.

Mateusz Mielczarek: - Współpracuję z Mariną od kilku lat, teraz dowiedziałem się, że potrzebna jest pomoc, zaczęliśmy działać, moje liceum Czackiego w Warszawie od zawsze angażuje się społecznie. Zrobiliśmy kilka zbiórek, dwa spotkania świąteczne. Były też zajęcia – korepetycje - dla dzieciaków, którym trudno było się odnaleźć w polskiej szkole, co zrozumiałe przy niewielkiej znajomości języka i po doświadczeniu wojennym.

Potrzeba pomocy była i teraz. - Teraz postanowiliśmy zorganizować tę akcję, będziemy rozwozić paczki. Jesteśmy w izolacji i trzeba sobie pomagać, mam niecałe 20 lat i jestem zdrowy, więc lepiej, żebym ja ponosił ryzyko niż ktoś w grupie ryzyka - mówi Mateusz.

Z dziećmi z Dworca Brześć i ich mamami można podzielić się żywnością. Przyda się wszystko, najbardziej produkty, które nie psują się szybko, i takie, z których można ugotować pożywną zupę czy zrobić sycący obiad dla rodziny: mąka, makaron, kasze, olej, cukier, jajka, konserwy (nie wieprzowe), ziemniaki, warzywa. Maluchom potrzebne są pieluchy (w rozmiarach 4,5 i 6), przydadzą się też wilgotne chusteczki. Można dorzucić słodycze czy maskotkę.

Potrzebna jest pomoc dla ponad stu osób. 79 z nich to dzieci.

Wszystkie paczki można zostawiać od wtorku 31 marca w Szkole Podstawowej Bednarska (wejście od ul. Niemcewicza, w godzinach 12-16). Brama jest zamknięta, trzeba zadzwonić – wyjdzie portier i odbierze dary.

Więcej informacji znajdziesz TUTAJ

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.