Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

8 grudnia ulicami Katowic, gdzie trwa COP24, przejdzie międzynarodowy Marsz dla Klimatu. Jego hasło brzmi: OBUDŹ SIĘ! CZAS OCALIĆ NASZ DOM! Podobne wydarzenia pod szyldem "Pikieta dla klimatu" odbędą się też w innych polskich miastach, m.in w WarszawieŁodzi, Olsztynie czy Gdańsku.

PAULINA REITER: Zaczniemy jak damy? Mieliśmy w Polsce piękne lato i chyba najpiękniejszą jesień, jaką pamiętam.

JENNIFER MORGAN: Może dla pani to było piękne lato, ale nie dla rolników, którzy doświadczyli suszy w całej Europie. I nie dla starszych ludzi, którzy źle znoszą fale upałów.

I nie dla ekologów, którym pokazało dobitnie, że to, przed czym ostrzegali, już się dzieje. Wzrost temperatury już o jeden stopień względem epoki przedprzemysłowej powoduje pożary w Kalifornii i Szwecji, susze w Europie, huragany na Florydzie, w Teksasie, Portoryko, coraz bardziej intensywne monsuny w Indonezji. A modele naukowe mówią, że jeśli nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, te zdarzenia będą coraz częstsze.

W październiku Międzynarodowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) stwierdził, że utrzymanie wzrostu globalnych średnich temperatur poniżej 2 st. Celsjusza, do czego zobowiązało się 195 krajów świata w porozumieniu paryskim trzy lata temu, już nie wystarczy. Zmiany przy 2 st. będą nieodwracalne, celem powinno więc być 1,5 st. Pół stopnia? To zdaje się tak mało.

– A robi fundamentalną różnicę. Konsekwencji ekstremalnych upałów doświadczy kilkaset milionów ludzi, życie kolejnych milionów stanie na głowie, gdy wzrośnie poziom mórz. No i te pół stopnia ma wielkie znaczenie dla bioróżnorodności w oceanach i na lądzie. Przy dwóch stopniach rafy koralowe kompletnie znikną. Przy 1,5 stopnia wzrostu średniej temperatury mają jeszcze szansę.

Ekolodzy od lat ostrzegali. Czuje pani satysfakcję?

– Raczej wściekłość. Bo niedawno przeczytałam, że już Lyndon B. Johnson – który rządził w latach 60.! – dostał alarmujący raport o zmianach klimatycznych. To było, zanim się urodziłam! A wielu polityków, a także liderów korporacji, i to bardzo ważnych, nadal nie dowierza naukowcom. Świat otrzymał diagnozę, że ma bardzo poważnego raka, a oni po prostu nie chcą o tym słyszeć. Wolą udawać, że mogą żyć jak dawnej.

To soczewka, w której widać kondycję naszego człowieczeństwa, naszą zdolność do empatii. Bo przecież pierwsi ucierpią najsłabsi, najbiedniejsi, ludzie z krajów rozwijających się, kobiety. Ubędzie miejsc zdatnych do życia. Oczywiście superbogacze przetrwają. Oni zawsze mogą się przenieść, wybudować sobie wyższy dom.

A przecież wiemy, co trzeba zrobić.

– Przede wszystkim musimy radykalnie zmniejszyć globalną emisję CO2 o połowę. I to szybko – do 2030 r. Najważniejsze to wygaszanie węgla, paliw kopalnych i przestawienie się na energię odnawialną, technologia to już nie problem, ceny energii słonecznej i wiatrowej znacznie spadły.

Przynajmniej w energetyce ta zmiana już się dzieje. W Holandii morskie siłownie wiatrowe są konkurencyjne względem węglowych. A przecież ludzie myśleli, że to się nie wydarzy jeszcze przez jakieś 50 lat. Więc – na zachętę dla Polski – te kraje, które zaczynają trochę później transformację, mogą skorzystać na tym, że ceny spadły i że już naprawdę nie trzeba polegać na wielkich graczach w sektorze energii nuklearnej czy węglowej. To ważny argument również z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego – już nie będą potrzebne gaz czy węgiel z Rosji. Polska może wytwarzać swoją własną odnawialną energię.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ministerstwo Spraw Zagranicznych mami świat, że Polska jest liderem walki z emisją CO2

W Krakowie na Open Eyes Economy Summit mówiła pani, że Polskę czeka kolejna wielka transformacja. I że znów może się zacząć w Stoczni Gdańskiej.

– To nie chwyt retoryczny, naprawdę w to wierzę. W 1989 r. studiowałam w Stanach ruchy społeczne Europy Wschodniej. Bardzo inspirowała mnie „Solidarność” – to, że ruch napędzany przez ludzi, walczący o prawa robotników i sprawiedliwość społeczną dokonał czegoś, co wydawało się zupełnie niewyobrażalne: obalił komunizm.

