Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aga Kozak: Czym tak ładnie pachniesz?

Magdalena Hajduk: Naszym olejkiem relaksującym z trawą cytrynową i kokosem. Wiesz, że jak kobiety testują kosmetyk, to odkręcają słoik i od razu go unoszą do nosa? Dlatego zapachy są szalenie ważne. Wielu producentów kosmetyków naturalnych o tym zapomina. A przecież węch jest tak ważny! Jak kiedyś straciłam węch na miesiąc, jedzenie kompletnie przestało mi smakować.

Seks też jest wtedy mniej przyjemny.

Ze wszystkiego mamy wtedy mniej przyjemności! Więc cóż z tego, że w składzie sama natura, skoro nie chce się jej użyć? 20 lat temu, kiedy się zafascynowałam naturalnymi kosmetykami, pomyślałam: „A co, gdyby dołożyć do nich bajeczne aromaty?”, oczywiście naturalne. Dlatego niemal wszystkie nasze produkty pachną oszałamiająco.

Zanim zajęłaś się produkowaniem naturalnych kosmetyków, pracowałaś dla wielkich firm produkujących kosmetyki masowo.

Pracowałam dla dużych firm, ale nie w dużej firmie, tylko w niewielkiej firmie doradczej, której odnoga potem przekształciła się w firmę badającą rynek B2B.

Wielkie korporacje, które weszły na nasz polski rynek w latach 90., nie wiedziały, gdzie ich produkty się sprzedają. Było u nas bardzo wiele małych sklepów, z którymi nie mieli doświadczenia.

Tradycyjne analizy i panele badawcze nie działały, więc stworzyliśmy w naszej firmie badanie, które było adekwatne do polskiego rynku. W pewnym momencie wpadło mi do głowy, że warto pójść z tym projektem do rodzimych firm kosmetycznych, które wtedy były już bardzo duże. Co ciekawe – inaczej niż w innych demoludach – wejście na rynek globalnych gigantów wcale ich nie zniszczyło. Udało im się w latach 90. utrzymać połowę rynku! Poszłam więc do tych największych polskich, poznałam je i absolutnie mnie urzekły. Miały tak wspaniałe siedziby... Pamiętam wizytę u Henryka Orfingera, prezesa Dr Irena Eris. Przyjął mnie w olbrzymiej, nowej, pięknej sali z wielkim stołem konferencyjnym, a byliśmy tam tylko we dwoje. Powiedział mi: „Wie pani, to jest ciekawe, co pani robi. Niestety, nie mam tutaj nikogo, kto by mógł się tym zająć. Jedna pani, która by mogła, akurat jest na macierzyńskim”.

Zrozumiałam, że te firmy tak się rozwijają, że nie nadążają z zatrudnianiem pracowników i rozbudową swoich struktur, a bardzo dużo sprzedają. Zobaczyłam zapotrzebowanie. Dotarło do mnie, że gdybym chciała coś w tej branży zrobić, to jest potencjał w polskiej produkcji.

Chciałaś mieć coś swojego?

Tak, bo w mojej bardzo fajnej pracy przeszkadzało mi to, że to jest B2B, że moim klientem nie będzie nigdy konsument. Biznes do biznesu to są różne układy, budżety. Natomiast jeśli produkujesz coś, co wprowadzasz na rynek konsumencki, to masz od razu taki sprawdzian: podoba się czy nie. Konsument kupuje lub nie kupuje. To mi się podoba!

Ale przecież może nie kupić…

Tak! I to właśnie jest wyzwanie. Choć ja jeszcze wtedy nie myślałam, żeby być w biznesie kosmetycznym. Za to wymyśliłam inną rzecz: jedną z odnóg mojej firmy był fundusz inwestycyjny, który szukał nowych pomysłów – w co mogliby zainwestować od zera. Zaproponowałam, żeby zrobić sieć sklepów z wyposażeniem wnętrz, produktami do domu, drobiazgami. Talerze, kubki, obrusy, świeczniki, pościel itd. Bo tego wtedy nie było! Kupili pomysł, natomiast nie mogliśmy skompletować zarządu. Szukaliśmy kogoś, kto miałby doświadczenie w zarządzaniu siecią sklepów. I – teraz to niewyobrażalne! – nie znaleźliśmy, bo wszyscy się bali tego, co teraz nazywamy start-upem. Pomysł padł z tego powodu.

Miałam jeszcze jedną dużą porażkę.

Serio? Opowiesz?

Tak! Chciałam sprowadzić do Polski sieć sklepów Lush, znasz je?

Superkolorowe bomby do kąpieli o takich zapachach, które sprawiają, że można omdleć, już tylko przechodząc obok sklepu, tak są intensywne?

Tak! Ale oni produkują też inne linie kosmetyków niż te bomby i mydełka z brokatem – pielęgnacyjne do włosów, ciała i twarzy. Jak sobie poczytałam ich składy, to zobaczyłam, że mają bogate formuły i są bardzo przyjemne w używaniu. Zapach też miał znaczenie: był zdecydowany, wyróżniający się, ale nie tak intensywny jak ich mydła i kule do kąpieli. Zaczęłam z nimi rozmawiać, żeby sprowadzić te kosmetyki do Polski.

Pracowałam nad tym prawie rok: jeździłam do Londynu i Dorset, przygotowałam biznesplan, wynegocjowałam pierwszą lokalizację w Złotych Tarasach, które miały się otworzyć w 2007 r., no i pojechałam do Londynu na ostateczną prezentację, a oni powiedzieli mi wtedy, że jednak nie, bo nie lubią centrów handlowych. A przy okazji napomknęli, że wszystkiego się nauczyli od Jana Kryształa, polskiego Żyda, który uciekł przed 1939 r. do Anglii. Więc ja sobie pomyślałam: jak oni się nauczyli wszystkiego od Polaka, to ja w Polsce zrobię lepsze kosmetyki, niż oni mają!

