Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nigdy nie zapomnę, z jakim łomotem serca podskoczyłam na łóżku tamtego ranka obudzona przez dźwięk telefonu. Był styczeń, szósta rano, więc wciąż panowały ciemności. Od trzech dni mieszkałam w hotelu przy szpitalu, w którym moja mama przeszła właśnie operację usunięcia guza mózgu. Znienacka dzwoniący telefon w takiej sytuacji to coś, jak minigranat, który wybucha ci w klatce piersiowej, w sekundę przez głowę przelatują najczarniejsze scenariusze. Odebrałam i usłyszałam szczebiot matki: - Chciałam ci tylko powiedzieć, że wstałam dziś wcześniej, umyłam się, pomalowałam i czuję się bardzo dobrze.

No tak, czego się spodziewać po wnuczce kobiety, która niemal do setki, gdy zapraszała do siebie na bawarkę i babkę cytrynową, otwierała nam drzwi z pomalowanymi ustami i w koralach na szyi.

Koronawirus zmienia nasz wygląd

W internecie co rusz pojawiają się memy pokazujące, jak niektóre kobiety będą wyglądały po kwarantannie. Wyśmiewa się brzydkie paznokcie, poplątane sztuczne rzęsy, krzaczaste brwi i odrosty. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście może się wydawać, że w obliczu pandemii i śmierci wielu ludzi dookoła myślenie o wyglądzie to głupota, próżność i nieumiejętność odróżniania spraw ważnych od błahostek.

Ja jednak bronię kwestii dbania o wygląd w czasie izolacji, bo jestem głęboko przekonana, że dotyka ona bardzo głęboko tkwiących w nas spraw. Podobnie uważa Amanda Mull, która opublikowała w “The Atlantic” tekst o tym, jak koronawirus zmienia nasz wygląd. Sama zaraz po rozpoczęciu izolacji pomyślała w popłochu o siwych odrostach, które niechybnie za moment pojawią się na jej głowie. Potem jednak zauważyła w social mediach, że problem wyglądu absorbuje wiele osób. W tekście wypowiada się psycholożka Amy Flowers, która tłumaczy, że dla osób, których tożsamość silnie wiązała się z pracą, życiem na zewnątrz, poza domem, co oznacza też często konieczność określonego sposobu ubierania się, nagłe zerwanie więzi w tym wszystkim, może być naprawdę trudnym doświadczeniem.

Rytuał to podstawa

Dbanie o ciało to przede wszystkim rytuał. A – jak mówił niedawno Jacek Santorski - rytuały to podstawa zachowania równowagi w każdej trudnej sytuacji. Może to być sesja jogi, czas na czytanie książki, cokolwiek, byle byśmy robili to w podobnym czasie w podobny sposób. Nie bez kozery rytuały obecne są we wszystkich kulturach, nie bez przyczyny bardzo przywiązane są do nich dzieci. Stanowią bezpieczne punkty w rzeczywistości. Im rzeczywistość bardziej niepewna, tym zyskują na znaczeniu.

W trudnych czasach – wojny, krachu gospodarczego, pandemii - nie mamy kontroli nad tym, co się dzieje, i rozpaczliwie szukamy poletek, gdzie wciąż coś zależy od nas. A najbliżej mamy samych siebie.

Szminka w obozie

Stąd liczne świadectwa o tym, że kobiety nawet w najgorszych czasach starały się dbać o wygląd. Fryzura, strój, makijaż były tym, co dawało choćby złudzenie normalności. A wszystkie wiemy, że życie bez złudzeń może być nie do zniesienia, prawda?

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska, lekarka, która jako młodziutka dziewczyna przeszła obóz w Ravensbrück, opowiada w książce “Czesałam ciepłe króliki”, że codzienna dbałość o siebie była kluczem do przeżycia w obozie. Jak kobieta przestawała się czesać, myć, to był znak, że się przenosi na tamten świat. “Zasada święta do dziś: codziennie wstaję o szóstej i nie zjem śniadania, jeżeli nie jestem ubrana, uczesana i umalowana” - mówi Gawlikowska-Świerczyńska.

