Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Historia z życia

46-letnia Katarzyna z Bielska-Białej dojeżdżała codziennie do Katowic, do pracy w lokalnym oddziale dużej firmy. Z perspektywy czasu uważa, że to był najgorszy okres w jej życiu. - Niedzielny wieczór był zawsze straszny, musiałam brać leki na uspokojenie, a i tak czasem nie mogłam zasnąć do rana, bo zastanawiałam się, o co znowu będą mieli do mnie pretensje. To było zarządzanie przez strach. Cały czas mówiło się np. o tym, że mogą być zwolnienia, to była praca w ogromnym stresie - opowiada kobieta.

Mówi, że przez pracę niemalże rozpadło się jej małżeństwo. Wdała się w romans z kolegą z pracy. - Stało się to chyba dlatego, że spędzałam z nim znacznie więcej czasu niż z mężem. Z perspektywy czasu wiem, że nic nas nie łączyło poza tymi samymi problemami. Cały czas rozmawialiśmy o szefie, o kłopotach w pracy - mówi Katarzyna. Trzy lata temu miała wypadek na nartach. Złamała nogę. To nie było nic poważnego, ale przez kilka tygodni była na zwolnieniu lekarskim, bo z gipsem nie była w stanie dojeżdżać do Katowic. Gdy wróciła, okazało się, że większość jej obowiązków przejęła młodsza koleżanka. - Poczułam się niepotrzebna. Złożyłam wypowiedzenie, zrobiłam to trochę pod wpływem emocji, ale nie żałuję - mówi Katarzyna.

I historia z książki

Historia Katarzyny to historia z życia. A teraz historia z książki „Bez planu B”. Renata ma wspaniałą rodzinę, wciąż jednak szuka szczęścia w towarzystwie i w życiu zawodowym. Jest też trochę znużona rutyną - przewidywalnym mężem, opieką nad dzieckiem i nadgorliwą teściową. Ewa wiedzie zupełnie inne życie, to singielka, która postawiła wszystko na karierę, nie ma czasu nawet na przelotne romanse, nie mówiąc już o prawdziwym związku. Pracy oddaje się całym sercem i całą duszą, to właśnie dzięki niej czuje się spełniona. 

Ewa i Renata pracują w tej samej korporacji. W firmie dochodzi do zmiany szefa. Jak w nowej sytuacji zachowają się obie kobiety? Przed Ewą wyrasta mur strachu, samotności i braku nadziei. Renatę wciąga wir manipulacji, intryg i kryminalnych przekrętów. Te dramatyczne wydarzenia są dla nich także szansą na odkrycie własnych pragnień, na spotkanie miłości.

Ewa Furtak: „Bez planu B” świetnie oddaje realia pracy w korporacji. Czytelnik wierzy, że to nie są wymyślone historie.

Wioletta Piasecka: Bo nie są wymyślone, są oparte na moich doświadczeniach i na opowieściach znajomych. Nawet tytuł książki jest z życia wzięty. Jedna osoba opowiedziała mi o zebraniu w pracy, na którym szef zapytał: „Macie plan B? Jeśli nie, to się bujajcie, wylatujecie”. Pomyślałam, że koniecznie muszę o tym napisać. Oczywiście wiele rzeczy pozmieniałam, ubarwiłam, to nie jest relacja z wydarzeń, tylko literacka fikcja. Sama przepracowałam w korporacji 15 lat, byłam główną księgową. Przyszedł taki dzień, kiedy stwierdziłam, że jeśli jeszcze raz pójdę do pracy, to nie będę mogła spojrzeć w lustro. Złożyłam wypowiedzenie.

Pracownicy korporacji opowiadają, że nie biorą zwolnień, bo szef potrafi im wpoić takie poczucie winy, że wydaje się im, że jeśli zachorują, nie przyjdą do pracy, firma padnie. A to jest oczywista bzdura. Taka sytuacja wynika z tego, że czasem z oszczędności tylko jeden człowiek w firmie jest od konkretnego zdania i jeśli coś się stanie, nie ma go kto zastąpić. My mieliśmy w pracy bardzo starodawne serwery. Będąc samotną mamą, wracałam z pracy czasem o 1-2 w nocy, bo tak wolno działał system. Oczywiście o płaceniu nadgodzin nie było nawet mowy. Dopiero informatyk uświadomił mi, że moja praca jest dla firmy tańsza niż wymiana serwera. 

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera Wydawnictwo Szara Godzina

Ewa i Renata, bohaterki pani książki, przyjaźnią się, ale gdy przychodzi nowy szef, zaczynają ze sobą konkurować.

- Korporacja to czasem takie właśnie toksyczne przyjaźnie albo znajomości na pokaz. Po tym, jak zrezygnowałam z pracy, urwał mi się kontakt ze wszystkimi kolegami i koleżankami z pracy do tego stopnia, że nie przesyłaliśmy sobie nawet życzeń świątecznych. Dopiero teraz niektórzy zaczęli się odzywać.

Zmieniła pani swoje życie o 180 stopni. To zmiana nie tylko pracy, ale także miejsca życia - z blokowiska przeniosła się pani do lasu. Jak daleko jest do najbliższego sąsiada?

- Nie jest wcale tak bardzo daleko, bo jakieś pół kilometra. Sąsiad jest po dziewięćdziesiątce, mieszka  z równie wiekową żoną. Jest wiele badań mówiących o tym, że klimat sosnowo-dębowych lasów znad Zalewu Wiślanego bardzo sprzyja zdrowiu, dlatego ludzie w tej okolicy żyją bardzo długo.

