Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Fragmenty pochodzą z książki Gayle Forman „Zostaw mnie”. Książkę opublikowało wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Maribeth Klein siedziała do późna w pracy. Czekała na ostateczną wersję grudniowego wydania. To wtedy miała zawał.

Najpierw pojawiło się lekkie kłucie w klatce piersiowej. To było raczej uczucie ciężkości niż ból, dlatego w pierwszej chwili nie skojarzyła go z sercem. Uznała to raczej za objaw niestrawności, bo godzinę wcześniej zjadła przy biurku talerz tłustej chińszczyzny. Skłonna też była zrzucić to na stres, bo przecież następnego dnia czekała ją długa lista zadań do wykonania. Powiedziałaby może, że to ze zdenerwowania po rozmowie telefonicznej z mężem, Jasonem, który urządził sobie w domu imprezę taneczną z Oscarem i Liv, za nic mając narzekania sąsiada z dołu, Earla Jablonskiego, i zupełnie nie bacząc na to, że jeśli bliźniaki nie pójdą spać o ósmej, to jedno z nich może się później w środku nocy obudzić, więc obudzi również ją.

Z sercem jakoś tego zupełnie nie skojarzyła. Miała czterdzieści cztery lata. Była przemęczona i obarczona zbyt wieloma sprawami, ale przecież to normalny stan dla pracującej matki. (...)

– Cześć, to ja – powiedziała. – Czy dałbyś radę wykombinować coś dzisiaj na kolację?

– Jeśli nie masz ochoty gotować, to po prostu coś zamówimy.

– Nie da rady. Bliźniaki mają dziś umówione spotkanie z kolegami. U nas – przypomniała mu. Przypominała mu o tym już kilka dni wcześniej. Te dziecięce spotkania odbywały się co drugi miesiąc od czterech lat, a termin został już dawno wpisany do kalendarza. Mimo to Jason wydawał się zaskoczony tą wiadomością.

– Nie najlepiej się czuję.

– No to odwołaj – powiedział. (...)

– Naprawdę nie mam siły – powiedziała Jasonowi – a jest za późno, żeby to odwołać.

– Mam w pracy urwanie głowy – odparł Jason. – Aktualizujemy bazę danych i trzeba przenieść dziesiątki tysięcy plików.

Maribeth też by chciała, żeby urwanie głowy w pracy wystarczyło jako wymówka od gotowania. Jako wymówka od czegokolwiek. Ależ to by było wspaniałe! (...)

CZYTAJ TAKŻE: "Chcemy partnerskiego podziału obowiązków, ale to kobieta jest bardziej obciążona obowiązkami"

***

Trochę później przyszedł do niej elegancki starszy pan z muchą w kropki pod szyją. Przedstawił się jako doktor Sterling, dyżurny kardiolog.

– Na jednym z pani EKG pojawiły się pewne nieprawidłowości, zleciliśmy więc ponowne badanie krwi, które wykazało podwyższone poziomy troponin – wyjaśnił.

– Ale przecież wcześniej EKG było normalne.

– Nic w tym dziwnego – odparł. – Przypuszczam, że wystąpiło u pani coś, co się czasem nazywa zawałem wolno postępującym.

– Co takiego? – zapytała Maribeth.

– Niedokrwienie. Trwa pewnie już od mniej więcej dwudziestu czterech godzin, dlatego odczuwała pani przemijający ból. W chwili obecnej wyniki badań krwi wskazują na całkowite zamknięcie jednej z tętnic.

– A – odparła Maribeth, usiłując to wszystko jakoś sobie przyswoić. – Rozumiem.

– Za chwilę pojedzie pani na angiografię. Będziemy sprawdzać drożność tętnic wieńcowych, a jeśli gdzieś stwierdzimy zwężenie, od razu założymy stent.

– A kiedy to wszystko nastąpi?

– Lada chwila. Jak tylko trafi pani na górę.

– Teraz? – Maribeth spojrzała na zegarek. Było po siódmej.

– Przecież jest piątek wieczorem. Ma pani w planach jakieś wyjście na tańce? – lekarz roześmiał się z własnego dowcipu.

– Nie, ale czy tego całego stentu nie można by wstawić jakoś w przyszłym tygodniu?

– Ależ nie. Trzeba to zrobić, zanim dojdzie do dalszych uszkodzeń.

Uszkodzenia? Zabrzmiało to jakoś złowrogo.

– No dobrze, a ile to potrwa? Kiedy będę mogła stąd wyjść?

– A dokąd się pani tak spieszy, moja droga? – zapytał lekarz. (...)

