Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Matthieu Aikins jest kanadyjskim dziennikarzem i członkiem zespołu „New York Timesa" uhonorowanego Nagrodą Pulitzera za teksty o ofiarach ataków lotniczych w Syrii, Iraku i Afganistanie. To reportażysta, a przede wszystkim człowiek o ogromnej odwadze. Z własnej woli stał się jednym z milionów migrantów, porzucając kanadyjską tożsamość, by towarzyszyć przyjacielowi w drodze, która dla Afgańczyka była jedyną szansą na ucieczkę ze spustoszonej wojną ojczyzny. Z Matthieu Aikinsem rozmawia Andrzej Meller.

A.M.: W swojej książce „Nadzy nie boją się wody. Reportaż o ucieczce przed wojną" opisujesz od wewnątrz świat uchodźców, którzy w 2016 roku uciekają do Europy przed wojną, biedą i wyzyskiem. Jesteś czarnowłosym Kanadyjczykiem „o oczach w kształcie migdałów i szorstkiej brodzie" który wygląda jak Afgańczyk i zna dari, dzięki czemu „misja szpiegowska" jest wykonalna. Udając zwykłego Habiba z Kabulu, towarzyszysz przyjacielowi na śmiertelnie niebezpiecznym szlaku przemytniczym co wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jaki był twój cel? Dlaczego podjąłeś się tak wielkiego ryzyka?

M.A.: Nie nazwałbym tego „misją szpiegowską", to był po prostu reportaż wcieleniowy, nie miałem innego wyjścia, to był jedyny sposób, by opisać tę całą historię. Główny cel był taki, żeby dać świadectwo temu co ma miejsce na szlaku migracyjnym do Europy podczas ogromnego kryzysu uchodźczego. Wcielenie się w rolę Habiba z Kabulu było idealnym dla mnie rozwiązaniem. Gdybym pozostał sobą, zostałbym aresztowany i oddzielony od reszty uchodźców, więc nie mogłem sobie na to pozwolić. Zdecydowałem się podjąć ryzyko.

A.M.: Użyłem celowo wyrażenia „misja szpiegowska", bo gdybyś został zatrzymany dajmy na to przez służby irańskie, to pewnie aresztowano by cię pod zarzutem szpiegostwa. Przekraczając nielegalnie granice łamałeś prawo. Nie bałeś się konsekwencji? Przecież gdybyś został złapany to pewnie nawet twój paszport kanadyjski i interwencje dyplomatów niewiele by zdziałały. Turcy do których dotarłeś przez zieloną granicę też raczej nie byliby zachwyceni...

M.A.: Uważałem, że warto zaryzykować dla opisania tej historii. Wychodziłem z założenia, że ludzie w Stanach Zjednoczonych, Polsce i innych krajach powinni wiedzieć o tym co się dzieje na szlaku przemytniczym. Pracowałem w Afganistanie, Syrii, Iraku i Jemenie podczas tamtejszych wojen, więc jestem przyzwyczajony do ryzyka. Praca w syryjskim Aleppo podczas bombardowań była znacznie bardziej ryzykowna niż nielegalne przekraczanie granic. Podobnie, gdy bombowce saudyjskie bombardowały Jemen amerykańskimi bombami kierowanymi. Dlatego też uchodźcy rezygnują ze swoich ojczyzn i wstępują na szlak przemytniczy, bo uciekają przed wojnami, które są znacznie bardziej niebezpieczne od ryzyka, które niesie ze sobą nielegalna migracja.

embed

Materiał promocyjny Partnera

A.M.: W 2019 roku pojechałem z żoną odwróconym szlakiem z twojej książki, z Europy do Afganistanu i miałem wrażenie, że policja, wojsko, straż graniczna i bezpieka są wszędzie, że starają się wyjątkowo kontrolować wszystkie granice. Jak to możliwe, że szlak uchodźczy jest tak dziurawy, nawet w Europie?

