Artur Górski: Wiesz, zawsze wydawało mi się, że prawdziwy macho to taki, który – niczym Franz Maurer z "Psów" – skrywa jakąś tajemnicę. Boryka się z czymś, co tkwi w jego pamięci, być może nawet go boli. I sprawia, że wydaje się kobietom pociągający. No bo jednak facet, który jak w piosence z lat 60. „dziewczynie nie skłamie, chociaż nie wszystko jej powie”, wydaje się bardziej atrakcyjny od tego, który paple na swój temat, chwali się, szpanuje, lansuje, stawia sobie niezasłużone pomniki. Tymczasem macho z twojego gabinetu są właśnie tacy.

Pozostało 92% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.