Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dzień Wigilii. Po pracy, którą skończyliśmy o godz. 12, odebraliśmy dzieci z przedszkola, spakowaliśmy prezenty i potrzebne rzeczy do samochodu i udaliśmy się na święta do teściów. Śnieg ciągle padał, drogi były porządnie zaśnieżone, a pługi pracowały nieprzerwanie od wczesnych godzin porannych. Warunki atmosferyczne były dość trudne, drogi były oblodzone, a gęsta mgła ograniczała widoczność. Czas nieubłaganie uciekał, do promu, który to miał już swój ostatni kurs tego dnia, pozostało niewiele czasu. Nie widząc innego wyjścia, zadzwoniliśmy do teściów z informacją o zaistniałej sytuacji. Wtedy to teść postanowił wypłynąć po nas swoją łodzią rybacką.

Po dojechaniu do portu w oddali widzieliśmy już płynący w naszym kierunku statek. W ten sposób dotarliśmy na półwysep, który na czas świąt został zupełnie odcięty od stałego lądu. Po drodze widzieliśmy pięknie oświetlone zagrody, ozdobione, przydomowe drzewka, światełka w oknach oraz lampki i figurki Mikołaja zdobiące wejścia domów. W mieszkaniu u teściów unosił się już świąteczny nastrój. Półeczki oraz komoda nakryte były pięknymi świątecznymi obrusikami, na których stały różne skrzaty i światełka. Cały dom przepełniony był zapachami: w przedpokoju pachniało kadzidełkiem, w kuchni unosił się zapach przypraw korzennych oraz przygotowanego jedzenia, natomiast salon wypełniony był zapachem palonego drewna oraz świątecznego świerku.

Ja z teściową, Kate z dziećmi udaliśmy się do pobliskiego kościółka, gdzie ksiądz wygłaszał wzruszające kazanie. Później, zgodnie z tradycją, było chodzenie wkoło choinki i śpiewanie kolęd w kościele. Na końcu wszyscy złożyli sobie życzenia i udali się do domów na wieczerzę. W międzyczasie mężczyźni pilnowali pieczonego mięsa, którego aromat unosił się w całym domu, a my czuliśmy go już z drogi. Choinka ubrana, potrawy przygotowane, zostało tylko nakryć do stołu. Teściowa miała już gotowy świąteczny obrus, na środku stołu stał świecznik z czerwonymi świeczkami oraz solniczka i pieprzniczka w formie zabawnych mikołajków. Również wykałaczki znalazły swoje miejsce w świątecznych pojemnikach. Na stole stały talerze ze wzorem świątecznym, szklanki oraz najlepsze sztuczce. Świąteczne serwetki stanowiły dopełnienie wystroju. O godz. 17 włączyliśmy NRK 1, gdzie sølvguttene (srebrni chłopcy), coś w stylu poznańskich słowików, swoim śpiewem zapraszali święta do norweskich domów. Chór śpiewał pieśni w Oslo domkirke, a my zasiedliśmy spokojnie do wieczerzy. Na stole tradycyjnie było Juleribbe - żeberka wieprzowe z ziemniakami i kiszoną kapustą, śliwkami oraz brązowym sosem. Do picia podano juleol, tj. piwo świąteczne, czerwone wino, a dla dzieci julebrus, czyli świąteczną oranżadę.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Boxing Day to dla Brytyjczyków prawdziwy powód do świętowania

Po obiedzie przyszedł czas na deser, bardzo popularny pudding ryżowy z sosem malinowym. Po obiedzie posprzątałyśmy ze stołu, a mężczyźni i dzieci zostali w salonie. Potem nadszedł czas, by sparzyć kawę i przygotować coś słodkiego do kawy. Teściowa już na długo przed świętami upiekła kilka rodzajów ciasteczek, do tego ciasto oraz na lokalnym jarmarku zaopatrzyła się w dwa rodzaje lefser (wyglądają jak składane naleśniki). Był też przepyszny Moltekrem z moroszki schowanej na tę specjalną okazję. W salonie paliło się kilka malutkich świeczek, z pieca czuło się przyjemne ciepełko, a z adapteru leciała przyciszona muzyka szwedzkiej piosenkarki Carola z kolędami. W międzyczasie teść gdzieś zniknął, a do drzwi zapukał nam Święty Mikołaj, który rozdał prezenty grzecznym dzieciom i poszedł dalej, bo miał przed sobą bardzo pracowity wieczór. Po powrocie teścia nadszedł długo wyczekiwany przez najmłodszych czas na rozpakowywanie znalezionych pod choinką prezentów.

Po paru godzinach dzieci poszły spać, a dorośli zostali, by posiedzieć i w spokoju porozmawiać. Siedzieliśmy, popijając już nieco mocniejsze trunki, ale w końcu to święta, a wiadomo, że kieliszek wina czy też koniaku jeszcze nikomu nie zaszkodził. Rozmawialiśmy, że te święta są wyjątkowe i magiczne. Magiczne, bo cudownie białe, a wyjątkowe, bo po raz pierwszy wszyscy jesteśmy w tak licznym gronie razem. Pierwszy dzień świąt jest dla nas bardzo rodzinny, prywatny. To taki czas wyciszenia i odpoczynku. Rozpoczęliśmy dzień od wspólnego śniadania, z świątecznym chlebem z orzechami oraz z rodzynkami na słodko, bułeczkami i ciasteczkami owsianymi. Do tego były różne rodzaje świątecznej szyneczki i salcesonu, pasztetów, serów, śledzie z cebulką, ogórek z octu i buraki jako dodatki. Na stole pojawił się też własnej roboty gomme, czyli serek z cynamonem i rodzynkami. W ciągu dnia dzieci bawiły się nowymi zabawkami lub oglądały bajki. W południe wybraliśmy się na dwór, by ulepić bałwana u dziadków w ogródku oraz pozjeżdżać na nartach z górki na pobliskim polu.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Na obiad w pierwszy dzień świąt były tradycyjnie pinnekjøtt (mięso na kijach). Mąż z teściem poszli do lasu, by poszukać gałązek wierzbowych, które układa się na dnie garnka, a na nich mięso, by nabrało specyficznego smaku. Pinnekjott to słone, suszone żeberka jagnięce z tłuszczem, ziemniakami, kapustą czerwoną i puree z rzepy. Na deser był bardzo popularny w Norwegii pudding karmelowy z sosem karmelowym. Drugi dzień świąt to czas odwiedzin, zabaw i tańców dla młodzieży. W ten dzień odwiedziliśmy innych członków rodziny mieszkających w pobliżu. Czas spędziliśmy na kosztowaniu różnych świątecznych pyszności, a ponieważ każda rodzina ma swój własny wybór ciasteczek, trudno było się oprzeć pokusie. Jest to też okazja, by podziękować za prezenty lub też pochwalić się, co się dostało na Gwiazdkę. W ten też dzień tradycyjnie wszystkie dzieci, wnuki i prawnuki są zaproszeni do teściów na wspólny obiad. W drugie święto serwuje się tradycyjnie kveite, tj. płastugę, osobiście złowioną przez teścia, a przyrządzoną przez teściową. Do tej pysznej ryby dodaje się ziemniaki, warzywa i gotowane jajko z masłem. Na deser są lody z sosem czekoladowym własnoręcznie robionym przez teściową oraz mrożone owoce. Zapatrzeni w wystrojoną choinkę i uśmiechnięte twarze naszych bliskich odkrywamy znaczenie świąt, rodziny i miłości. Święta Bożego Narodzenia skłaniają nas do zadumy, refleksji i wspomnień.

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.