Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Chciałam dać czytelnikowi książkę, którą może sobie ze mną współtworzyć, bez ograniczeń, bez stresu, bez wielkich postanowień. Czysta frajda i odkrywanie własnego świata wewnętrznego" – mówi o „Porysunniku".

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Wpisała Pani naszą rozmowę do tradycyjnego kalendarza, czy raczej jest Pani z tych osób, które operują telefonem i to telefon jest głównym medium?

Magdalena Danaj: Wpisuję zazwyczaj do telefonu, ale kiedy się z kimś umawiam, najpierw zawsze na papierze. To sprawia, że lepiej zapamiętuję. Jak coś się własnoręcznie napisze, zostaje w głowie. Do kalendarza w telefonie raczej zapisuję wyjazdy, umówione spotkania poza czasem pracy, tak, żeby rodzina wiedziała, kiedy jestem niedostępna. Pracownicze rzeczy raczej zapisuję tradycyjnie. 

Magdalena DanajMagdalena Danaj 

Czy to właśnie ta tradycyjna forma, do której jest Pani przyzwyczajona, skłoniła Panią do stworzenia „Porysunnika"?

Bardzo się do tego przyczyniła. Jestem osobą, która bardzo lubi pisać ręcznie, mieć kontakt z podłożem papierowym. Mam zyriald karteczek, notesików, które w teorii powinny ułatwiać życie. Wiecznie bazgrzę, kiedy rozmawiam przez telefon, oglądam serial albo piję wino z przyjaciółmi. Może po prostu moje ręce lubią pracować.

Wracając jedna do „Porysunnika", myślę, że chciałam dać czytelnikowi książkę, którą może sobie ze mną współtworzyć, bez ograniczeń, bez stresu, bez wielkich postanowień. Czysta frajda i odkrywanie własnego świata wewnętrznego. Niektórzy będą z niego korzystać jak z planera, niektórzy potraktują jak dziennik, jeszcze inni znajdą na niego swój własny sposób. 

Właśnie, „Porysunnik" to nie jest planer, do jakiego jesteśmy przyzwyczajone, z podziałem na konkretne daty. Ma bardziej uniwersalną formę. Równie dobrze może być notatnikiem, co pamiętnikiem. Jaki był Pani zamysł przy tworzeniu „Porysunnika"?

Chciałam, żeby to czytelnik decydował, kiedy i gdzie chce zacząć tydzień. Są tygodnie wakacyjne, tygodnie pracownicze, tygodnie podsumowujące. Jeśli nie chcemy, nie musimy się zobowiązywać do systematyczności. Nie musimy za rok żałować, że jest tyle pustych kartek, bo jeśli chcemy, możemy korzystać z niego np. rzadko, ale przez więcej niż rok. 

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

„Porysunnik" jest pełen rysunków, które czasem gorzko, czasem ironicznie, ale zawsze celnie komentują rzeczywistość. Dodała Pani do niego także naklejki. To wszystko sprawia, że nie sposób, uzupełniając książkę swoimi zapiskami, się nie uśmiechać. Skąd czerpie Pani inspiracje, by tak celnie dobierać komentarze do rysunków?

Trudno to określić, ale chyba najodpowiedniej odpowiedzieć – zewsząd. Radio, telewizja, internet, ludzie, sytuacje, rozmowy - to jest taki zlepek cząstek małych inspiracyjek, z których często powstaje rysunek. 

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Zanim została Pani rysowniczką, była dziennikarką i PR-ówką. Kiedy odkryła Pani, że to nie to i że warto spróbować z rysowaniem?

Rysowanie było zawsze równolegle do wszystkiego, co robiłam w życiu. Tylko do pewnego momentu nie myślałam, żeby robić to na poważnie, czyli zawodowo, bo że niepoważnie to przecież nadal (śmiech). Ale przyszedł czas, że mogłam sobie pozwolić na spróbowanie, aby żyć z rysowania. Jeszcze długo musiałam dzielić to z pisaniem czy redagowaniem tekstów, żeby związać koniec z końcem, ale po jakimś czasie zajęłam się tylko tym.

Nastąpił jakiś przełom, wydarzyło się coś, co sprawiło, że rysowanie zaczęło wychodzić przed szereg zajęć, które Pani wykonywała?

Rysowałam sobie od zawsze, ale byłam pewna, że każdy tak ma i że to w ogóle nie jest wyjątkowe. Dziewczyny w podstawówce prosiły mnie co prawda często, żebym im księżniczkę narysowała - specjalizowałam się w księżniczkach, ale było to dla mnie zupełnie naturalne, nie za bardzo wyjątkowe. Kiedy zorientowałam się, że mam talent? Czy to się tak naprawdę kiedyś wie na pewno? Do dzisiaj nie wiem, czy go mam, czy po prostu kiedyś zaczęłam rysować i już nie przestałam (uśmiech).

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Swoją firmę nazwała Pani „Porysunki". Skąd ta nazwa?

Nazwa Porysunki przyszła mi do głowy, kiedy musiałam wymyślić tytuł swojego bloga. Musiał być oryginalny, żeby w ogóle dało się go założyć. Okazało się, że porysunki nie były wtedy popularnym słowem, mimo że często używamy czasownika zwrotnego „porysować sobie".  Porysunki zostały więc ze mną na lata.

A „Porysunnik"? Dlaczego akurat tak nazwała Pani książkę?

Porysunnik jest połączeniem porysunków z dziennikiem. To jest taki jeden wielki codzienny planer do porysowania sobie razem ze mną. 

Tworzy Pani plakaty, ilustracje dla magazynów. Porysunnik jest zupełnie inną formą. Trochę jak książka. Czy to zapowiedź pójścia w trochę inną stronę, może tworzenia powieści graficznych? 

Lubię pracować projektowo, wiec kto wie, może pojawią się następne książki. Ale na pewno będą raczej w moi stylu - krótkie formy połączone w całość. Uporządkowany chaos. 

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.