Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa odbyła się w 30 marca 2018 r., tuż przed Wielkanocą. Została zaktualizowana 23 grudnia 2018 r. Wszystkie linki odsyłające do formularzy dotyczą świąt Bożego Narodzenia 2018 r.

Bliskie mi kobiety, mama, babcia, które biorą na siebie największy ciężar przygotowania świąt w mojej rodzinie, okazują miłość poprzez jedzenie. Bo dużo jedzenia to dużo miłości. U ciebie też tak jest?

Absolutnie tak. Mama i babcia, by pokazać, jak jestem ważna, specjalnie dla mnie przygotowują też dodatkowy posiłek. Jestem wegetarianką i nie jem tego co wszyscy w rodzinie. Babcia należy do pokolenia przedwojennego, rocznik ‘31. Pamięta czasy, gdy nie było jedzenia i przez to ma do niego szczególny stosunek. Opowiadała mi kiedyś, gdzie pod placem Wilsona znajdują się podziemne przejścia, którymi w czasie okupacji przemieszczano się, także po to, by zdobyć jedzenie.

W historii, która stoi za stworzeniem akcji „Podziel się posiłkiem z bezdomnymi”, którą wymyśliłaś spontanicznie, pojawia się babcia, ale przede wszystkim pojawia się bezdomny mężczyzna spotkany pod warszawską Halą Mirowską w Niedzielę Wielkanocną 2015 r.

Pojechałam po kwiaty dla mamy i babć. Podszedł do mnie mężczyzna, poprosił o dwa złote. Ponieważ tata nauczył mnie, by zamiast dawać pieniądze potrzebującym, kupować im jedzenie, zaproponowałam temu człowiekowi, żebyśmy poszli do całodobowego sklepu przy alei Jana Pawła. Kiedy pomiędzy sklepowymi półkami zapytałam, na co ma największą ochotę, oznajmił, że są to jajka na twardo. Bezmyślnie odpowiedziałam, że nie ma problemu, kupimy jajka, a on na to, że nie ma ich gdzie ugotować, bo nie ma domu. Wtedy dotarło do mnie, że nie wystarczy dać pieniądze potrzebującemu.

To było tuż przed śniadaniem wielkanocnym. Umówiłam się z mężczyzną, że pojadę do babci, ugotuję mu jajka i wrócę z nimi przed obiadem. Gdy weszłam do babci, zobaczyłam pięknie zastawiony stół pełen jedzenia. A nas miała być szóstka. Przyszło mi do głowy, by poza jajkami zapakować coś jeszcze z tego stołu. Wiedziałam, że gdy tylko o tym wspomnę, babcia zaraz wyciągnie pudełko po lodach i pomoże mi przygotować świąteczny zestaw. I tak się stało.

Zawiozłam to wszystko bezdomnemu, a w międzyczasie wrzuciłam na swojego FB, który wtedy jeszcze był zupełnie niepopularny post, w którym napisałam, że jeżeli komuś zostanie po świętach trochę jedzenia, to znam człowieka, który chętnie je przyjmie. Tamtej niedzieli położyłam się spać wcześnie, koło 9 wieczorem, dumna, że mój post udostępniło 9 znajomych.

Co było dalej?

Gdy obudziłam się następnego dnia, okazało się, że post ma już 500 udostępnień, czyli więcej niż mam znajomych na FB. To się bardzo rozniosło po Warszawie. Przez kolejne trzy dni jeździłam po ludziach, zbierałam jedzenie i przywoziłam wszystko bezdomnemu spod Hali Mirowskiej. On oczywiście nie jadł tego sam, ale dzielił się z bezdomnymi przyjaciółmi. Jedzenie rozdzielała jego bezdomna koleżanka, która zwracała uwagę na to, by jednemu nie dawać fasoli, bo ma chory żołądek, a innemu chleba ze skórką, bo nie ma zębów i nie pogryzie. To wyglądało jak rodzinny świąteczny posiłek, tylko na ulicy.

Mężczyzna spod Hali Mirowskiej zmienił twoje życie. Sprawił, że od trzech lat ciężko pracujesz w Wielkanoc i Boże Narodzenie, by organizować i dostarczać jedzenie bezdomnym. I pociągnęłaś za sobą ludzi, którzy ci w tym pomagają.

Po Wielkanocy 3 lata temu zaczęli do mnie pisać ludzie z innych miast. Akcja urosła. Ludzie chcą dzielić się jedzeniem. A my bardzo potrzebujemy wolontariuszy kierowców, którzy będą odbierać jedzenie od darczyńców i dostarczać do jadłodajni, schronisk i noclegowni, z którymi współpracujemy.

W tej chwili mamy 320 kierowców, a potrzebujemy drugie tyle, bo akcja osiągnęła rekord - działamy aż 50 miastach w 16 województwach.

ZOSTAŃ KIEROWCA I POMÓŻ ROZWOZIĆ JEDZENIE W SWOJEJ OKOLICY - WYPEŁNIJ FORMULARZ

Chętni wolontariusze mogą zgłaszać się przez formularz na waszej stronie internetowej. A jak mają się zgłosić ci, którzy chcą podzielić się jedzeniem?

Akcja trwa w dniach 26-28 grudnia. Od Wigilii można zgłaszać się przez formularz w sprawie odebrania jedzenia. Nasz kierowca zadzwoni w dniu odbioru jedzenia i umówi się na konkretną godzinę.