Mój mąż jest leśnikiem, przez lata dojeżdżał do pracy aż pod granicę z Rosją, 60 km w jedną stronę, ale dostał propozycję objęcia leśnictwa we Fromborku, co wiązało się z możliwością zamieszkania w pięknej leśniczówce. Mieszkaliśmy w Elblągu na blokowisku. Zdecydowaliśmy się na przenosiny. Wybuchła pandemia, postanowiliśmy nie czekać. Udało mi się znaleźć chętnych do wynajęcia naszego mieszkania.

Nigdy nie zapomnę, jak wyjeżdżaliśmy z Elbląga dwoma samochodami zapakowanymi pod dach, reszta naszych rzeczy pojechała wynajętą ciężarówką. To było 14 marca, wszystko było zamykane, jechaliśmy zupełnie pustymi ulicami, miałam uczucie, jakbyśmy się ewakuowali.

Przeprowadzka była dobrą decyzją?

- Świetną, choć trochę bałam się takiej radyklanej zmiany. Na początku trudno mi było przyzwyczaić się do ciszy, źle spałam. Ale teraz czuję się jak w raju. Gdy jedziemy z mężem na zakupy do Braniewa albo Fromborka, bolą nas głowy, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak zanieczyszczone jest powietrze w naszych miastach. 

Na początku pandemii, gdy podjęto chyba najgłupszą decyzję, jaką można było, czyli o zakazie wstępu do lasów, ja mogłam chodzić na spacery. Gdy w mediach społecznościowych zamieściłam zdjęcie, niektórzy zaczęli mi grozić, że powiadomią policję. Musiałam się tłumaczyć, że nie łamię żadnego zakazu, bo po prostu mieszkam w lesie (śmiech). Nie dziwię się ludziom, że tak zareagowali, uwięzieni w domach byli strasznie sfrustrowani.

Wioletta PiaseckaWioletta Piasecka fot. Adam Widocki

Może następna pani książka będzie właśnie o pandemii?

- Jestem tym zmęczona, chyba jak wszyscy. Nawet jeśli kiedyś się nad tym tematem pochylę, to na pewno nieprędko. Trudno byłoby mi znaleźć jakieś pozytywne aspekty tego, co się od roku dzieje. No, może poza tym, że ludzie wreszcie zaczęli dbać o zdrowie swoje i innych. Jeśli ktoś kaszle, smarka, ma gorączkę, zostaje w domu. To jest naprawdę ogromna zmiana. Sama kiedyś po operacji serca wypisałam się na własne żądanie ze szpitala, by wrócić jak najszybciej do pracy.

Bardzo tęsknię za spotkaniami z czytelnikami, te online to tylko namiastka. Spotkania w bibliotekach, wśród książek, przy filiżance aromatycznej kawy trwały nawet trzy godziny, to zawsze była rozmowa. Jestem straszną gadułą, ale też uczestniczki i uczestnicy spotkań, opowiadając różne historie, dostarczali mi pomysłów na kolejne książki.

„Bez planu B” to książka dla kobiet?

- Piszę powieści dla kobiet, nie mam ambicji, by za moje książki zbierać nagrody, powinny przede wszystkim dostarczyć dobrej rozrywki. Bardzo mnie cieszy, że np. moja książka jest teraz czytana na antenie Radia Olsztyn, dostaję wiele pozytywnych sygnałów od czytelników. Mój mąż po przeczytaniu „Bez planu B” stwierdził, że to wcale nie babska książka, tylko powieść sensacyjna. 

 fot. Dorota Duda fot. Dorota Duda Autorzy Książek w Obiektywie

Wcześniej pisała pani nagradzane książki dla dzieci. Trudno się było przestawić?

- By się pozbyć naleciałości dziecięcego języka, zapisałam się na weekendowy kurs pisania. Dowiedziałam się tam bardzo wielu przydatnych rzeczy, np. tego, że najważniejsze jest, by utrzymać uwagę czytelnika przez pierwsze osiem sekund, to wtedy podejmuje decyzję, czy będzie czytał dalej, czy odłoży książkę na półkę. Książki dla dzieci pisze się zupełnie inaczej, inaczej buduje się napięcie, fabułę.

O czym będzie pani kolejna książka?

- O małżeństwie, dobrym i zgranym, ale trochę sobą znudzonym. Każdy śpi pod swoją własną kołdrą, seks już nie istnieje. Mam taki zwyczaj, że zawsze opowiadam mamie, o czym piszę, więc dowiedziała się także o tym pomyśle, gdy rozmawiałyśmy przez telefon. Mój mąż, który był w drugim pokoju, wszystko słyszał. Następnego dnia dostałam od niego kwiaty. Nie wiedział, że opowiadam o książce, myślał, że mówię o nim (śmiech). Chciałabym, żeby ta książka była trochę podręcznikiem edukacyjnym, z którego można się dowiedzieć, jak na nowo rozbudzić uczucie. 

fot. Marytka Czarnockafot. Marytka Czarnocka Autorzy Książek w Obiektywie

Wioletta Piasecka jest autorką książek, wierszy, tekstów piosenek, scenariuszy teatralnych oraz słuchowisk radiowych. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim oraz ekonomię na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Jej pierwsza książka dla dorosłego czytelnika „Przyjdzie pogoda na szczęście” ukazała się w 2020 roku. Wcześniej pisarka znana była przede wszystkim jako autorka świetnych książek dla dzieci

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.