Stocznia w Gdańsku jest dla mnie symbolicznym miejscem. A dziś słyszę, że jest ona częścią wielkiej europejskiej rewolucji energetycznej, że buduje wieże do elektrowni wiatrowych – lądowych i morskich – że dysponuje technologią i wiedzą, ma statki umożliwiające montaż tych turbin. Łatwo można sobie wyobrazić, że Gdańsk staje się liderem morskiej energetyki wiatrowej, a Śląsk – co również już kiełkuje – drugim wielkim centrum produkcji energii odnawialnej.

Ale teraz większość produkcji z Gdańska jest sprzedawana za granicę, bo w kraju nie ma stabilnego planu wsparcia rozwoju zielonej energii ze strony rządu. Polska musi odejść od węgla krok po kroku, rozważnie. A im później się zacznie ta przemiana, tym gorzej, bo będzie musiała przebiegać tym gwałtowniej.

To oznacza, że musicie mieć rozpisany plan przejścia na energię odnawialną, wyznaczyć konkretne cele i etapy, np. ustalić, że wygaszamy węgiel do 2030 r.

I rzecz niezwykle istotna: ta przemiana musi się odbyć w sprawiedliwy sposób dla pracowników sektora węglowego. To nie wina górników, że mają pracę w przemyśle, który okazał się szkodliwy dla klimatu. Obowiązkiem rządu jest to, by górnicy czy pracownicy elektrowni węglowych dostali godziwe wsparcie – przekwalifikowanie zawodowe, ubezpieczenie zdrowotne, godne emerytury. Żeby mogli utrzymać siebie i rodziny.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Unia zwiększa emisję CO2. Na nasz kraj przypada jedna piąta tego wzrostu

Spory problem, bo zderzają się tu dwie narracje oparte na lęku. Jedna to opowieść o tysiącach robotników, którzy stracą pracę. Druga – o milionach ludzi, którzy są coraz bardziej przerażeni jakością powietrza.

– To straszne, jak Polska jest zanieczyszczona. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że sytuacja jest aż tak dramatyczna. WHO donosi, że 36 z 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Unii znajduje się w Polsce! Ludzie mają rację, że się boją.

Jest też kwestia ekonomiczna. Rozmawiałam właśnie z pewnym biznesmenem, który zapytał: „Jakie poważne firmy będą chciały umieścić swoje biznesy w kraju, którego gospodarka jest oparta w 80 proc. na węglu?”. Więc również z perspektywy biznesu czy PKB kurczowe trzymanie się węgla nie ma sensu. W innych krajach już widzimy, że firmy ubezpieczeniowe rezygnują z ubezpieczania kopalni, banki odchodzą od finansowania tego sektora. Biznes zaczyna słuchać naukowców i dostrzegać, że jeśli ludzkość jednak chce przeżyć, to trzeba będzie szybko pożegnać się z węglem.

To dlaczego polski rząd jest tak uparty?

– Macie kilka dużych firm energetycznych bardzo zbliżonych do rządu, które chcą zachować ogromną władzę i pieniądze. Im dłużej utrzymują status quo, tym więcej zarobią. Ale jesteśmy w momencie, w którym już nie stać nas na chciwość.

Inna rzecz to propaganda. Jeśli ludzie nieustannie słyszą od rządu, że zmiana jest niemożliwa, że prąd zdrożeje, bo nie da się wprowadzić gospodarki przyjaznej dla środowiska bez podniesienia cen, to czemu mieliby nie wierzyć?

Nikt im nie mówi, że mogą mieć odnawialną energię – łatwo dostępną i niedrogą, którą nie tylko zasilą dom, ale jeszcze jej nadmiar będą mogli odsprzedać? W Niemczech połowa energii odnawialnej należy do osób indywidualnych. Ludzie chcą mieć taką własną energię, bo nie zanieczyszcza płuc ich dzieci, daje im niezależność energetyczną i dodatkowo tworzy nowe miejsca pracy.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niepokojące wieści przed COP24. ONZ: Globalne emisje gazów cieplarnianych w 2017 wzrosły po trzech latach spadków

Właśnie. Energia odnawialna to nowe miejsca pracy.

– W tej chwili w Polsce w sektorze energii odnawialnej pracuje już 33 800 ludzi! Przy przyzwoitym planie wsparcia za 11 lat może ich być 100 tys. Sama energia słoneczna, jedna z najszybciej rozwijających się branży, to nie tylko produkcja urządzeń, lecz także instalacja, serwisowanie. Stabilna i dobra praca.

Zaletą jest też geograficzne położenie Polski, która może być liderem w ekspansji tego biznesu na Wschód. Ale to wymaga śmiałej wizji przywódców i wsparcia dla przemysłu. Nie chodzi tylko o pieniądze. Potrzebne są sygnały na poziomie prawa, że będzie to stabilne i długotrwałe.

