„Nie wyprę się nazwiska Kossak. Jak mam najkrócej mówić, to mówię: córka, wnuczka i prawnuczka. To już załatwia sprawę" – mówiła Simona, która miała być czwartym Kossakiem i jak pradziadek Juliusz, dziadek Wojciech i tata Jerzy chwycić za pędzel i malować sceny batalistyczne, konie albo ojczyste krajobrazy. Ale młodsza córka Jerzego i Elżbiety Kossaków nie poszła ani w ślady ojca, ani znanych ciotek: poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz pisarki Magdaleny Samozwaniec. Poświęciła swoje życie nauce i przyrodzie, krakowską Kossakówkę zamieniając na leśniczówkę Dziedzinka w samym środku Puszczy Białowieskiej. Była postacią wyjątkową - biolożką i profesorką nauk leśnych, która, jak twierdziła, mowę dzikich zwierząt poznała „tak dobrze, że należałoby ją spalić na stosie jak czarownicę".

Pozostało 91% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.