Czy wysoka moda może powstawać z surowców wtórnych? Jeśli nie towarzyszy jej blichtr, stukot wysokich obcasów zamożnych klientek i delikatny zapach perfum w powietrzu, który często niesie się po ulicy Mokotowskiej?

Ryzykowne, ale powiedziałabym, że tak. Gdy zdefiniujemy ją sobie jako projekt autorski, ograniczony w ilości, unikatowy w każdym egzemplarzu i wykonany ręcznie, a nie taśmowo. Czy Buczyński szyje na czerwony dywan? Bywa, że tak. Na scenę? I owszem, po mojej wizycie do jego pracowni na Kolejowej wpada na przymiarki wielka gwiazda polskiej estrady. Nie dziwne to, błyszczą po kątach skrawki cekinów, migoczą kolorowe frędzle przyszyte do denimowych kurtek vintage, ze stołu kreślarskiego łypie wielkie oko, aplikacja, która stała się poniekąd jego znakiem rozpoznawczym.

Pozostało 83% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.