Dlaczego film o dojrzewaniu – drodze przez utratę złudzeń i bliskiej osoby, ale z dodającym sił wsparciem rodziny – dwóch chłopaków w trakcie pierwszej wojny światowej jest uważany za bardziej uniwersalny niż ten pokazujący dorastanie czterech dziewcząt podczas wojny secesyjnej? Dlaczego pogoń za American Dream metodami dalekimi od legalnych jest poważniej traktowana, gdy na ekranie uskuteczniają ją gangsterzy, niż gdy robią to striptizerki? Dlaczego Akademia obsypuje laurami film, w którym przeciw dehumanizującemu systemowi buntuje się biały mężczyzna, a ignoruje ten, w którym robi to czarna kobieta? Dlaczego zderzenie reliktów starego Hollywood z wymogami nowych, kontestujących studyjny system czasów ma więcej mówić nam o świecie niż zderzenie indywidualistycznej kultury Zachodu ze wschodnim komunitaryzmem w ramach jednej rodziny?

Pozostało 91% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.