Pani zajmuje się aktywizmem ekologicznym od wielu lat, oglądała pani wiele zmian. Która jest najbardziej optymistyczna?

– Niezwykle inspirująca jest niedawna kampania, która trwała pięć lat, ale doprowadziła do tego, że największy na świecie producent telefonów komórkowych, czyli Samsung, przeszedł od użycia 1 proc. energii odnawialnej do 100 proc.

Wcześniej prowadziliśmy kampanię „Click Clean”, do której włączyły się takie firmy jak Microsoft, Google, Apple, Facebook. Wszystkie przestawiły się na energię odnawialną. A teraz zaczynają wywierać naciski na władzę, by zapewniła w ich okolicy dostęp do takiej energii – inaczej ich regiony już nie przyciągną wielkiego biznesu.

Albo niedawna obrona Hambachera w Niemczech. Mały, piękny, stary las miał zostać wycięty pod kopalnię odkrywkową.

Wydawać by się mogło, że niemiecka akceptacja dla zielonej energii jest bardzo wysoka i że Niemcy świecą przykładem, tymczasem mają największy przemysł węglowy w całej Europie. Las Hambacher chciał wyciąć koncern RWE, największy emitent CO2 w Europie. Na protestach pojawiło się 50 tys. osób. Nie tylko aktywiści, ale również zwykli ludzie. Przychodziły całe rodziny.

To teraz opowiem o drugiej wskazówce dotyczącej tego, co robić. Musimy zmienić nasz styl życia – powinniśmy ograniczyć jedzenie mięsa i nabiału.

Myślę, że ludziom może być trudno pojąć, jak ich kotlet wpływa na zmiany klimatyczne.

– Nie mówimy o tym, żeby w ogóle odstawić mięso i nabiał, ale o tym, żeby tylko ograniczyć. Jeść mniej i lepiej. 20 proc. globalnych emisji pochodzi z sektora rolniczego. Część jest wynikiem oczyszczania terenu pod hodowlę bydła, część pochodzi z produkcji paszy, część powoduje metan, który wytwarza trawiące bydło – czerwone mięso ma największy ślad węglowy. Kolejną rzeczą jest energia zużywana przez ogromne farmy.

O tym temacie dopiero zaczyna się głośniej mówić. Dlatego prowadzimy teraz kampanię, nie tylko w Europie, pracujemy nad świadomością ludzi w Azji i Ameryce Południowej.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Przemysłowa emisja metali ciężkich w Europie maleje

Greenpeace ma dwie szefowe: panią i Bunny McDiarmid, legendarną aktywistkę, która pływała na słynnym statku „Rainbow Warrior”. Wiele się teraz słyszy, że to kobiety uratują Ziemię, że future is female…

– Na pewno potrzebujemy więcej kobiet na ważnych stanowiskach, na czele rządów, ministerstw i wielkich przedsiębiorstw. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie podpisano by porozumień paryskich, gdyby nie przywódczynie, które tam były. Zmiany klimatyczne to złożony temat, który wymaga ogromnego zaangażowania, dobrej współpracy, dzielenia się odpowiedzialnością, uważnego słuchania, odłożenia na bok ego. Moje doświadczenie mówi, że kobiety mają bardzo dobre umiejętności w tych dziedzinach. To nie oznacza oczywiście, że nie ma mężczyzn, którzy to potrafią.

Przyglądałam się ideom ekofeminizmu, czytałam wiele książek, jedne mówią, że kobiety i mężczyźni się różnią, inne – że nie. Być może kobiety przez to, że rodzą, że są matkami, są bardziej skłonne, by troszczyć się o przyszłość. I może są bardziej empatyczne. Nie wiem. Ale wiem, że premier Nowej Zelandii ogłosiła, że polityka zagraniczna i w ogóle działania jej rządu będą oparte na empatii. Wyjaśniła, że będzie to nie słabość, ale siła jej gabinetu.

Potrzebujemy dziś więcej empatii, więcej troski. To przekonanie, że podporządkowana Ziemia przetrwa wszystko, co jej robimy, musi się skończyć.

Co powiedziałaby pani polskim przywódcom?

– Że Polska stoi przed wielką szansą. Jeśli chcą się zapisać w historii jako ci, którzy zapoczątkowali kolejną wielką przemianę, to droga prowadzi przez zieloną energię.

Jennifer Morgan – ur. w 1966 r., szefowa Greenpeace’u, skończyła politologię, stosunki międzynarodowe i germanistykę, była m.in. koordynatorem amerykańskiego oddziału międzynarodowej sieci Climate Action Network, kierowała sekcją zmian klimatycznych w WWF

Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.