Warunek jest taki, że jedzenie musi być w jednorazowych opakowaniach lub w słoikach. Jesteśmy niepieniężną inicjatywą, nie mamy partnerów i nie jesteśmy w stanie zapewnić opakowań.

Czy przyjmiecie wszystko? Sałatkę jarzynową też?

Przyjmujemy przetworzone, domowe jedzenie, na tym polega akcja. Ale to jedzenie musi być przechowywane tak, aby się nie zepsuło. Pamiętajmy, że najprawdopodobniej trafi ono do potrzebujących następnego dnia. Więc przyjmujemy zasadę i to mówimy naszym darczyńcom, że dzielimy się jedzeniem, które następnego dnia dalibyśmy swoim dzieciom albo ukochanym osobom, a nie takim, które nazajutrz wylądowałoby w koszu.

Co mogą zrobić ci, którzy chcą się dzielić, ale nie mieszkają w promilu kilkunastu kilometrów od miejsc, w których działacie?

Zachęcamy do działania na własną rękę. Rozejrzyjmy się dookoła. Zastanówmy się, czy w naszej okolicy nie mieszkają potrzebujący. Zapewniam, że tak. Nawet jeśli w jakimś mieście nie ma schroniska dla bezdomnych, na pewno są ubodzy. Zacznijmy działać we własnej społeczności. Albo kiedy zobaczymy na przystanku człowieka z dwoma wielkimi torbami, w których ta osoba nosi swój cały dobytek, podejdźmy, zagajmy, że zostało nam jedzenie i chcemy się podzielić. Ktoś może poczuje się urażony, ale bardziej prawdopodobne, że poczuje się doceniony i zauważony.

Jacy ludzie włączają się do akcji? Podzielisz się obserwacjami?

Zgłaszają się tak naprawdę wszyscy, w tym ludzie ubodzy. Jedną z pierwszych osób, od której przyjmowałam jedzenie, była samotna matka. Miała mniej niż 30 lat. Gdy stanęłam w progu jej domu pod Warszawą, starego, drewnianego, nieremontowanego od lat i przywitała mnie z jednym dzieckiem na rękach, z drugim uczepionym nogi, trzecim w oddali, które bawiło z wielkim psem przygarniętym z ulicy, zastanawiałam się, o co tu chodzi. Na pierwszy rzut oka było widać, że tej kobiecie się nie przelewa. Od słowa do słowa okazało się, że babcia tych dzieci załatwiła jedzenie z jakiegoś cateringu, ale ta młoda matka uznała, że jest go za dużo i warto się nim podzielić. Kiedy zaczęła mi pakować jedzenie do wielkich pudeł, kilkukilogramowych, miałam odruch, by ją odwieść od tego. Mówiłam: to zostaw, tego nie oddawaj, to możesz zamrozić. Nie miałam serca od niej brać. I ona wtedy powiedziała: „Słuchaj my teraz mamy jedzenie, ale może się okazać, że nie będziemy go mieli za dwa miesiące, czy mogę się wtedy odezwać?”

Na co dzień nie mamy kontaktu z ludźmi ubogimi, kiedy konfrontujemy się z taką sytuacją, to bardzo otwiera oczy i uwrażliwia. Kiedy kolejna akcja dobiega końca, płaczemy - ze zmęczenia i poruszeni przez ludzkie historie.

Ludzie głodują nie tylko w święta.

I dlatego bardzo zachęcam do tego, by pomagać przez cały rok. 95 proc. jadłodajni, z którymi współpracujemy przy akcji „Podziel się posiłkiem z bezdomnymi”, chętnie przyjmie świeże domowe jedzenie przez cały rok. Po urodzinach, po komunii czy weselu, po jakimkolwiek przyjęciu - rodzinnym, firmowym - na które przygotowano za dużo jedzenia lub gdy goście nie dopisali, warto zawieźć jedzenie i podzielić się z potrzebującymi.

W ubiegłym roku odezwała się pani ze Śląska. Powiedziała tak: „Mój mąż nie żyje, a ja zawsze piekłam dla niego ciasto na święta. Czy to nie byłby nietakt, gdybym upiekła ciasto i zaniosła je bezdomnym?”. Była bardzo uprzejma, dobierała słowa starannie, nie chciała nikogo urazić. Kiedy powiedziałam jej, że naturalnie, że ci ludzie bardzo się ucieszą, zapytała, czy w takim razie mogłaby dla nich piec co tydzień. Była przyzwyczajona, że swoje uczucia wyrażała poprze pieczenie ciasta. Gdy straciła bliskich, pomyślała, by piec dla tych, którzy potrzebują - jedzenia, ale też troski. I takie sytuacje zdarzają się coraz częściej - ludzie nie tylko chcą się podzielić tym, czego nie są w stanie przejeść, ale z myślą o potrzebujących przygotowują więcej jedzenia.

CHCESZ ODDAĆ JEDZENIE - WYPEŁNIJ FORMULARZ

LISTA MIAST, W KTÓRYCH DZIAŁA AKCJA I ADRESY WSZYSTKICH JADŁODAJNI, DO KTÓRYCH MOŻNA DOSTARCZYĆ JEDZENIE NA STRONIE PODZIELMYSIE.PL

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.