Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Fragment pochodzi z książki Danny'ego Goldberga "Wspominając Kurta Cobaina. Biografia lidera Nirvany", wyd. Znak Horyzont, przeł. Adam Olesiejuk

Na poziomie osobistym Courtney, podobnie jak Kurt, łączyła w sobie wiele przeciwieństw; jej osobowość wahała się między dwiema skrajnościami: małą dziewczynką i dorosłą, zblazowaną kobietą. Była na wskroś cyniczna, ale gdzieś pod powierzchnią krył się w niej ten sam idealizm, który często pobudzał do działania Kurta. Kiedy miała dobry nastrój, rozświetlała otoczenie swoją obecnością, ale gdy była zła, nie było przyjemnie przebywać w jej towarzystwie.

Jej pojawienie się w życiu Kurta zbiegło się w czasie z eksplozją popularności Nirvany. Każda kobieta na jej miejscu zostałaby poddana krytycznej ocenie opinii publicznej i musiałaby dostosować się do nowych wyzwań, jakie niesie ze sobą powszechna rozpoznawalność. Znalazłszy się w grupie ludzi, którzy sami mieli trudności z tym, że nagle i niespodziewanie znaleźli się w centrum uwagi, Courtney dołożyła do tej mieszanki jeszcze swój wybuchowy charakter, własny talent i artystyczne aspiracje, nowy krąg znajomych (w tym wielu ze świata prasy rockowej) oraz wrogów (w tym wielu ze środowiska punkowego). Wykazywała większe zainteresowanie biznesem muzycznym niż Kurt i zadawała pytania, których on nie lubił zadawać (szczególnie w odniesieniu do pieniędzy zarabianych przez zespół). Kurt uwielbiał to, że jest taka wygadana. Często wyrażała na głos to, co on tylko myślał, i szalenie go to bawiło.

Nie każdy był nią jednak równie oczarowany. Rosemary wspomina: „Courtney często dzwoniła i zaczynała od słów: »Kurt tu jest«, po których następował jakiś nowy pomysł albo żądanie”. Lubiła wydawać pieniądze bardziej niż on i upierała się, żeby zespół zaczął się zatrzymywać w bardziej eleganckich hotelach, odpowiednich dla ich nowego statusu finansowego.

Ludzie niemal od razu zaczęli mówić na nią Yoko. Dla osób w otoczeniu zespołu i w szeroko pojętym świecie muzycznym była to oczywista obelga. Dla mnie to porównanie stanowiło komplement.

Jestem fanem Yoko Ono i moim zdaniem sporo politycznych i filozoficznych elementów w solowej karierze Johna Lennona to zasługa jej pozytywnego wpływu. Kurt i Courtney też tak uważali. „Zawsze sami mówili na siebie John i Yoko” – opowiada Everett True.

W prasie muzycznej nie brakowało głosów sugerujących, że Courtney manipulowała Kurtem, ale ja zawsze uważałem to za absurd. On był jednym z najbardziej upartych ludzi, jakich znałem. I naprawdę wpadał w gniew, gdy ktoś okazywał Courtney brak szacunku.

Podczas europejskiej trasy zażądał, aby jego stary przyjaciel i towarzysz z Sub Pop, Tad, został usunięty jako support Nirvany, po tym jak w wywiadzie nazwał on Courtney „suką”. Niektórych w środowisku Seattle to bulwersowało, ale Kurt robił, co uważał za słuszne, na nikogo się nie oglądając. Z pewnością niejeden mężczyzna zareagowałby tak samo, gdyby znieważano jego ukochaną.

Niemniej jednak potrafił jej odmówić, gdy tylko uznał to za stosowne. Pewnego dnia zadzwonił, żeby mi powiedzieć, że Courtney właśnie kupiła lexusa, takiego samego, jakim sam w tamtym czasie jeździłem. „Czy ja powinienem mieć taki samochód?” – spytał, wyraźnie zestresowany całą sytuacją. Powiedziałem, że jeśli pyta, czy go na ten wóz stać, odpowiedź brzmi „tak”, ale czy potrzebuje luksusowego samochodu tylko dlatego, że wydał przebojową płytę? Nie. „Tak właśnie myślałem. Oddam go” – postanowił i faktycznie tak zrobił.

