Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwszą książkę napisała Pani, mając 19 lat. Dziś na swoim koncie ma Pani 20 powieści. Statystycznie, daje to 1,5 książki w rok. Jak udaje się zachować takie tempo pracy?

Olga Rudnicka: Godzenie pracy z pisaniem nie było łatwe, zwłaszcza, że do tego jeszcze chciałam znaleźć czas na moją pasję, jaką jest jazda konna. Doba wciąż była za krótka, wciąż byłam w biegu, ale udawało się znaleźć czas na wszystko. Obecnie koncentruję się wyłącznie na pisaniu i okazuje się, że więcej wolnego czasu oznacza tylko tyle, że dobra organizacja odeszła do lamusa i nadal jestem w biegu. Doba znów jest za krótka.

Tworzy Pani cykle książek. Wydana teraz "Rączka rączkę myje” jest trzecią, której bohaterką jest Matylda Dominiczak. Czy tworzenie cykli też ma wpływ na tempo pracy? Łatwiej pisać, będąc zanurzoną w świecie bohaterów?

I tak, i nie. Cykl pozwala zżyć się z bohaterami, postacie zmieniają się, rozwijają po wpływem doświadczeń życiowych, które stają się ich udziałem. Odnoszę wrażenie, że sami bohaterowie stają się kimś więcej niż tylko postaciami na stronach powieści. Pojawia się tu jednak inny stopień trudności, którym jest konstrukcja postaci w taki sposób, aby dla stałego czytelnika widoczna była ich ewolucja, a zarazem takie jej przedstawienie, by nowy czytelnik co chwila nie zastanawiał się, o co właściwie chodzi, bo nie miał w ręku pierwszej czy drugiej części przygód Matyldy. Nie mogę w każdej części przedstawiać pełnego życiorysu każdego bohatera, bo dla jednych będzie to znane i nużące, ale zarazem muszę przedstawić mojego bohatera nowemu czytelnikowi, więc siedzę, piszę, kasuję, poprawiam i poświęcam takiej powieści znacznie więcej czasu niż początkowo to sobie wyobrażałam,  sądząc, że pisanie cyklu "uprości” mi sprawę.

Olga RudnicaOlga Rudnica Fot. Tatiana Jachyra

Wróćmy na chwilę początków. Skąd w 19-latce zrodził się pomysł na pisanie książek i kto zachęcił Panią do wydania pierwszej powieści?

Już jako nastolatka spisywałam swoje sny. To, czego nie pamiętałam, uzupełniłam i powstawały opowiadania. "Martwe jezioro" było moją pierwszą powieścią, która w zamyśle również miała być tylko opowiadaniem, ale rozrosła się do tego stopnia, że powstała powieść. Decyzję o wysłaniu jej do wydawnictwa podjęłam pod wpływem impulsu, walcząc z ospą, nudząc się śmiertelnie, bo wszystkie książki w domu zostały przeczytane już kilkakrotnie. Przyznam się jeszcze, że wysłałam tekst do niewłaściwej osoby, w niewłaściwej formie i to, że ktoś to przeczytał zamiast skasować e-mail było cudem. Nie wiem, czy ktoś nade mną czuwał, czy też moje życie miało potoczyć się w takim właśnie kierunku, ale jestem tej osobie bardzo wdzięczna, bo dzięki niej dostałam szansę, by zaistnieć.

"Martwe jezioro", którym Pani debiutowała, to kryminał satyryczny. Od 14 lat jest Pani wierna temu gatunkowi. Dlaczego akurat kryminał satyryczny?

Nie wiem dlaczego. Czego bym nie próbowała napisać, zawsze kończy się tak samo. Komedia kryminalna. Raz tylko udało mi się napisać coś poważnego – "Cichy wielbiciel". Książka porusza problem stalkingu i nie ukrywam, że kosztowało mnie to tyle emocji, że powiedziałam sobie – nigdy więcej. Komedia kryminalna to coś, co przychodzi mi naturalnie.

 

W Polsce ten gatunek odkryła Joanna Chmielewska. Pani nazywana jest jej następczynią. Łączy Panie nie tylko kryminał satyryczny. Chmielewska miała podobne tempo pracy. Rocznie pisała nawet 2 książki. Nie wyobrażała sobie życia bez pisania, ale za to mało mówiła o inspiracjach. A co Panią inspiruje?

Coś pojawia się w głowie, zaczyna żyć własnym życiem, domaga się uwagi, chce mieć własne życie, które przelewam na karty powieści. Trudno powiedzieć, że w danym momencie coś mnie zainspirowało. To po prostu się dzieje. Albo wręcz przeciwnie – pustka w głowie. Staram się pisać regularnie, ale podziwiam osoby, którym to się udaje. Czasami przez tydzień potrafię siedzieć, a w głowie mam dokładnie to, co na monitorze, czyli kursor, by z kolei w następnym dniu w ciągu kilku godzin napisać przynajmniej kilkanaście stron tekstu. Obawiam się, że mój warsztat pracy zależny jest od moich bohaterów, którzy nie zawsze mają ochotę współpracować.

Z Chmielewską łączy Panią jeszcze jedno… miłość do zwierząt. Nawet na końcu swoich książek namawia Pani do wspierania Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Gaju. Zwierzęta inspirują, dają ukojenie, a może poprawiają humor?

Zwierzęta są nieodłącznymi towarzyszami od najmłodszych lat. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierzęcia w domu. Aktualnie mam pieska rasy "gniders" i takiego właśnie charakteru, który równie często mnie irytuje, co bawi. Karmelek jest bardzo niezależny, a ja przeszkadzam mu w prowadzeniu interesującego życia, ratując przed pszczołami, na które jest uczulony i zabraniając pożerania śmieci, które znajdzie. Zabraniam gonienia kotów, zajęcy i saren, rowerów, biegaczy, hulajnóg i motorów, rolkarzy i zasadniczo wszystkiego, co się rusza. Czy mnie inspiruje? Na pewno. Dzięki niemu mam sporo pomysłów makabrycznych morderstw.

Olga RudnickaOlga Rudnicka fot. Ania Pińkowska

Już wiem, dlaczego tak łatwo przychodzi Pani pisanie kryminałów satyrycznych (śmiech). Sporo zabawnych sytuacji dostarcza najnowsza Pani książka: "Rączka rączkę myje". Mam wrażenie, że to dobra pozycja na obecne czasy, kiedy potrzebujemy choć na chwilę zapomnieć o trudach codzienności. Możemy powiedzieć, że kryminał satyryczny to lek na dzisiejsze czasy?

Chciałabym, by tak było, ale ostatni czas jest wyjątkowo trudny dla nas wszystkich. Jeśli dzięki moim powieściom choć jedna osoba znajdzie czas dla siebie, odetchnie pełną piersią i pozwoli sobie na szczery uśmiech, to wiem, że warto pisać.

Rączka rączkę myje - Rudnicka Olga | Książka w Sklepie EMPIK.COM

'Rączka rączkę myje' Olga Rudnica'Rączka rączkę myje' Olga Rudnica 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.