M.A.: Wiesz Andrzej, w czasie tej podróży miałem wrażenie, że oglądam wszystko przez teleskop z drugiej strony i to co normalnie wydaje się stabilne i nieprzekraczalne w rzeczywistości jest pełne dziur. Można powiedzieć, że każdy płot, mur, czy granica wcześniej, czy później ma jakąś dziurę. Ludzie zawsze przekraczają granice. W czasach komunistycznych, o czym Polacy wiedzą lepiej ode mnie granice były w miarę szczelne, ale w miejscu gdzie przekroczyłem granicę Bułgarii i Turcji w czasach Zimnej Wojny Niemcy z NRD uciekali nielegalnie do Turcji, by dostać się na Zachód. Stasi wysyłała tam nawet latem swoich agentów, żeby kontrolowali wschodnio-niemieckich turystów. Prawda jest taka, że im więcej wydajemy na mury graniczne i ochronę granic tym bardziej dajemy zarobić szmuglerom i tej całej mafii, która zarabia na przemycie ludzi. Granice tworzą przemytników. Ekonomia przemytnicza pomnaża miliony dolarów zysku wraz z próbami uszczelniania granic. Tak to działa. Im więcej policji i wojska, siatek i murów, tym więcej zarabiają przemytnicy i tym bardziej rozwija się ich patologiczny biznes. Obserwujemy to na granicy USA i Meksyku, w Iranie i wielu innych miejscach. Ludzie zawsze będą szukać dziury w płocie.

embed

Materiał promocyjny Partnera

A.M.: Mieszkam parę kilometrów od granicy polsko-białoruskiej, niedaleko muru, który nasz rząd wznosi obecnie, by zatrzymać uchodźców na granicy Unii Europejskiej. Sytuacja, którą opisałeś na wyspie Lesbos, uchodźcy na pontonach próbujący dostać się z Turcji do Grecji, utonięcia, push backi oraz straszne warunki w obozach dla uchodźców w Grecji przypominają mi sytuację, którą obserwowałem na Podlasiu na przestrzeni ostatniego roku. Służby prezydenta Łukaszenki wypychały uchodźców z Afganistanu, Bliskiego Wschodu, Afryki i innych miejsc do Polski, a ci nie byli tu witani z otwartymi ramionami w przeciwieństwie do Ukraińców, których Polska i świat przygarnęły z entuzjazmem po rosyjskiej agresji na Kijów. W swojej książce wspominasz „boat people", uciekinierów z Wietnamu, którzy uciekali ze swojej ojczyzny po upadku pro amerykańskiego rządu w Sajgonie na wiosnę 1975 roku. Dlaczego nadal mamy do czynienia z „dobrymi" i „złymi" uchodźcami, jeśli Afgańczycy uciekają przed wojną dokładnie z tych samych powodów co Ukraińcy?