Kiedy Kurt zakochał się w Courtney, on i Eric Erlandson szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. „To było trochę dziwaczne, bo stałem się dla nich obojga nie tylko przyjacielem, ale też kimś w rodzaju opiekuna. Zrobił się z tego jakiś podejrzany trójkąt i do dzisiaj nie umiem tego do końca wytłumaczyć” – mówił Eric ze śmiechem, gdy rozmawialiśmy o tym dwadzieścia pięć lat później.

Kurt i Courtney wynajęli mieszkanie na Spaulding Avenue w Hollywood. Asystent Silvy, Peter Rauh, pomógł im się tam wprowadzić. Courtney znalazła zdobione łóżko z kutego żelaza w pobliskim sklepie, ale właściciel nie chciał przyjąć czeku od ludzi, którzy według niego wyglądali, jakby mieszkali na ulicy. Rauh nie mógł go przekonać, że to w rzeczywistości gwiazdy rocka, ale zdołał wymóc obietnicę, że facet nie sprzeda nikomu łóżka przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas Lee Johnson, zajmujący się finansami Nirvany, wysłał w trybie ekspresowym czek potwierdzony bankowo, żeby łóżko mogło zostać dostarczone następnego dnia. Gospodarz domu często się jednak skarżył na zbyt głośną muzykę i wkrótce stało się oczywiste, że gdy tylko pozwoli na to kalendarz Nirvany, będzie trzeba znaleźć dla nich inne mieszkanie.

Erlandson pamięta, że gdy odwiedzał Kurta, „on zawsze był w ferworze pracy. Nie chodził na imprezy. Siedział w domu i non stop nad czymś pracował, o każdej porze dnia i nocy. Tworzył dosłownie bez przerwy. Słyszałem, jak gra za drzwiami na gitarze, bez końca, i brzmiało to jak bezładne rzępolenie, a potem wychodził z kolejnym genialnym pomysłem i szlifował go do upadłego, jak Beatlesi, poprawiał piosenkę tak długo, aż stawała się doskonała. Courtney i ja też wkładaliśmy dużo wysiłku w muzykę Hole, ale Kurt był nadludzko wręcz skupiony na pracy. I miał ten niesamowity talent, co pozwalało mu przekroczyć punkt, w którym większość ludzi już by się zatrzymała, i iść jeszcze dalej”.

Kurt lubił wpadać na próby Hole i często z nimi improwizował. „Jeśli akurat nie komponował, to malował” – kontynuuje Eric.

„Czasami aż można było się przy nim poczuć nieswojo. Ten człowiek stworzył dla siebie postać, w którą wcielał się dwadzieścia cztery godziny na dobę”.

(…)

W piosence „Territorial pissings” Kurt śpiewa: „To, że masz paranoję, nie znaczy wcale, że nie chcą cię dopaść”. Courtney zapewne powinna była wziąć sobie tę przestrogę do serca, zanim zdecydowała się porozmawiać z Lynn Hirschberg, która zamierzała napisać o niej artykuł do „Vanity Fair”. (…)

Długie artykuły przedstawiające dogłębnie sylwetkę bohatera przygotowuje się miesiącami. Pod koniec pracy Hirschberg zadzwoniła i do mnie, a ja dałem jej kilka komentarzy do wykorzystania w tekście, starając się jednak ostrożnie dobierać słowa. Courtney niestety nie wykazała się podobną przezornością. Pamiętam, że ogarnął mnie lęk, kiedy pewnego dnia zobaczyłem, jak prowadzi z dziennikarką ożywioną rozmowę, zachwalając jej jeden z fanzinów ruchu Riot Grrrl. „Lynn ją zbałamuciła” – wspomina z goryczą Rosemary. „A Courtney myślała, że to ona owinęła ją sobie wokół palca i że to będzie świetny artykuł”.

Materiał ukazał się w połowie sierpnia. Redakcja magazynu przefaksowała nam kopię z tygodniowym wyprzedzeniem i gdy go tylko zobaczyliśmy, byliśmy zdruzgotani. W paru fragmentach udało się uchwycić błyskotliwość Courtney, ale ogólnie rzecz biorąc, ten bardzo wprawnie napisany tekst ociekał pogardą i poczuciem wyższości.

Jego autorka nie wydawała się zainteresowana tym, że Kurt i Courtney są parą awangardowych artystów, wolała ich przedstawić jako dwoje niemoralnych dekadentów o głębi osobowości godnej postaci z kreskówek.

Swoje oszczerstwa opierała głównie na rzekomych wypowiedziach bliżej niezidentyfikowanych „znajomych” i „osób z branży”. Nie wątpię, że Hirschberg dotarła do ludzi nieprzychylnych Courtney, którzy chętnie podzielili się swoimi opiniami, ale bezrefleksyjne przytaczanie podobnych pogłosek na pewno nie było z jej strony przykładem uczciwego dziennikarstwa.