Maribeth westchnęła.

– Ech, w moim domu szaleje właśnie banda czterolatków, a weekend też zapowiada się ciekawie.

Lekarz zmarszczył brwi i przyglądał jej się w milczeniu przez dłuższą chwilę. Maribeth odwróciła wzrok. Już zdążyła poczuć do niego niechęć, jeszcze zanim z jego ust padły słowa:

– A pani sobie zdaje sprawę, że miała pani zawał, prawda? (...)

Zostaw mnie, Gayle Forman, Wydawnictwo Prószyński i S-kaZostaw mnie, Gayle Forman, Wydawnictwo Prószyński i S-ka Fot. materiały wydawnictwa

***

Po tygodniu zwolniono ją do domu. W ogóle nie czuła się na to gotowa. Tak samo czuła się poprzednio, kiedy ją wypuszczano ze szpitala, tylko że wtedy towarzyszyło jej poczucie, że ona i Jason jadą na tym samym wózku.

– No i zostajemy z nimi sami – zażartował wtedy, mając na myśli bliźniaki. – Kiedy się miałem zająć skowronkiem mojego ojca, to lepiej wiedziałem, co robić.

Teraz Maribeth była zupełnie sama.

– Muszę ci coś powiedzieć – odezwał się Jason, gdy wraz z siedzącą na wózku Maribeth czekali na taksówkę. W jego głosie usłyszała coś dziwnego. Gdyby nie to, że właśnie wychodziła ze szpitala po operacji na otwartym sercu, mogłaby sobie pomyśleć, że zaraz przyzna jej się do romansu.

– Co takiego? – zapytała z wyczekiwaniem.

– Pamiętasz, jak ci obiecałem, że nie będę ci niczym zaprzątać głowy, dopóki będziesz w szpitalu? Żebyś się nie musiała niczym martwić?

– Tak.

– No więc poczyniłem pewne ustalenia. Podczas gdy ty żyłaś w tej bańce.

Maribeth potrzebowała chwili, żeby zrozumieć, co on jej próbuje powiedzieć. Przeszło jej przez myśl, że może już wolałaby ten romans. Potrząsnęła głową.

– Nie.

– Nie przychodziła do szpitala – powiedział Jason. – I nie wspominałem ci o niej.

– Poszedłeś na łatwiznę. Znowu.

– Na łatwiznę? Po prostu poprosiłem o pomoc.

– A jak niby moja matka może komukolwiek pomóc?

– To dodatkowa para rąk. Poza tym bliźniaki ją uwielbiają.

– No świetnie. To bliźniaki będą się teraz dobrze bawić z babcią, a ja będę miała trzecią osobę pod opieką – miała ochotę powiedzieć, że czwartą, ale się powstrzymała. (...)

***

Okazało się to zaskakująco łatwe. Maribeth zeszła po schodach i zatrzymała taksówkę. Miała ze sobą tylko pospiesznie spakowaną torbę, do której włożyła kilka zapasowych ubrań oraz leki. Telefon i komputer, a także właściwie wszystko inne, zostawiła w domu. Miała poczucie, że niczego już nie potrzebuje. Do Jasona napisała e-mail. Żeby go przeprosić? Żeby mu to wyjaśnić? Sama do końca nie wiedziała, po co. Wsiadając do taksówki, już nawet dobrze nie pamiętała, co konkretnie w tym liście zawarła.

***

Trening mindfulness za opowieść
Czy kiedykolwiek czuliście, że dosyć: to już koniec, więcej nie dacie rady na siebie wziąć? Czy przeżyliście chwile kryzysu, pustki, wypalenia? Pamiętacie momenty, gdy życie was przerastało, a wy nie wiedzieliście, jak sobie z nim poradzić?

Podzielcie się z nami swoim doświadczeniem z takich momentów oraz tym, jak poradziliście sobie z problemem. A może on wciąż trwa? Jaka jest waszym zdaniem jego przyczyna? Skąd przyszła pomoc?

Twoje doświadczenie może być cenne dla innych osób w podobnej sytuacji i stąd nasza prośba: opisz tę sytuację! Przyślij swój list na adres: konkurs@proszynskimedia.pl.

Najbardziej inspirujący tekst nagrodzimy kursem redukcji stresu opartym na treningu mindfulness, a cztery wybrane prace – nagrodami książkowymi!

Pełen regulamin konkursu znajdziecie w serwisie Wysokieobcasy.pl (TU). Zapraszamy do udziału w konkursie „Łap chwilę!”. Na wasze prace czekamy do 8 stycznia 2017 r.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.