Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Justyna Chaber: Zawieszona praktyka adwokacka na rzecz pisania książek. Przyznaj, ile raz słyszałeś, że to szaleństwo?

Max Czornyj: Dość, by całkowicie się upewnić, że postępuję słusznie. Przynajmniej tak doradzała mi przekorna natura (śmiech). Jednak już w pierwszych miesiącach debiutancki "Grzech" sprzedał się w takim nakładzie, że mogłem przyznać sobie rację. Każda kolejna książka właściwie winduje nakłady, dostarcza mi świetnej zabawy, a przy tym nie obciąża odpowiedzialnością za życie innego człowieka. Toga jednak wciąż wisi na podorędziu.

 JC: Czyli nie wykluczasz, że pewnego dnia znów po nią sięgniesz?

MC: Absolutnie. Adwokatura to nie tylko pasja, lecz również poczucie pewnej misji. Zresztą pisanie książek również poniekąd traktuję jako misję.

JC: I wspomnianą zabawę?

MC: Dość powiedzieć, że nawet w czasach kwarantanny wraz z bohaterami w czasie jednego popołudnia mogę przemierzyć pół Europy. Kiedy zapragnę, fabuła może zaprowadzić mnie w dowolnym kierunku. Jeżeli, jak mawiał Umberto Eco, „kto czyta książki, ten żyje podwójnie”, to ten, kto pisze, ten żyje nieskończenie.

JC: Do świata literatury wszedłeś mrocznymi kryminałami, teraz ukazała się powieść obyczajowo-historyczna "Córka nazisty", w której odnosisz się do wydarzeń z czasów II wojny światowej. Motywem przewodnim jest ludzka psychika. To ona jest tu kluczowa?

MC: Sądzę, że kluczowe są szeroko rozumiane emocje oraz, nazwijmy to, wiwisekcja rzeczywistości. Nie dokonuję autoanalizy, lecz w trakcie pisania muszą mi towarzyszyć określone bodźce. W przypadku kryminałów oraz thrillerów muszę czuć adrenalinę. Przewija się przy tym wewnętrzny niepokój czy niekiedy wręcz strach. "Córka nazisty" również rozbudziła głębokie emocje. Ich punktem wyjściowym były pytania: "kim jesteśmy?", "czy istnieje coś takiego jak spuścizna pokoleń?", "czy pierwotnie jesteśmy dobrzy czy źli?", a przede wszystkim, "czym są dobro i zło?". Kontemplowanie tych dylematów na pewnym poziomie przyprawia o dreszcze. Sprawia, że miałem ochotę rzucić wszystko na bok i skwitować za Wolterem, że w zasadzie jesteśmy jedynie "robakami pożerającymi się wzajem na atomie błota zwanym ziemią". Jednak chwilę później ciekawość zwyciężała i ponownie drążyłem pokrętne życiorysy bohaterów. Aż poznałem rozwiązanie ich tajemnicy.

JC: Ludzkie zachowania bardziej cię fascynują czy przerażają?

MC: To chyba odczucia koherentne. Fascynacja wynika z przerażenia, a przerażenie z fascynacji...

JC: A miłość? Spoglądając na okładkę nie mamy wątpliwości, że to element, który się pojawia w powieści.

MC: Miłość jest najgłębszą emocją. Niedawno czytałem, że prowadzone przez prawie stulecie badania psychologów dowodzą, że w podeszłym wieku jako szczęśliwe określiły się tylko te osoby, które zaznały wiele miłości. Była to zależność wręcz geometryczna. Cóż więc może zrekompensować traumy dzieciństwa? Jeśli chcemy, aby nasi bliscy byli szczęśliwi, wystarczy okazać im miłość. Tak czynią bohaterowie „Córki nazisty”, choć zapewne przez znaczną jej część czytelnik będzie miał przeciwne mniemanie. Prawdą jest, że miłość spina klamrą wszystkie czasy i pokolenia, nawet te ubabrane w tragedii obozów koncentracyjnych.

JC: "Córkę nazisty" dedykujesz mamie w podziękowaniu za gen dobra, jednocześnie poruszając w powieści temat odpowiedzialności za zachowania przodków. To trudny temat, nie tracący na aktualności, ważny?

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

MC: Przede wszystkim wciąż niezbadany. Choć mówienie o spuściźnie genów staje się coraz bardziej niepoprawne – badania nie pozostawiały wątpliwości. Podobnie jak dziedziczna jest skłonność do pewnych chorób, w tym znacznej części chorób psychicznych, dziedziczne mogą być cechy – skłonność do czynienia dobra, empatia, szczodrość itd. W końcu nikt nie kontestuje, że nasz wygląd to spuścizna cech przodków. Z psychiką jest podobnie. Choć tak jak na budowę ciała mogą mieć wpływ ćwiczenia, diety i zabiegi kosmetyczne, na psychikę ma wpływ całe mnóstwo czynników. Na własnym przykładzie wiem jednak, że gen dobra istnieje.

JC: Gdzie w powieści kończą się fakty, a zaczyna fikcja literacka? Przeplatają się?

MC: "Córka nazisty" to powieść inspirowana faktami. Stanowi konglomerat historii kilku prawdziwych osób oraz mojej wyobraźni. Starałem się jednocześnie jak najbliżej trzymać faktów, choć te czasem bywają nieprawdopodobne. Czy wiedziałaś, że na Majdanku specjalnie popierano przetrzymywanie matek z noworodkami oraz dziećmi, aby zniechęcić je do ucieczki? Albo że istniało radio obozowe?

JC: Przyznaję, że nie. Przeczytamy cię jeszcze w podobnym wydaniu?

MC: Nie mam co do tego wątpliwości. Tworzenie tego typu literatury to wyjątkowe emocje i mam nadzieję, że odczują je również czytelnicy.

Rozmowę przeprowadziła Justyna Chaber z ONA CZYTA

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.