Tym, co uczyniło z artykułu Hirschberg prawdziwy koszmar, a nie zwykłe potknięcie PR-owe, były zwłaszcza dwa akapity:

W kręgach, w których się obraca Kurt Cobain, jest uważany za świętego. Tymczasem w osobie Courtney wielu widzi charyzmatyczną oportunistkę. Powszechnie znanym faktem jest, że oboje mają problem z narkotykami. W tym miesiącu para spodziewa się dziecka i nawet najbardziej tolerancyjnie nastawieni ludzie z ich otoczenia obawiają się o jego zdrowie. „To się nie mieści w głowie, że ona brała narkotyki, kiedy wiedziała już, że jest w ciąży” – mówi ich bliski znajomy. „Wszyscy martwimy się o to dziecko”.

Jeszcze większe szkody wyrządził następujący fragment:

Dwadzieścia różnych źródeł ze środowiska przemysłu muzycznego potwierdza, że Cobainowie są uzależnieni od heroiny. W wywiadzie udzielonym kilka miesięcy temu magazynowi „Rolling Stone” Kurt zaprzeczał, jakoby nadal brał heroinę, ale ze słów Courtney wynika całkiem inny i o wiele bardziej niepokojący obraz sytuacji. „Byliśmy w ciągu” – mówi, odnosząc się do okresu w styczniu, kiedy Nirvana pojechała do Nowego Jorku, żeby wystąpić w Saturday Night Live. „Braliśmy mnóstwo narkotyków. Wybraliśmy się do Alphabet City, Kurt i ja, w czapkach, żeby nikt nas nie poznał, i kupiliśmy prochy. Naćpaliśmy się i pojechaliśmy na nagranie SNL. Potem brałam heroinę jeszcze przez kilka miesięcy”.

To ostatnie zdanie było dla nas zabójcze, a Courtney twierdziła, że nigdy tego nie powiedziała. Zawsze utrzymywała, że przestała brać od razu po tamtej interwencji – czyli kilka dni po SNL i po tym, jak dowiedziała się, że jest w ciąży – oraz stosowała się do wszystkich poleceń dr. Crane’a, aby chronić płód. (...)

Wierzyłem Courtney i byłem przekonany, że dr Crane nie zgodziłby się prowadzić przyszłej matki, która nie zważa na zdrowie dziecka. A Frances Bean Cobain istotnie urodziła się całkowicie zdrowa.

Wiedzieliśmy od razu, że ukazanie się tego artykułu oznacza kryzys, który mógłby mieć dla nich jako rodziców konsekwencje prawne. Kiedy dostaliśmy faksem kopię tekstu, Courtney była już w szpitalu Cedars-Sinai, ponieważ od prognozowanego terminu porodu dzieliło ją kilka dni, a dr Crane chciał zachować wszelkie środki ostrożności.

W ramach dodatkowego zabezpieczenia Courtney przez moment rozważała nawet urodzenie dziecka w innym kraju, aby mieć pewność, że nikt nie spróbuje go jej odebrać.

W błyskawicznym trybie uzyskaliśmy fachową opinię (jej data to 13 sierpnia – dzień po tym, jak poznaliśmy treść artykułu z „Vanity Fair”) od prawnika Michaela Levanasa, który podał nam dwie inne opcje. Wcześniej ktoś powiedział Courtney, że władze w Szwecji nie będą robiły problemu, jeśli zdrowe dziecko urodzi się ze śladami metadonu w organizmie, ale zważywszy na bliski termin porodu, ponaddziesięciogodzinny lot z Los Angeles do Sztokholmu wydawał się zbyt ryzykowny. Inną teoretyczną możliwością było zarejestrowanie się w innym szpitalu w mieście pod fałszywym nazwiskiem. Ale Levanas ostrzegł: „Słyszałem, że szpital im. Martina Luthera Kinga donosi o wszystkim, a kliniki takie jak Cedars-Sinai są bardziej dyskretne”. Ostatecznie Courtney została więc na miejscu.

Danny Goldber 'Wspominając Kurta Cobaina. Biografia lidera Nirvany', wyd. Znak HoryzontDanny Goldber 'Wspominając Kurta Cobaina. Biografia lidera Nirvany', wyd. Znak Horyzont fot. materiały prasowe

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.