Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W całej Kolumbii święta zaczynają się w sierpniu. Pierwsze są sieci handlowe. W wystrojonych w choinki i światełka sklepach rozpoczynają się promocje i wtedy po raz pierwszy w roku pojawia się myśl, że święta są za pasem. Chyba tylko w polskich oczach wydaje się to za wcześnie. Z tygodnia na tydzień wzrasta ilość dekoracji na ulicach, rozbłyskują świąteczne lampy na latarniach ulic, powiewają girlandy na drzewach i na budynkach, a pierwszego grudnia choinki świecą się już niemal w każdym kolumbijskim domu.

Ponieważ w Andach nie rosną świerki, choinki zawsze są z tworzywa sztucznego, lecz tak samo jak u nas ozdabiane są na najróżniejsze sposoby i w różne kolory. Kolumbijczycy uwielbiają kolorowe święta i dlatego rok w rok korzystają z suto wystawionych w sklepach ozdób. Przy takim asortymencie dostępnych dekoracji nieistotna staje się klasa społeczna ani zawartość portfela. Najbogatsi i najbiedniejsi co roku spotykają się w jednej kolejce do kasy z wyładowanymi po brzegi koszami, pełnymi lampek, bombek, aniołków i obrusów w gwiazdki.

Bożonarodzeniowe dekoracje w Kolumbii to świętość. Potrafią one być prawdziwym wyzwaniem dla sąsiadów, którzy co roku stają do nieformalnego konkursu, kto wyborniej przystroi swój dom. W niektórych dzielnicach Bogoty, i to paradoksalnie w tych mniej zamożnych, sąsiedzi prześcigają się w wymyślnych świątecznych ornamentach na fasadach swoich domów. Pojawiają się renifery ciągnące sanie, wypełnione powietrzem gumowe bałwany, dyskotekowe oświetlenie, jest żłóbek, często z fontanną i całą osadą Betlejem oraz Święty Mikołaj na trawniku, nierzadko podłączony do prądu, aby mógł ruszać głową w prawo i w lewo oraz donośnie śpiewać angielskie kolędy. Na wiecznie zielonych w Kolumbii drzewach wieszany jest sztuczny śnieg.

Oczywiście również wnętrza kolumbijskich domów zamieniają się w świąteczny mikrokosmos. W pierwszy dzień adwentu zwykle wszystkie całoroczne dekoracje zostają wymieniane, a bałwanki, gwiazdki, śnieżynki pojawiają się na obrusach, dywanach i stołach. Wyciągane są salaterki w gwiazdorki, cukierniczki w aniołki i na własne oczy widziałam nie tylko łazienkowe dywaniki ze Świętym Mikołajem, ale również i mikołajowe okrycie na deskę klozetową.

Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji "Polki bez granic"

Od sztucznego śniegu nikogo nie odwodzi nawet klimat, który w grudniu w Bogocie staje się prawdziwie polskim majem. Zwykle górzysty, ostry klimat stolicy Kolumbii, nieprzewidywalne opady deszczu i średnia temperatura 15 stopni, wraz z pierwszym dniem grudnia ustępuje bezchmurnemu niebu i rozpoczyna się najpiękniejsza pora roku w Bogocie, która trwa do marca. Nie pada deszcz, a dni są tak słoneczne, że większość bogotańczyków przemyka się cienistą stroną ulicy, natomiast panie wychodzą z domów z parasolami; wszystko po to, aby uniknąć promieni słonecznych, które tutaj, na wysokości 2600 metrów bliżej gwiazd, potrafią być bardzo silne.

W święta w Bogocie zazwyczaj nie tylko panuje wspaniała pogoda, ale również niczym niezmącony spokój. To wakacyjny czas wyjazdów z rodziną, więc ośmiomilionowa metropolia pustoszeje aż do połowy stycznia. Zwykle zakorkowane ulice stają się niemal puste, w środkach transportu nie ma tłoku, a w bankach, w klinikach, sklepach, urzędach można załatwić wszystko zaskakująco szybko i bez kolejki.