Porażki w biznesie to norma?

Absolutnie. Czasami drukarnia źle wydrukuje etykiety, dostawca opakowań totalnie zmieni terminy dostaw, przez co stajemy na rzęsach, by terminowo zrealizować zamówienia. Czasem się nie udaje. Właśnie od wczoraj walczymy z taką sytuacją. Ja teraz uznaję, że to jest lekcja. No bo co możesz zrobić? Po chwili czasem nawet bardzo silnego zdenerwowania możesz tylko usiąść, zastanowić się i szukać rozwiązań. A potem wyciągać wnioski.

Nie jesteś chemiczką ani kosmetyczką – do wszystkiego masz ekspertów.

Zgadza się. Ważne jest dla mnie to, żeby receptury opracowywała bardzo doświadczona osoba. Kiedy powiedziałam mojej pierwszej pani technolog, że zrobimy kosmetyki zupełnie naturalne – takie, które będą mogły zdobyć międzynarodowy certyfikat, a do tego cudowne w używaniu – ona powiedziała: „Pani Magdo, pani chyba zwariowała! Tu nie wystarczy dodać do siebie maseł i pomieszać”.

Naturalność jest twoją życiową filozofią?

Nie myślę o sobie jako o wyjątkowym ekofreaku, ale od zawsze wiedziałam, że chcę mieszkać za miastem. Zaczęłam ćwiczyć jogę, bo zapadłam na chorobę autoimmunologiczną, więc szukałam dla siebie zdrowego ruchu. Podobnie z jedzeniem – zdrowe leczy. Mięso nie służy ani nam, ani środowisku. Mam trochę hyzia na punkcie segregacji śmieci. Terroryzuję domowników, ale nie postrzegam siebie jako ekstremalnie naturalnej.

Kiedy twoja firma nabrała takiego rozmachu, że byłaś już z niej dumna?

Gdy się okazało, że produkty po prostu dobrze się sprzedają. To było potwierdzenie tego, że moja intuicja jest dobra. Ja tak pracuję nad produktami, że kiedy coś mi się spodoba, to wiem już dokładnie, jak to ma wyglądać, co robić, jak pachnieć. Myślę, czego sama bym użyła, a czego użyłyby nasze klientki. Bo ja znam swoje klientki. One dużo kupują online i stąd wiem, kim są.

Spotykam je też na targach kosmetyków naturalnych, rozmawiam z nimi o ich potrzebach, pytam, czego by chciały używać.

Np. kiedy chcemy zrobić więcej masek do twarzy, nie zgadujemy, które maski są preferowane przez nasze klientki, dojrzałe kobiety. My to wiemy od nich.

To także dzięki temu, że bierzesz udział w wielu targach, udało ci się wprowadzić swoje produkty na rynki skandynawskie. Niedawno wróciłaś z targów kosmetycznych w Japonii…

A to właściwie dopiero początek! Zawsze myślałam o Naturativ jako o marce międzynarodowej. Skandynawia nas kocha, jesteśmy o krok od podpisania bardzo fajnego kontraktu na inny kontynent. Zostaliśmy zauważeni. Nasze dystrybutorki z Finlandii znalazły nas w internecie. A targi są nieodzowne. Myśleliśmy przez chwilę, że internet wystarczy, ale nic nie zastąpi kontaktu człowiek – człowiek. Producent najwięcej wie o swoim produkcie, zna serce marki. A produktu trzeba dotknąć...

…powąchać…

No właśnie! Ten zapach taki tu ważny. Tak właśnie o swoich produktach opowiadam: wspaniałe, skuteczne i cudownie pachnące kosmetyki naturalne. Ale liczy się nie tylko zapach, tych doznań z naszymi kosmetykami jest więcej. Masła do ciała mają konsystencję tortowego kremu, więc wyobraź sobie, jakie są w dotyku, scruby nie tylko peelingują, lecz także od razu odżywiają ciało. Nowoczesne kosmetyki naturalne przede wszystkim muszą być skuteczne. Chcemy szybkich efektów i nowoczesne, innowacyjne, zupełnie naturalne komponenty kosmetyków mogą nam to dać.

Oprócz prowadzenia własnej firmy działasz jeszcze w Fundacji Liderek Biznesu. Pomagasz jako mentorka innym przedsiębiorczym kobietom. Co im mówisz?

Wiesz, taka uniwersalna rada brzmi: swój biznes po prostu należy robić. Nie zastanawiać się, tylko robić swoje. Póki tego nie zrobisz, nie spróbujesz, to będziesz się męczyła i zadręczała. Nie ma lepszych czy gorszych momentów życia na założenie swojego biznesu, serio. I jeszcze coś, co wyniosłam ze swoich studiów w USA: na zajęciach z przedsiębiorczości uczyli nas, że zawsze będzie problem z cash flow, więc przy zakładaniu biznesu trzeba mieć to na uwadze. To bardzo pomaga!

Magdalena Hajduk – współwłaścicielka i prezeska firmy Naturativ, producenta kosmetyków naturalnych sprzedawanych w Polsce i Skandynawii. W najbliższych miesiącach jej marka pojawi się na kolejnych dużych rynkach. Kosmetyki naturalne produkuje od 11 lat, a od 13 lat pracuje nad nimi z technologami i kosmetologami. Ma troje dzieci. Jest członkinią zarządu i mentorką w Fundacji Liderek Biznesu. Joginka, prawie weganka, miłośniczka wszelkiej lokalności

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.