M.A.: Śledziłem wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej. Łukaszenka nie jest jedynym przywódcą, który używa uchodźców jako broni politycznej. Wcześniej podobnie zachowywała się Turcja, co jest tragiczne. Te rządy używają też lęku przed uchodźcami. Gdybyśmy nie bali się udzielać ludziom azylu, nie byłaby to tak potężna broń w rękach autokratów. Podobna sytuacja była z Kaddafim w Libii i w innych miejscach, gdzie rządzą reżimy. Boimy się migracji. To nasza słabość. To było dla mnie zdumiewające, że straż graniczna, która brutalnie wypycha afgańskich uchodźców uciekających przed wojną, pół roku później nagle z otwartymi rękami wita Ukraińców w świetle fleszy. To szokująco podwójne standardy. To oczywiście dobrze, że Ukraińcy zostali tak potraktowani, ale to pokazuje również uprzedzenia rasowe. Ukraińcy mieli możliwość opuszczenia swojego kraju, nie potrzebowali wiz, więc mogli zwyczajnie wsiąść do samochodu bądź pociągu i przyjechać do Polski. Dzięki temu miliony z nich mogło uciec od wojny w tak krótkim czasie. Nie musieli płacić przemytnikom za przerzut ich przez góry, nie podejmowali ryzyka utraty życia z dziećmi gdzieś wysoko w mroźnych górach, na pustyni, czy utonięcia w małym pontonie. Sytuacja Afgańczyków, Syryjczyków czy uchodźców z innych krajów rozwijających się jest diametralnie inna. Oni nie mogą zwyczajnie opuścić swoich krajów. Mają najgorsze paszporty na świecie. W mojej książce opowiadam o korzeniach postrzegania uchodźców jako „dobrych" i „złych", który to podział pochodzi jeszcze z czasów zimnej wojny. Tutaj dochodzi element rasy i religii. Ukraińcy są białymi chrześcijanami. Prawdopodobnie łatwiej jest witać uchodźców, gdy nie czujemy się winni. Jest oczywiste, że NATO i USA są jednak odpowiedzialne za katastrofę afgańską, za to, że Afgańczycy dziś uciekają ze swojego kraju. W przypadku Ukraińców ratujemy ludzi, którzy uciekają przed inwazją Włodzimierza Putina.

embed

Materiał promocyjny Partnera

A.M.: W listopadzie 2015 roku Francją wstrząsnęły zamachy terrorystyczne w których zginęło 137 osób. Jeden z zamachowców dotarł do Francji przez Grecję jako uchodźca. Z drugiej strony większość uchodźców ucieka ze swoich krajów właśnie z obawy przed fundamentalistami, zamachami i wojną. Jaka według ciebie powinna być polityka europejska względem uchodźców?

M.A.: Jak zauważyłeś większość ofiar Państwa Islamskiego to mieszkańcy Syrii, czy Afganistanu, co jest jednym z powodów migracji. Jednocześnie istnieje poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa w Europie i cały system azylu dalej możliwość do infiltracji Europy przez terrorystów, którzy korzystają z podrabianych, czy podwójnych paszportów. Kwestia polityki europejskiej względem uchodźców to ogromne zagadnienie. To nie jest tylko kwestia Polski, czy innych krajów europejskich, ale całego świata podzielonego na biednych i bogatych. Dopóki mamy tak drastyczne nierówności między światem rozwijającym się i Europą, znajdą się ludzie, którzy zaryzykują życiem, by się tu dostać. I Europa przemocą będzie stawiać czoła tej fali uchodźców. Tylko przemoc może zatrzymać zdesperowanych ludzi. Próbujemy ukryć tę przemoc w granicznych lasach, czy obozach, ale bez niej ludzie będą stale napływać.

Tak więc problem jest olbrzymi, nie zaprzeczam i pytania o bardziej ludzkie traktowanie uchodźców na granicy, czy o bardziej ludzką politykę migracyjną są obecnie w zasadzie chyba niemożliwe. Jeśli otworzymy nagle granice zacznie napływać rzeka ludzi, więc znowu trzeba ją będzie zamknąć. Dopóki świat jest tak fundamentalnie niesprawiedliwie podzielony przez kapitalizm, będziemy mieli wszędzie restrykcyjny system kontroli granic.

Dlatego moją książką chciałem powiedzieć: otwórzcie oczy, zobaczcie jak ten świat wygląda, co się wyrabia w waszym imieniu, zobaczcie, że jeśli chcecie nadal, mieć bogate społeczeństwo, dobrobyt i bezpieczeństwo, gdy reszta świata jest biedna, zobaczcie co musicie zrobić, popatrzcie na przemoc stosowaną na granicach. Mam nadzieję, że ludzie, którzy sięgną po tę książkę zobaczą co się wyrabia na granicach w ich imieniu i dojdą do wniosku, że musimy przebudować nasz świat, żeby skończyć to cierpienie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.