Anna Czerwińska, współtwórczyni filmu „Powstanie w bluzce w kwiatki. Życie codzienne kobiet w czasie Powstania Warszawskiego”, opowiadała w wywiadzie, że każda z powstanek, z którymi ekipa robiła rozmowę, dokładnie pamiętała, w co była ubrana. Wiemy dziś, że powstanie było koszmarem, ci, którzy je przeżyli, wspominają odór brudu oraz rozkładających się ciał. Ale na zdjęciach widzimy śliczne dziewczyny ze starannie ułożonymi włosami. Potem w te pukle i warkocze wszedł kurz, pył i wszy, ale póki było można, starały się wyglądać jak najlepiej. Gdy zabrakło wody, niektóre myły się kawą, jedna wspominała, że koleżanka umyła jej włosy winem.

Kilka lat temu w Imperial War Museum zrobiono wystawę poświęconą temu, jak Brytyjki dbały o wygląd w czasie drugiej wojny światowej. Był to czas, gdy kosmetyków brakowało, szminek nie produkowano, bo ówcześnie miały metalowe opakowania, a w czasie wojny cały metal szedł na potrzeby wojska. Z braku pończoch dziewczyny rysowały sobie szwy na gołych nogach. Zamożniejsze specjalną farbą, którą produkowali m.in. Max Factor i Elisabeth Arden, uboższe mieszanką zagęstnika do sosów zmieszanego z kakao.

Słynna fryzura czasów wojny, tzw. victory rolls, czyli zamotane nad czołem walce z pukli włosów, była typowo kryzysowym wynalazkiem.

Kobiety, które wówczas masowo poszły do pracy m.in. w fabrykach, musiały mieć odsłonięte z powodów bezpieczeństwa twarze. Z drugiej strony kapelusze stały się towarem luksusowym, niedostępnym dla wielu elegantek. Misterna fryzura była praktyczna, a jednocześnie na tyle strojna, że z powodzeniem zastępowała najbardziej szykowny toczek.

Wygląd a morale

Gdy czyta się historyczne przekazy, widać jak na dłoni, że w dbałości o ciało nie chodziło tylko o zachowanie kontroli i pozorów normalności, ale że sięgało to jeszcze głębiej. Makijaż i strój od zarania dziejów były symbolami władzy i prestiżu. Tak po części jest i dziś. Przede wszystkim jednak dla kobiet określony wygląd (dla każdej z nas znaczy to coś innego) często w subtelny i jednocześnie silny sposób wiąże się z osobistą godnością. Dlatego przecież za utratę dziewictwa przed ślubem kobietom strzyżono włosy na krótko, dla upokorzenia golono włosy Polkom, które zadawały się z Niemcami. Dlatego tak bezbronne czują się kobiety, tracące włosy i rzęsy w chorobie nowotworowej, a Maria Kuncewiczowa, nawet będąc sama w domu, chodziła w peruce, gdy z wiekiem jej własne włosy stały się bardzo rzadkie.

W czasie drugiej wojny kobiety wręcz zachęcano do dbania o urodę i malowania się. Na reklamie firmy Yardley z tamtego czasu widzimy hasło, że dobry wygląd podnosi morale. Szczególne miejsce w historii ma czerwona szminka, która od zawsze była symbolem kobiecej siły, dość powiedzieć, że jeszcze w XVIII w. karminowe usta kojarzono z czarownicami.

W 1912 r., gdy 15 tys. sufrażystek szło ulicami Nowego Jorku, wiele z nich miało usta pomalowane na czerwono. Szminki uczestniczkom demonstracji rozdawała osobiście Elisabeth Arden.

W czasie drugiej wojny światowej pomalowane na czerwono usta stały się cichym symbolem sprzeciwu wobec Hitlera, który nie znosił umalowanych kobiet.

Jak bardzo wygląd może pomagać w zachowaniu godności dowodzi wstrząsające świadectwo Karoliny Lanckorońskiej ze wspomnianego już wyżej Ravensbrück: kobiety skierowane na egzekucję szukały wśród współwięźniarek fryzjerek i prosiły, by ułożyły im włosy przed śmiercią.

