Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Słynne zdjęcie młodych ludzi wkładających kwiaty w lufy karabinów podczas manifestacji przeciwko wojnie w Wietnamie. Egipcjanka Szajma as-Sabbagh, która wiązanką chciała upamiętnić w Kairze tych, którzy zginęli podczas arabskiej wiosny. Wielotysięczne marsze kobiet z kwiatami, często w białych sukienkach, które stały się symbolem społecznego zrywu na Białorusi. To właśnie im Andrej Kuciła poświęcił swój dokument.

Białoruski reżyser i dziennikarz przebywa obecnie w Polsce, na rocznym stażu w łódzkiej Filmówce. Decyzję o wyjeździe podjął, montując film. Także dlatego, że choć na ulicach jest teraz spokojniej, władza wciąż nie pozwala o sobie zapomnieć, nachodząc tych, których wcześniej aresztowano. Pewnie, można siedzieć i czekać, opowiadał mi miesiąc temu z okazji pokazu w czeskiej Igławie. Tylko właściwie po co?

Kobiety – w tym liderki opozycji Maryja Kalesnikawa, Swiatłana Cichanouska i Weranika Capkała – od początku stały na czele protestów, które wybuchły po sfałszowaniu przez Aleksandra Łukaszenkę wyborów prezydenckich. Jak pisał dziennikarz „Timesa" Roger Boyes, w 1917 roku odegrały istotną rolę w przekonaniu carskiej policji do odłożenia karabinów – teraz stanowią wyzwanie dla Łukaszenki. Tworząc ludzkie łańcuchy na ulicach i nosząc kwiaty, dezorientowały reżim nauczony przez swojego przywódcę, że „społeczeństwo nie jest na tyle dojrzałe, by głosować na kobietę".

„Władze nie wiedziały, co z nimi zrobić. Rozstrzelać? Zatrzymać? Nie mogli się zdecydować" – mówił Kuciła. W filmie pokazywanym na festiwalu Watch Docs przygląda się matce trójki dzieci, kobietom opowiadającym sobie nawzajem o doznanej przemocy, własnej siostrze uwięzionej podczas protestów. Twierdzi, że tego nie planował. Że to jego kamera zaczęła błądzić po twarzach kobiet zebranych na ulicach, bo dało się wyczytać na nich wszystkie możliwe emocje.

„Kiedy moja siostra była w więzieniu, siedziała w celi z innymi kobietami, słuchając krzyków bitych ludzi. Potem się dowiedziałem, że nie mogła sobie poradzić z tą traumą".

Nie tylko ona, bo jego film to w gruncie rzeczy właśnie opowieść o traumie, doświadczeniach, które mają niszczyć i powracać w koszmarach, o przemocy, gwałcie, niesławnym areszcie przy ulicy Akrescina w Mińsku i groźbach odebrania dzieci. O wszystkim, o czym wielu wolałoby jak najszybciej zapomnieć, ale na tym polega chyba największa zmiana – ludzie nie zamierzają już siedzieć cicho. Może właśnie dlatego w czarno-białym świecie Kuciły jest jeszcze szansa na nagły wybuch koloru.

„GDY KWIATY NIE MILCZĄ" w reżyserii Andreja Kuciły zostanie pokazany na festiwalu 21. MFF WATCH DOCS w kinach 10-16 grudnia, online 10-19 grudnia. Pełny program festiwalu na watchdocs.pl

Kadr z filmu 'Gdy kwiaty nie milczą' Andreja KuciłyKadr z filmu 'Gdy kwiaty nie milczą' Andreja Kuciły 

Kadr z filmu 'Gdy kwiaty nie milczą' Andreja KuciłyKadr z filmu 'Gdy kwiaty nie milczą' Andreja Kuciły Fot. Festiwal Watch Docs

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.