Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

A boję się, kupiłam dwa kilo mąki więcej, nie całuję się, myję ręce, noszę rękawiczki …

Czy to wystarczy?

Na pewno nie, jeśli młodzi się nie przejmą, a nie przejmują się zupełnie.

To widać wszędzie.

Po uspokajających komunikatach, że wirus „bierze starszych”, młodzi ochoczo tańcują na dyskotekach, planują wakacje, żartują z zagrożenia. Ostatecznie, skoro tak wszyscy o tym trąbią, mogą czasami umyć ręce, a nawet od czasu do czasu założyć maskę.

Maseczki zawsze były intrygujące, a w tym sezonie wypada założyć i przestraszyć swojego psa albo zrobić sobie selfika z pampersem przyczepionym do uszu. Szkoda tylko, że prawdziwych masek już nigdzie nie można dostać. Te najlepsze i najdroższe mają okrągłą zakrętkę-filtr jak stare radia.

Ciekawe, czy pokręcając tym pokrętłem, można kogoś przyciszyć? Raczej nie, tym bardziej że teraz nie wolno się dotykać. Oczywiście w teorii, bo tak naprawdę, trudno opanować przyzwyczajenia, czyli podawanie ręki, cmokanie w policzek tak mocno przyspawane do towarzyskich kontaktów.

Nic dziwnego, że młodzi nie mogą z tego zrezygnować. Co tam młodzież!  Wszyscy gratulujemy, współczujemy za pomocą rąk. A niestety rękawiczki jeszcze nie są „modne”, podobnie jak wycieranie odkażającą chusteczką na przykład telefonu. Telefon, najbrudniejszy przedmiot z naszego otoczenia zaraz po kluczach, klamkach i klawiaturze komputera, ma bogatą florę bakteryjną. Co tam się dzieje! Kiedy spojrzy się w powiększeniu, widać ruch jak na Manhattanie, to bakteryjny festiwal, rozmnażanie na czas. Ale kto by tam mył klucze, odkażał telefon i komputer! Niech się służba zdrowia martwi! My chorujemy, a lekarz leczy.

Dyscyplina, wiedza, ostrożność, to wszystko przychodzi z wiekiem.

O, starzy, oni to się dopiero potrafią się kurować. O niczym innym nie gadają i nudzą: nie pij, nie jedz, załóż sweterek… Dla młodych to wszystko jest śmieszne i nieprawdziwe. Nie wierzą, dopóki coś ich osobiście nie dotknie, ale nawet wtedy nie powiedzą: "Mieliście rację", nie w dzisiejszych czasach upadku autorytetów.

Dlatego źródłem szybkiego rozprzestrzeniania się wirusa we Włoszech nie była tajemnicza sekta Chińczyków, tylko ludzie, którzy wypełniali wolny czas balangami, całując się po włosku na dzień dobry.

A za chwilę tak będzie u nas. Szkoły zamknięte dla dobra społeczeństwa, młodzież i dzieci zostaną w domu. A ponieważ rodzice muszą iść do pracy, na pierwszej linii frontu zostaną czułe babcie, które zaopiekują się wnukami, zrobią zakupy, ugotują obiad…

O nie! Nie tym razem.

Koronawirus dla dzieci i młodych ma być tylko nieprzyjemną chorobą, ale dla starszych to śmiertelny wyrok. Żarty się skończyły i babcie muszą swoją miłość do wnuków schować do pachnącej lawendą szuflady albo zamrozić w zamrażarce.

W Polsce bardzo powszechne jest przekonanie, że rolą babci jest nieprzerwana opieka nad swoimi dorosłymi dziećmi, pomoc i zajmowanie się wnukami. Teoretycznie za to dzieci, zrewanżują się i obejmą opieką „mamusię”, kiedy będzie jeszcze starsza. Czy tak jest?

A rozejrzyjcie się wokół siebie.

Jak wiele znacie rodzin z babunią w bujanym fotelu, koło której skaczą dzieci i wnuki, konkurując między sobą, kto zrobi babci większą przyjemność?

To dziewiętnastowieczny obrazek. W czasach, kiedy dzieci było dużo, rywalizowały między sobą o miłość matki i chciały być najlepsze. Teraz dzieci jest mało i to babcie ciągle się zamartwiają, czy zrobiły wszystko dla swoich „dużych maleństw”. Nie tylko pomagają, ale też narzucają się z tą nieustającą pomocą. Na bolących kolanach szukają piłeczki pod kanapą, na spuchniętych nogach biegają po parku z wózkiem. Krytykowane za nienowoczesną kuchnię w każde święta szykują dania na dwanaście osób i mimo uczulenia na sierść przechowują psa i kota w czasie wakacji.

No i dosyć tego! „Zaraza dla babć” straszy nas i nam grozi, a jednocześnie daje szansę, żeby się ocknąć z tego dziwnego czaru miłości, nie bardzo odwzajemnionej. Daję wam słowo, że są lepsze role do odegrania w rodzinie niż darmowa pomoc domowa. Zakładając lateksowe rękawiczki i naśladując fobię czystości detektywa Monka, drogie babcie, zróbmy sobie „bal” przynajmniej na jakiś czas, czyli odpoczynek i życie w spokoju. Na pewno nam to wyjdzie na zdrowie, a wnuki uroczo się stęsknią i w przyszłości będą grzeczniejsze.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.