***

Znam nie mniej dramatyczne historie z własnego otoczenia. Kiedy kilkuletni syn mojej przyjaciółki zachorował na nowotwór, przez wiele tygodni nie malowała rzęs, bo ciągle płakała. Ale całą resztę makijażu robiła.

“Spędzając z nim tygodnie na onkologii, dbałam o to, żeby choć odrobinę się pomalować, mieć świeżo umyte włosy. Nawet w pośpiechu wcierałam w ciało balsam. Nosiłam ładne koronkowe biustonosze.

Kryzysowe urodowe rytuały pomagały, gdy musiałam stawiać czoła naprawdę trudnym sytuacjom i skonfrontować się z kimś, kto miał koszulę z krawatem pod lekarskim kitlem i ważny tytuł przed nazwiskiem.

Kiedy moja mama trafiła do hospicjum, pierwszego dnia zażyczyła sobie, żebym kupiła jej ulubione perfumy. Spryskiwałam ją nimi każdego dnia rano przez trzy miesiące, nim zmarła. Pamiętam dobrze jedną z jej sąsiadek. To była bardzo stara kobieta chudziutka jak gałązka, ale z bardzo błyszczącymi oczami. Poprosiła mnie i siostrę mojej mamy, żebyśmy jej pomalowały paznokcie, bo – jak mówiła - zawsze o to dbała (a była przed laty bodaj salową w szpitalu) i kiedy miała dobrze zrobiony manikiur, czuła się panią. Wybrała sobie jasnoróżowy lakier z połyskiem. Umarła dwa dni później.

Co nas trzyma przy ziemi

Dlatego nie ma żadnego wstydu w tym, że w dzisiejszej sytuacji chcemy być zadbane. Jesteśmy w kryzysie i mamy prawo oswajać go wszelkimi metodami. Dla każdej z nas dbanie o siebie to coś innego. Dla jednej to staranny makijaż ze smokey eye, dla innej - zadbane dłonie, wypielęgnowane olejkami włosy, w niedzielę sukienka zamiast dresu, a może po prostu ulubiony T-shirt. Amanda Mull opisuje pracownicę handlu, która w wyniku pandemii straciła pracę. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła, było umycie długich, kręconych włosów, a potem dwugodzinne ich rozczesywanie i zaplecenie w cztery grube warkocze.

Kiedy przez świat idzie tornado, trzeba zrobić wszystko, żeby utrzymać się przy ziemi. Czasem można się do niej przyczepić warkoczem, koniuszkiem akrylowego paznokcia czy przedłużoną rzęsą.

Akcja "Gazety Wyborczej", "Wysokich Obcasów" i Booksy.com

"SOLIDARNI 2020". PRZEŚLIJ TROCHĘ WSPARCIA

Pandemia koronawirusa zagraża przedsiębiorcom, których działalność polega na bezpośrednich kontaktach z klientami. Zamkniętych zostało ok. 90 proc. salonów fryzjerskich i kosmetycznych.

Obsługująca je platforma rezerwacyjna Booksy.com ruszyła z inicjatywą „Prześlij trochę wsparcia”. "Gazeta Wyborcza" i "Wysokie Obcasy" przyłączają się do niej z kampanią "Solidarni 2020".

Wejdź do aplikacji Booksy i wpłać 20, 50 lub 100 zł jako wsparcie dla wybranego fryzjera, kosmetyczki, barbera czy fizjoterapeuty. W podziękowaniu za okazaną pomoc otrzymasz kod na bezpłatną prenumeratę Wyborcza.pl i Wysokieobcasy.pl.

Bądźmy solidarni i razem przetrwajmy ten trudny czas.

Pomagasz, mamy dla Ciebie prezent w podziękowaniu za wpłatę.

"Gazeta Wyborcza" i "Wysokie Obcasy" przekażą darczyńcom bezpłatną prenumeratę cyfrową swoich treści. Jej długość będzie zależała od wpłaconej na konto sumy – to 1, 2 lub 3 darmowe miesiące korzystania z Wyborcza.pl i Wysokieobcasy.pl. Abyś zawsze był na bieżąco. Kliknij, żeby dowiedzieć się więcej. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.