W tak słonecznym i tak uroczyście przystrojonym mieście rozbrzmiewają kolumbijskie i angielskie świąteczne melodie, a wszyscy ochoczo je nucą. Naturalnie umuzykalnieni Kolumbijczycy bardzo szanują nasze polskie kolędy, jeśli oczywiście się z nimi spotkali, jednak jednomyślnie twierdzą, że są one za smutne. Boże Narodzenie w ich mniemaniu zupełnie nie sprzyja rzewnym pieśniom, więc po cierpliwym wysłuchaniu: „Gdy śliczna Panna” żwawo intonują swoje „Mi burrito sabanero” lub po prostu salsę – prawdziwe święta są mianowicie wtedy, gdy świąteczne piosenki można zatańczyć.

To dlatego w całej Kolumbii w tym okresie odbywają się przeróżne radosne i kolorowe festiwale – jak Feria w gorącym Cali wraz z dorocznym konkursem salsy, Feria w Manizales, Karnawał Białych i Czarnych w Pasto lub Festiwal Światła w kolonialnym Villa de Leyva.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Boxing Day to dla Brytyjczyków prawdziwy powód do świętowania

Towarzyscy Kolumbijczycy tak jak my wykorzystują świąteczne dni, aby spędzić je z rodziną i przyjaciółmi. W domu lub na wyjeździe. Już na dziewięć dni przed Wigilią spotykają się dookoła żłóbka na odmawianie „Novena de Aguinaldos”, bożonarodzeniowej modlitwy na cześć narodzin Jezusa. Novenę odmawia się z rodziną, z kolegami z pracy, ze znajomymi, z sąsiadami lub w każdym innym towarzystwie, ważne, aby modlić się w większej grupie. Po odczytaniu każdej zwrotki śpiewany jest refren, koniecznie akompaniowany tamburynem i grzechotkami, po modlitwie natomiast następuje wspólny posiłek, podczas którego w Bogocie serwowane są buñuelos, czyli słodkie pyszności podobne do pączków, i natilla, czyli kolumbijski budyń, oraz tzw. colaciones, ciastka, chlebki z manioku, ryż na mleku i gorąca czekolada.

Święta w Bogocie zaczynają się 24 grudnia wraz z wigilijną kolacją, na której nie może zabraknąć buñuelos i natilli ani nadziewanego indyka. Po uroczystej wieczerzy i wesołym rozdaniu prezentów całe rodziny wsiadają w samochód i wyruszają na doroczny objazd po stołecznych parkach, w których organizowane są pokazy świateł i żłóbków. Tę tradycję wypełnia się zwykle z okien samochodu, ponieważ jest problem z parkowaniem, a objazd i tak trwa w żółwim tempie ze względu na ilość aut w kolejce.

W Kolumbii prezentami obdarowuje się niemal każdego. W biurach prezent daruje się wprawdzie anonimowo wylosowanej osobie, natomiast upominki dla rodziny zawsze podpisane są imieniem i nazwiskiem. Tutaj nie ma wątpliwości, kto jest darczyńcą, a kto beneficjentem, warto się więc postarać, choć i tak, podobnie jak w każdej części chrześcijańskiego świata, na moment prezentów najbardziej czekają dzieci. Różnica polega na tym, że tatusiowie lub wujkowie nie wymykają się chyłkiem z pokoju, aby przebrać się za Gwiazdora, ale ciekawość, skąd się bierze prezent, zostaje od razu zaspokojona. Kolumbijskie dzieci szybko zatem wyrastają z legend o Świętym Mikołaju. Może dzieje się tak dlatego, że wizji Santa w zimowym kożuchu, reniferów i transportu saniami w zielonej, słonecznej Kolumbii faktycznie nie można im logicznie wytłumaczyć?

List pochodzi z naszej akcji "Polki bez granic" (więcej przeczytaj na www.wysokieobcasy.pl/polkibezgranic). Jeśli mieszkasz lub mieszkałaś za granicą, opisz nam, jak Cię zmieniło to doświadczenie. Na listy czekamy pod adresem: polkibezgranic@agora.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.